Bluźnierstwo – Ks. Kazimierz Naskrecki, Dekalog, Krotkie Nauki o Przykazaniach, Warszawa 1937

Spis tematów – klik.


„W ostatnie dni nastaną czasy niebezpieczne. Będą ludzie… bluźniercy”. (2 Tym. 3, 1—2).

Starożytny historyk grecki — Plutarch — w jednem z dzieł swoich wspomina o byku, który miał mówić, jak człowiek, czem wzbudzał podziw ogółu.

Otóż dziś jest odwrotnie: wielu ludzi mówi tak, jak zdziczałe byki, i nikt się temu nie dziwi.

Mam, drodzy moi, na myśli tych, którzy miotają obelgi na Boga, na Świętych, na religję, a którym miano bluźnierców dajemy.

Grozą winien nas przejmować grzech bluźnierstwa, i dlatego dzisiejszą naukę chcę temu przedmiotowi poświęcić.

I.

Bluźnierców naogół można podzielić na dwie grupy.

Jedni — to ludzie, złamani życiem, rozgoryczeni, którzy nieszczęść swoich nie umieją znosić po chrześcijańsku i którym się zdaje, że ulżą sobie, jeżeli zbuntują się przeciwko Bogu.

Poczynają wtedy w swoich cierpieniach miotać różne bluźnierstwa: „Chyba Boga niema! A jeśli jest, to nic Go nie obchodzi, co się z ludźmi dzieje! Jest on niedobry, okrutny, niesprawiedliwy!”

Aż strach pomyśleć, że bluźnierstw podobnych dopuszczają się nieraz nawet chrześcijanie!

Może tylko nie zawsze zeznają, co mówią; w niejednym bowiem wypadku zbyt silny ból pozbawia ich całkiem niezbędnej rozwagi i postanowienia, a przez to zmniejsza ich winę.

Drugą grupę bluźnierców stanowią wyraźni wrogowie Chrystusa i Jego świętego Kościoła. Na pierwszem miejscu wypada tu wymienić wszechświatowy „Związek wojujących bezbożników”, który obecnie (1935) liczy już ponad 5 milionów członków. Zapewne, najwięcej jest ich w Sowieckiej Rosji, gdzie nawet wprowadzili bluźnierczy sposób witania się: „Niema Boga” — mówi jeden; „Ne było i nie będzie” — odpowiada drugi.

Ale są oni i w innych krajach.

Ma ich niestety i Polska (narazie koło tysiąca). A poza takiemi wojującymi bezbożnikami, dla których bluźnierstwo jest wprost rzemiosłem, iluż to się spotyka takich, co lekceważąco się odnoszą do Najświętszej Osoby Chrystusa Pana; co szydzą sobie z Sądu Bożego i wiecznych kar w piekle; co zieją wprost nienawiścią do Boga, życzą Mu zła, chcieliby, aby On nie istniał! Co gorsza! Raz po raz pojawia się w druku większa lub mniejsza literacka praca, zawierająca takie bluźnierstwa, że ścina się od nich krew w człowieku wierzącym.

Te wszystkie grzechy, o których dotąd mówiłem, są bluźnierstwami, które wprost, bezpośrednio zwracają się przeciwko Bogu.

Ale jest nadto jeszcze wiele innych bluźnierstw, które dotykają Boga ubocznie, pośrednio.

Naprzykład: jeśli się kto wyśmiewa z Najświętszej Marji Panny, i Jej dozgonnego dziewictwa, lub ze świętych Pańskich, z ich cudów, z ich kanonizacji; jeśli kto traktuje religję Chrystusową na równi z innemi, lub pozwala sobie na płaskie, wstrętne dowcipy na temat Sakramentów świętych; jeśli kto szydzi z Kościoła, z jego nieomylności, z jego praw i obrzędów!

Stąd też mówimy, że bluźnierstwem jest wszelkie słowo, które znieważa Boga wprost lub ubocznie, w Nim Samym lub w Jego dziełach.

II.

1) A teraz z kolei poznajmy ciężkość grzechu bluźnierstwa.

a) Otóż najpierw bluźnierstwo jest prawdziwem szaleństwem. Bo kim jest Bóg? Kiedy Mojżesz klęczał przed krzakiem gorejącym, który, mimo że płonął, nie zgorzał, i zapytał: „Panie, jak się nazywasz?” — Bóg ozwał się: „Jam jest, którym jest” (2 Mojż. 3, 14), to znaczy: Ja jestem Ten, którego istotą jest istnienie. Wszystko inne, co jest poza Mną, może być, albo nie; jeżeli istnieje, to tylko dlatego, że Ja chcę; ode Mnie to wszystko zależy; Ja zaś nie zależę od nikogo, Ja istnieję Sam ze Siebie!

Więc Bóg to wszechmocny Stwórca! Bóg to kochający Ojciec! Bóg to sprawiedliwy Sędzia! Jakaż tedy śmiałość, jaka bezczelność rzucać temu Stwórcy, temu Ojcu, temu Sędziemu obelgi w twarz!

 b) Bluźnierstwo dalej to grzech prawdziwie szatański przy innych grzechach bywa jakaś korzyść choć pozorna, która w części przynajmniej zdaje się człowieka tłumaczyć. Tak, kto kradnie, spodziewa się przez to dla siebie jakichś korzyści materjalnych; kto się oddaje grzechom nieczystym, szuka w nich zmysłowego, erotycznego zadowolenia.

Tymczasem, jaka rozkosz, jaka korzyść, choć najbardziej przelotna, może wyjść z bluźnierstwa? Żadna! źródłem tego grzechu jest, jeśli nie zawsze wyraźna, to przynajmniej ukryta nienawiść ku Bogu. Bluźnierca tedy popełnia zło dla samego zła, i pod tym względem ma pewne podobieństwo z szatanem.

c) Bluźnierstwo wreszcie to bogobójstwo! bo, gdyby bluźnierca mógł od słów przejść do czynów, on zgładziłby Boga, on by Go unicestwił! Zbawiciel, kiedy zawisł na krzyżu, wyrzekł o tych, którzy Go krzyżowali: „Nie wiedzą, co czynią”. (Łk. 23, 34). Ale o bluźniercach tego nie można powiedzieć.

Oni świadomie buntują się przeciw Bogu, oni rozmyślnie z Bogiem walczą, oni Go wprost nienawidzą.

To też, Ojcowie Kościoła nie mają słów na potępienie grzechu bluźnierstwa. Św. Jan Złotousty mówi: „ponad bluźnierstwo nie masz nic gorszego” (Hom. 26 ad pop. Ant.), a św. Heronim dodaje: „Wszelki grzech zda się drobnym w porównaniu z bluźnierstwem” (In Is. c. 18).

2) Tem się też tłumaczą surowe przepisy, jakie wydawali na bluźnierców dawni chrześcijańscy prawodawcy (ces. Justynjan, król franc. Ludwik IX).

Może zapytacie: ale dlaczego państwo zajmowało się tym grzechem, który powinienby był pozostać sprawą osobistą, że tak powiem, między Bogiem a Jego bluźniercą? Dlaczego? Dlatego, że bluźnierstwo zawsze było uważano za rodzaj występku społecznego; gdy pewna liczba osobników hołduje jemu, on się staje grzechem jakby publicznym, który sprowadza straszne kary Boże na cały kraj, gdzie takie obelgi bezkarnie są na Boga miotane. Gdyż „nie da się Bóg z Siebie naśmiać” (Gal. 6, 7).

Dość wspomnieć tylko Mesynę! W 1908 r. w jednem z pism miejscowych (Il Asino) na samą uroczystość Bożego Narodzenia ukazał się artykuł, szydzący z Boskiego Dzieciątka, który się kończył słowy: „Jeżeli jesteś wszechmocnym, to zrób trzęsienie ziemi”. I w parę dni potem (28-go), ziemia się zatrzęsła, całe miasto uległo zniszczeniu, a w gruzach zginęło 200-tysięcy ludzi.

A te straszne kary są tylko zapowiedzią kary wiecznej, jaka czeka bluźnierców; już stary Tobjasz wołał w natchnieniu do Boga: „Przeklęci będą którzyby Cię wzgardzili; a potępieni będą wszyscy, którzyby Cię bluźnili” (Tob. 13, 16); bluźniercy bowiem zazwyczaj się nie nawracają, nie mamy żadnego na to przykładu w Piśmie św.

III.

Po tem wszystkiem, co powiedziałem, może się wam nasuwa pytanie: „Co za cel dzisiejszej nauki, skoro wśród nas bluźnierców niema”.

Otóż, drodzy moi, — nie dlatego mówiłem o zbrodni bluźnierstwa, żeby winnych w tym względzie powstrzymać, lecz aby wam przypomnieć obowiązki, jakie z powodu tamtych na was ciążą.

1) Więc najpierw boleć macie nad tem serdecznie, że tylu jest bluźnierców na świecie, że tyle od nich doznaje Bóg zniewagi! Ktoby się odnosił do tego obojętnie, stwierdzałby tem samem brak miłości dla Boga.

Przykładem może tu nam służyć błog. Marja – Magdalena Postel, późniejsza założycielka sióstr szkól chrześcijańskich (urn. 1846). Będąc jeszcze małem dzieckiem, raz podczas gwałtownej burzy okazała ona radość większą niż zwykle. „Jakto! — rzekła do niej matka, — ty się cieszysz, kiedy inni są w strachu?” „Mamo! — odrzekła świętobliwa dziewczynka — czuję się w tej chwili szczęśliwą, gdyż teraz przynajmniej bezbożni nie bluźnią; chciałabym, by zawsze tak grzmiało i pioruny tak biły!”

2) Następnie macie zwalczać występek bluźnierstwa; to nie rada, ale rozkaz dany przez św. Pawła: „Bluźnienie niech będzie odjęte od was” (Ef. 4, 31).

W Holandji na dworcach kolejowych rzucają się w oczy obwieszczenia, wzywające ludność, by przeciwdziałała bluźnieniu.

Przedewszystkiem rodzice, przełożeni i starsi nie mają prawa tolerować, aby w ich obecności ktoś bluźnił.

Młodzież zaś, która nie może temu przeszkodzić, powinna przynajmniej smutnym wyrazem twarzy okazać, jaki czuje wstręt do tego grzechu. Gdyby zaś kto przysłuchiwał się z ciekawością bluźnierstwom, i śmiał się z nich, taki stawałby się wspólnikiem bluźniercy, a tem samem by grzeszył.

3) Nakoniec, jeśli mamy miłość dla Boga, to winniśmy się starać wynagradzać za cudze bluźnierstwa. W różny można to uczynić sposób.

Przypomnę jeden, dobrze znany: to wspólne, pobożne odmawianie szeregu aktów, z których pierwszy brzmi: „Niech będzie Bóg uwielbiony!”

Bierzmy odtąd chętny udział w tem wynagradzaniu — a będziemy tak wykonywali akty miłości, za które kiedyś Bóg wynagrodzi nas w niebie na wieki.

Amen.

Ks. Kazimierz Naskrecki, Dekalog Krotkie Nauki o Przykazaniach, Warszawa 1937

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s