Cześć obrazów świętych – Ks. Kazimierz Naskrecki, Dekalog, Krotkie Nauki o Przykazaniach, Warszawa 1937

Spis tematów – klik.


„Czyj jest ten obraz?”. (Mt. 22, 20).

 Kiedy Faryzeusze i Herodjanie, chcąc podchwycić Jezusa, zapytali Go, czy się godzi płacić podatki rzymskiemu cesarzowi, Zbawiciel kazał Sobie podać monetę czynszową, ozdobioną wizerunkiem cesarskim, i zapytał: „Czyj jest ten obraz”.

Chciał On przez to powiedzieć: wizerunek na monecie, która jest u was w użytku, wskazuje, komu macie podlegać.

My, drodzy moi, mamy po kościołach i u siebie w domu, obrazy Chrystusa Pana, Matki Bożej i Świętych; a one przypominają nam, kogo my czcić mamy i w kim my nadzieję pokładać możemy. Tym obrazom oddajemy cześć w ten sposób, że odkrywamy przed nimi głowy, przystrajamy je, modlimy się przed nimi.

Niektórym jednak się zdaje, że cześć, oddawana obrazom i posągom świętych, trąci bałwochwalstwem, zabobonem. Zastanówmy się tedy nad tą czcią głębiej.

I.

1) Przedewszystkiem zwróćmy uwagę, że cześć, jaką my, katolicy, oddajemy obrazom świętych, nie odnosi się do samego obrazu, a tylko do tego, kogo obraz przedstawia.

Prawda, posągi i obrazy świętych, same w sobie, są to „nieme bałwany”. (1 Kor. 12, 2), ręką ludzką uczynione: lecz, jeśli będziemy na nie patrzyli oczyma wiary, to musimy uznać, iż one stanowią jedno ze świętymi, których wyobrażają.

Z obrazami świętych ma się tak samo, jak z obrazami drogich nam osób. Poco ludzie przechowują u siebie ich fotografje i portrety? Oto, żeby odświeżać pamięć o nieobecnych. Dopóki mamy około siebie osobę, którą kochamy, np. ojca lub matkę, nie myślimy wcale o tem, żeby wpatrywać się w jej portret.

Mając rzeczywistość, nie odczuwamy potrzeby obrazu. Ale, gdy ta osoba na długo się od nas oddala, wówczas jej obraz staje się bardziej drogim, i bardziej cennym; wówczas stawiamy go blisko siebie, spoglądamy nań często, przystrajamy go kwiatami; a nieraz to i całujemy go. I co jest w danym wypadku przedmiotem czci naszej? Z pewnością, to nie papier, nie płótno przykuwają nasz wzrok, to nie do rysunku odnosi się nasz pocałunek.

Nasza dusza sięga dalej; zamiarem naszym jest uczcić nie portret, ale oryginał, nie obraz, ale rzeczywistość.

Zastosujmy to samo do religji, a będziemy mieli cześć obrazów świętych. Oto np. mamy obraz Marji. Skłaniamy przed nim głowę, gdy go widzimy w kościele, lub nosimy na sobie jako medalik, i całujemy go. Co to znaczy? Tłumaczy się to prosto. Marja jest zarazem Matką Bożą i naszą. Z tego tytułu my Ją czcimy i kochamy. Gdyby Ona stanęła widzialnie przed nami, okazalibyśmy Jej oznaki najczulszego szacunku… Ale Ona jest w niebie, my Jej nie widzimy; to też, całkiem naturalnie, uciekamy się do Jej obrazu, przed nim klękamy, i modlimy się. Ale my wiemy dobrze, że to nie na tym obrazie zatrzymuje się cześć nasza; ona dąży dalej, wznosi się aż do nieba, aby tam znaleźć Marję, i Ją pozdrowić i przedłożyć Jej swoje prośby.

Obraz pozostaje dla nas obrazem, ale nie staje się bałwanem; my wiemy dobrze, że Marja nie przebywa w żadnym z obrazów, chociaż wszystkie one Ją przedstawiają, i każą nam o Niej myśleć, i pobudzają do Jej wzywania.

Taką bowiem jest nauka Kościoła, określona na Soborze Trydenckim: „Mamy oddawać (obrazom Pana naszego Jezusa Chrystusa, Matki Bożej i świętych) daninę czci, jaka się im należy. Zapewne, dalecy jesteśmy, żeby wierzyć, że w nich jest jakieś bóstwo, lub jakaś ukryta siła, do których mają się zwracać nasze hołdy, żądać od obrazów jakiejś łaski, w nich pokładać ufność swoją jest udziałem pogaństwa.

Cześć zaś, jaką my oddajemy obrazom, odnosi się do tych, kogo one przedstawiają. I czy je całujemy, czy przed niemi klękamy, to zawsze Jezus Chrystus i święci są jedynym przedmiotem czci naszej”. (Trid., sess. 24).

2) Ale cześć obrazów świętych nie tylko jest słuszną, lecz i pożyteczną.

Każdy taki obraz jest dla nas jakby niemem kazaniem, bo, albo uzmysławia żywo jakąś prawdę wiary, albo też upomina do pełnienia jakiejś cnoty.

a) Kiedy spojrzymy na Ukrzyżowanego Jezusa, to wnet uprzytomnimy sobie, iż to dla nas podjął On tak bolesną mękę, i budzi się w sercu naszem uczucie wdzięczności i skruchy. Obraz N. Marji Panny, z mieczem w sercu przypomina nam, ile ta Matka Boża przy dziele odkupienia dla nas wycierpiała.

Wizerunki zaś Męczenników zdają się na nas wołać: „Patrzcie, myśmy tyle wytrzymali, wytrwajcież i wy w wierze i miłości, a za krótkie cierpienie dostanie się i wam wieczna chwała”. „Obrazy zastępują nieoświeconemu ludowi książkę” — mówi św. Grzegorz. W. Cezar, stanąwszy przed posągiem Aleksandra, zawołał: „W moim wieku świat podbiłeś! Kiedyż ci dorównam?” — My, chrześcijanie, spoglądając na wizerunki świętych, mówmy do siebie: „Wyście zdobyli niebo, i ja, za waszym przykładem zdobyć je muszę”!

b) Cześć obrazów zjednywa nam jeszcze różne łaski uczynkowe. Obrazy bowiem świętych strzegą nas od roztargnienia w modlitwie; skoro wiec przed niemi modlimy się uważniej, pobożniej, więc i modlitwa nasza bywa wówczas prędzej wysłuchana.

Dlatego też święci i sprawiedliwi chętnie kierują swój wzrok na obrazy pobożne, zwłaszcza w chwili śmierci. Św. Karol Boromeusz, niedługo przed śmiercią, udał się na samotne miejsce w Varalli, bo tam w obrazach żywo były przedstawione tajemnice Męki Pańskiej, one też pomogły świętemu do rozmyślania o Chrystusowych cierpieniach i karcenia własnego ciała. (Brev. 4—XI).

Francuski admirał Durville (um. 1879), w czasie ostatniej swej choroby, cierpiąc srodze, wskazał zgromadzonej przy jego łożu rodzinie krzyż, który zawsze nosił na piersiach, i w te odezwał się słowa: „Chciałbym, aby wszyscy nieszczęśliwi niewierzący tu byli; wskazałbym im ten lek tak przedziwny, który daje takie siły, jakich żaden inny dać nie może”.

c) A nieraz przez obrazy świętych zyskują ludzie nadzwyczajne łaski.

Oficer węgierski, hr. Pongrac opowiadał, że w bitwie pod Kraśnikiem w 1914 r. szedł ze swoim pułkiem do ataku, a z okopów rosyjskich padała taka masa kul, że żołnierze ginęli, jak muchy. Nagle koń jego potknął się o coś i upadł, a w tej chwili zaświstało mu nad głową mnóstwo kul z karabinu maszynowego. Potknięcie się więc konia uratowało mu życie. Ponieważ jednak ziemia w tem miejscu była równia, wydało mu się to potknięcie dziwnem, obejrzał się uważnie i zobaczył malutkie zawiniątko, a w niem polską książkę do nabożeństwa z obrazkiem Najśw. Serca Jezusowego. „Ten obrazek — twierdził ów wojskowy — uratował mi życie, nie tylko ciała, ale i duszy, gdyż się przyczynił do ożywienia wiary w sercu mojem”.

A ile to dusz zatwardziałych skruszyło się i nawróciło tylko przez patrzenie na obraz pobożny. Tak się nawróciła między innemi Marja Egipcjanka, spojrzawszy na obraz Matki Bożej w kościele św. Krzyża w Jerozolimie.

A czegóż to dowodzą liczne wota, umieszczane wokoło obrazów po kościołach naszych? Oto, że modlitwy, zanoszone przed temi obrazami, zostały wysłuchane.

II.

Tu jednak nasuwa się pytanie: jak rozumieć należy zakaz Boży, dany żydom: „Nie będziecie sobie czynić bałwana, ani ryciny, ani znaków stawiać będziecie… żebyście się im kłaniali”. (2 Mojż. 26, 1).

Otóż, te słowa odnieść należy do tych obrazów, o których pisał św. Paweł do Rzymian, mówiąc, iż poganie „odmienili chwałę nieskazitelnego Boga w obraz, podobny do człowieka śmiertelnego, ptaków, zwierząt czworonogich i płazów” (Rz. 1, 23). Zresztą, sam dalszy ciąg słów Bożych, w czasie dawania przykazań, wskazuje, że tak właśnie należy rozumieć przytoczone słowa.

Ogłosiwszy bowiem I-e przykazanie: „Nie będziesz miał bogów cudzych przedemną”, Bóg dodał: „Nie uczynisz sobie ryciny, ani żadnego podobieństwa, które jest na niebie wzgórę, i które na ziemi nisko, ani z tych rzeczy, które są w wodach pod ziemią” (2 Mojż. 20, 3 — 4). To wszystko nie ma żadnego związku z naszemi świętemi obrazami, które przedstawiają to tylko, co jest słusznym przedmiotem czci naszej.

Zresztą i w Starym Zakonie napotykamy pewien ślad czci obrazów. Oto, podczas drogi do Ziemi Obiecanej; gdy napadły żydów węże jadowite, kazał Bóg Mojżeszowi ulać węża z miedzi, i powiesić go na słupie, aby pokąsani, spoglądając nań z ufnością, wracali do zdrowia. (2 Mojż. 21, 8),

Sam Chrystus wyjaśnił, iż ów wąż miedziany był Jego figurą.

Zostawiając zaś na chuście, podanej przez św. Weronikę w czasie krzyżowej drogi, odbicie Swego najświętszego Oblicza, Zbawiciel wyraźnie okazał, że miłą Mu będzie cześć dla Jego obrazów.

To też już od początków chrześcijaństwa, bo w rzymskich katakumbach, spotykamy się z wizerunkami Chrystusa Pana, Matki Bożej z Dzieciątkiem Jezus, a także z obrazami różnych zdarzeń biblijnych, zwłaszcza takich, które przedstawiały przyszłe zmartwychwstanie. Z rozszerzeniem się chrześcijaństwa umieszczano obrazy i krzyże nietylko w świątyniach, lecz takie na publicznych placach i drogach (Euzeb.).

Kiedy zaś w wieku VIII cesarze greccy, (Leon Izauryk, a po nim jego syn, Konstantyn Kopronim) chcieli znieść cześć obrazów, jako bałwochwalczą, wówczas w obronie tej czci powstali św. German, arcybiskup Konstantynopola, św. Stefan opat, św. Jan Damasceński, św. Teodor Studyta.

Ten ostatni tak się odzywał do cesarza obrazoburcy: „Niema miejsca, niema okolicy, niema domu, gdzieby nie było obrazów, a ty, o cesarzu, chcesz tę cześć obrazów, od 700 lat przez wszystkich uznawaną i razem z chrześcijaństwem rozszerzaną, w jednej chwili samowolnie wykorzenić ze świata”?

Jakoż owi cesarze obrazoburcy nie dokazali tego, bo Kościół św. potwierdził wówczas cześć obrazów na 2-gim Soborze Nicejskim (787) a, kiedy przeciw tej czci powstali znowu protestanci, ponowił On to potwierdzenie na Soborze Trydenckim.

Historja też wykazuje, że już w odległej starożytności były figury i obrazy cudowne, t.j. takie, przy których Bóg cuda działał.

Wspomnę tu przedewszystkiem o obrazie Matki Bożej, przed którym modlił się obrońca czci obrazów — św. Jan Damasceński, i otrzymał tę łaskę, że odcięta mu ręka, przyłożona do ramienia, odrazu przyrosła.

Z biegiem wieków liczba obrazów cudownych pomnożyła się tak, że dziś niema prawie kraju, w którymby ich nie było.

*

*                      *

Szczególniejszą czcią obrazów odznaczali się z dawien dawna Polacy.

Nie odstępujmyż pod tym względem od naszych przodków. Ozdabiajmy domy nasze wizerunkami Chrystusa Pana, Jego Matki i naszych ukochanych patronów, i przeznaczajmy dla nich nie kąty ostatnie, ale miejsca najprzedniejsze.

Książęta, hrabiowie, szlachcice mają swe herby, i są z nich dumni, i umieszczają je wszędzie.

Herbem chrześcijanina, najmilsi, jest Jezus Chrystus ukrzyżowany. Niechaj że ten herb będzie wyryty i na domach naszych, i na sercach naszych, po wszystkie czasy!

Amen.

Ks. Kazimierz Naskrecki, Dekalog Krotkie Nauki o Przykazaniach, Warszawa 1937

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s