Cześć Świętych Pańskich – Ks. Kazimierz Naskrecki, Dekalog, Krotkie Nauki o Przykazaniach, Warszawa 1937

Spis tematów – klik.


„Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości”. (Mt. 6, 6).

Kiedy św. Paweł pisał listy do wiernych, przez siebie nawróconych, zazwyczaj ich „świętymi” nazywał.

I nie dziwmy się temu! Bo każdy chrześcijanin do świętości jest powołany, i skoro tylko znajduje się w stanie łaski, już najniższy stopień tej świętości posiada. Ale niemało było chrześcijan, którzy wznieśli się pod względem cnoty aż do bohaterstwa, których świętość podobało się Bogu po ich śmierci zatwierdzić cudami, którym wskutek tego została przyznana cześć publiczna w Kościele, — takich w szczególniejszy sposób zowiemy świętymi, i w dniu dzisiejszym pamiątkę ich wspólną obchodzimy. Abyśmy z tej uroczystości odnieśli zbawienny pożytek, zastanówmy się, jak się mamy odnosić do świętych Pańskich.

Królowo Męczenników, Wyznawców, Dziewic, módl się za nami.

Z. M.

I.

1) Każdy kraj ma swoich bohaterów, swoich dobroczyńców; czyny ich bywają opiewane; stawiane są im wspaniałe pomniki; dni ich pamiątkowe obchodzą z wielkiemi uroczystościami. I jest to całkiem słuszne i zrozumiałe, gdyż leży to w naszej naturze czcić i wielbić tych, co się wsławili za życia.

Nie inaczej i my — chrześcijanie, mamy się odnosić do Świętych Pańskich, tembardziej, że to, co oni zdziałali, nieskończenie jest większe od tego, co synowie tego świata czynią.

Godną jest podziwu waleczność niektórych bohaterów! lecz ileż to razy ci sami mężowie okazywali swą słabość, gdy z pola walki wracali do domowego zacisza! Jakim to ulegali słabostkom, a nieraz i nałogom! Jak nie umieli pokonać własnych namiętności! O ileż większymi zwycięzcami są wszyscy Święci! Oni przedewszystkiem wypowiadali walkę sobie, zepsutej swojej naturze, pamiętając na słowa Jezusa: „Kto chce za Mną iść, niech sam siebie zaprze”. (Mt. 16, 24). Z pomocą też Bożą pracując nad sobą, wznosili się w cnocie, na takie wyżyny, które dla nas zdają się być niedościgłemi.

Chylimy czoła wobec zasłużonych dla kraju obywateli, chociaż zasługi ich prawie zawsze zarażone bywają pychą; tymczasem święci swoje najwyższe poświęcenie dla bliźnich łączyli z najgłębszą pokorą i najrzewniejszą prostotą. A czegóż to my nie zawdzięczamy świętym? Wszak to oni błogosławione światło wiary chrześcijańskiej rozpalali we wszystkich krajach; oni wszędzie ludzką nędzę zmniejszali, nieszczęśliwym nieśli pociechę, prześladowaną niewinność brali w obronę, wznosili wszelkiego rodzaju dobroczynne zakłady. To prawdziwi dobroczyńcy ludzkości, przeszli po ziemi dobrze czyniąc, i rozsiewając dokoła dobrą wonność Chrystusową.

O Świętych należy powiedzieć, że to byli ludzie prawdziwie wielkiego charakteru! Jakie mocne były ich przekonania! bo wiara była im pochodnią, Ewangelja — prawem, a Kościół — przewodnikiem nieomylnym! A jaką okazywali niezłomność woli! bo opierali się na Bogu, który jest Siłą Samą, żyli w Jego łasce, korzystali starannie z Jego pomocy; tak iż każdy mógł za Apostołem wołać: „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”. (Filip. 4, 13).

2) Chociaż świętym należy się od nas cześć wyższa, niż zwykłym wielkim ludziom, bo cześć religijna, (dla nadprzyrodzonych powodów), jednak ani trochę nie ubliża ona Bogu, gdyż tak od czci Bożej jest różną, jak różną jest ziemia od nieba.

Co więcej: czcząc Świętych, my Samego Boga czcimy! Gdy widzę posąg Mojżesza, dłuta Michała Anioła, Komunję św. Hieronima, pędzla Domenichina, lub jaki inny utwór prawdziwie genjalny, zdumiony rozważam te arcydzieła, podziwiam ich piękność, a w zimnym marmurze, na zestarzałych płótnach, czuję bijące życie i wołam: przecudna praca! Azali jednak mój podziw i moje pochwały zatrzymują się na tym marmurze, na tem płótnie, które mam przed oczyma? Bez wątpienia, są one bezpośrednio przedmiotem podziwu i pochwał każdego, mającego poczucie piękna, ale rozumiecie, że ostatecznym kresem, do którego koniecznie zwracają się podziw i pochwały, są owi wielcy artyści, co pomyśleli i wykonali te dzieła sztuki.

Otóż pytam was: czem są wszyscy święci? jeśli nie utworami Najwyższego Artysty; jeśli nie arcydziełami porządku moralnego, które Bóg Sam cierpliwą pracą utworzył, wydoskonalił, wyciskając na nich Swoją myśl i życie, przeznaczając je na ozdobę nieba. W każdym świętym widzimy jasny, rozmaicie odbity obraz Boży; cała przeto cześć, jaką Świętemu składamy, do Boga wraca; Boga bowiem, dobroć Jego niewysłowioną i miłosierdzie Jego w osobie świętych wielbimy, gdyż głośno oznajmiamy, że łaski i cnoty, które w świętych są przedmiotem podziwu, od Boga oni odebrali.

„Sławimy sługi — mówi św. Hieronim, — aby cześć, jaką im składamy, dostała się Panu”. Dlatego psalmista woła: „Chwalcie Pana w świętych Jego”. (Ps. 150, 1).

II.

1) „Istotą religji jest naśladować tych, których się czci; — mówi św. Augustyn. — Czcić świętych, a nie naśladować ich, to nic innego, jeno podchlebiać im obłudnie”. Z tego, najmilsi, widzicie, że naśladowanie świętych łączy się ściśle z ich czczeniem. Wprawdzie Chrystus Pan, który w ludzkiej postaci zstąpił na ziemię, aby nam ukazać drogę do nieba, jest najdoskonalszym wzorem i przykładem dla chrześcijanina, który tylko przez naśladowanie tego wzoru może dojść do doskonałości chrześcijańskiej, — lecz Syn Boży w niebieskiej Swej chwale jest dla nas ułomnych i słabych niedoścignionym wzorem, i dlatego część Swej świętości i chwały złożył na Swych wybrańców na ziemi, aby przez ich przykład pobudzić nas do naśladowania boskich cnót Swoich. „Proszę was, bądźcie naśladowcami moimi, jak i ja jestem naśladowcą Chrystusa”. (1 Kor. 4, 16) — mówi do nas Apostoł, a wraz z nim wszyscy Wybrańcy Pańscy. Przykład świętych jest dostępny dla każdego.

Wszak święci byli z natury tak samo ludźmi słabymi, jak my, i doznawali tych samych co my, trudności. Musieli walczyć ze skłonnościami swego serca, musieli znosić prześladowania ze strony zepsutego świata, musieli opierać się napaściom, nieraz strasznym, duchów ciemności. Lecz, że walczyli mężnie i wytrwale, dlatego zwyciężyli i stali się świętymi.

Prawda, wspierała ich łaska z nieba, lecz i nam tej pomocy nie brak! Bóg nikomu Swej łaski nie odmawia, potrzeba tylko wyciągnąć po nią rękę w modlitwie. Sakramenta św., z których najwięcej możemy czerpać sił dla duszy, i przed nami stoją otworem. Wprawdzie miara łaski dla różnych jest różna, (bo Bóg podoba Sobie w rozmaitości), atoli każdy może z temi łaskami, jakich mu Pan użycza lub użyczyć pragnie, stać się świętym.

„Mogli ci, mogli owi, dlaczego nie mógłbyś i ty?” — powtarzał sobie często w duszy św. Augustyn przed swojem nawróceniem, i z wielkiego grzesznika stał się w końcu wielkim świętym.

A dlaczego my nie staramy się iść w ślady Świętych? Dlatego tylko, że zamiast dobrej woli i męstwa, jakiem się Święci odznaczali, jesteśmy pełni lenistwa i tchórzostwa, obok strasznej obojętności!

2) „Jeżeli (według słów św. Augustyna) uroczystości Męczenników są zachętą do męczeństwa”, — to życie Świętych w ogólności jest zachętą do życia świętego! Co wyrwało św. Kolumbana ze światowego wiru i zrobiło zeń pokutnika? Oto czytanie żywota Marji Egipcjanki. Co nawróciło św. Ignacego Lojolę, tak że z wojskowego stał się żarliwym apostołem? Oto czytanie żywotów świętych.

Starajmy się i my te żywoty poznawać. Ale przystępujmy do czytania tych żywotów z czystą intencją, nie z ciekawości samej, lub próżności, tylko jako do sprawy świętej. Czytajmy je wytrwale, bo trzeba nieco przezwyciężenia i energji, ażeby w tej lekturze się rozmiłować. Wreszcie trzeba je czytać roztropnie: lepiej czytać mniej żywotów, a dokładnie, niż wiele a pobieżnie.

Każdy z nas może wśród Świętych znaleźć wzór dla siebie odpowiedni, bo niema stanu, któryby nie miał w niebie przedstawiciela. Święci Jerzy, Eustachjusz, Florjan, byli wojskowymi; św. Jan – Kanty był profesorem; święci Kosma i Damjan — byli lekarzami; św. Alfons Liguori — był adwokatem; św. Homobon — kupcem; św. Kryspin — szewcem; św. Izydor — rolnikiem; św. Zyta — służącą; św. Józef Labre — ubogim żebrakiem. Mają przykłady w świętych i małżonkowie, i wolni, i starcy i młodzież i dzieci nawet. I jeszcze w tej wielkiej liczbie Świętych można wybierać różne do naśladowania cnoty, stosownie do usposobienia. Komu trudno ćwiczyć się w pokorze, niech się wpatruje w św. Franciszka z Asyżu; komu trudno być łagodnym, niech pozna, jak św. Franciszek Salezy tę cnotę nabył; kto ma nieprzyjaciół, niech się uczy pokonywać uczucie zemsty od św. Jana Gwalberta: św. Wincenty à Paulo uczy miłosierdzia względem ubogich i chorych; wzorem, jak kochać czystość — może służyć św. Alojzy Gonzaga; jak zachowywać cierpliwość w chorobie — św. Lidwina z Schiedam; jak pokutować — św. Marja z Magdali.

Kiedy kanonizowano św. Franciszka Ksawerego, obecny tej uroczystości św. Franciszek Salezy tak się odezwał: „Oto już trzech świętych tegoż imienia: trzeba, bym stał się czwartym, choćby mnie to kosztowało życia!” I dotrzymał słowa. Oby każdy z nas podobnie się odnosił do imienia świętego, jakie na Chrzcie otrzymał. Byśmy zaś znaleźli moc naśladowania świętych, nie zaniedbujmy prosić ich, by się za nami wstawiali do Boga; wzywanie ich pomocy jest dla nas bardzo zbawienne.

III.

Św. Jan Ap. widział w Objawieniu, jak Bogu były przekładane modlitwy świętych. (Obj. 4. 8; 8, 3). A czyż nie jest to właśnie wykonywaniem urzędu pośredników przed Bogiem?

1) I nie ulega żadnej wątpliwości, że Święci swojem wstawiennictwem mogą wiele u Boga dla nas uzyskać! „Wiele może ustawiczna prośba sprawiedliwego”. (Jak. 5, 16) — mówi Pismo. Dlatego to św. Paweł prosił wiernych, aby się za nim modlili do Boga. (Ef. 6, 19; 2 Tes. 3, 1).

Jeżeli więc wysłuchuje Bóg sprawiedliwych Swoich, gdy oni są jeszcze na ziemi i podlegają wielu ułomnościom, — to jakimże sposobem mógłby być głuchym na prośby Świętych, którzy już zakończyli doczesną pielgrzymkę i zgrzeszyć już nigdy nie mogą? Pamiętajmy, że święci są przyjaciółmi Boga, że są oni złączeni z Bogiem niepojętą, wiekuistą miłością. Jeżeli między ludźmi przyjaciel zważa na prośby przyjaciela, o ileż więcej nakłania ucha Bóg dobrotliwy na prośby świętych, których miłuje niepojęcie. Czegóż przeto nie uczyni On przez wzgląd na zasługi Apostołów, którzy opuścili wszystko dla Jego miłości! Czegóż odmówi onym męczennikom, którzy krew swą dla Jego chwały przelali? Czegóż nie uwzględni dla niewinnych, nad lilje bielszych, dziewic?

2) Ale czy możemy być pewni, że Święci zechcą się nami zajmować? Najzupełniej! póki żyli oni na ziemi, litowali się nad nędzą i niedolą swych bliźnich, a skorzy i żarliwi byli w niesieniu im ulgi, — teraz zaś, gdy są już w niebie, gdzie wszystko tchnie samą miłością, czyż podobna, aby byli nieczuli na nasze nieszczęścia, i głusi na nasze błagania? Krzywdę by im wyrządził ten, ktoby tak myślał.

„Pobyt w niebie — mówi św. Bernard — nie czyni dusz nieczułemi, nie pozbawia ich ani pamięci, ani miłosierdzia”. Co więcej: święci, będąc w niebie, miłują nas jeszcze więcej, aniżeli nas miłowali wtedy, kiedy żyli na ziemi; troszczą się wielce o nas, bo o siebie już nie potrzebują się troszczyć!

Pamiętajmy, że święci to bracia nasi; Judasz Machabejczyk miał widzenie, jak zmarły już arcykapłan Onjasz „ręce wyciągając, modlił się za lud żydowski”. Wtem ukazał mu się mąż inny, oświecony chwałą dziwną, a Onjasz odezwał się: „Tenci jest braci miłośnik… ten jest, który się wiele modli za lud, i za wszystko święte miasto, Jeremjasz, prorok Boży”. (2 Mach. 15, 14). Podobnież za nami się modlą święci, zwłaszcza patronowie nasi!

3) Ale może ktokolwiek pomyśli: czemużbym nie mógł się udać wprost do Boga Samego, który jest moim Ojcem? Czyż Sam Pan Jezus, ucząc nas modlitwy, nie wyrzekł tych słów: „Kiedy się modlicie, tak mówcie: Ojcze nasz, któryś jest w niebiesiech?” On nas poucza, byśmy modlitwy kierowali nie do kogo innego, jeno do Ojca Jego. To prawda. I jeśli podoba się wam zwracać wasze modlitwy do samego Boga, wprost, nie uciekając się do wstawiennictwa Świętych i Matki Bożej, — czyńcie tak, — wolno wam; żadne prawo tego nie broni; Bóg bowiem jest Ojcem wszystkich, i zawsze mamy do Niego przystęp.

Ale, jeśli świadom grzechów i niegodności czujesz brak odwagi zwrócenia się do Boga bezpośrednio, i szukasz pośrednictwa Świętych, — dobrze robisz: milej bowiem jest Bogu udzielać nam Swoich łask, gdy widzi naszą pokorę. Dlatego to pierwsi chrześcijanie umieszczali nieraz na grobach męczenników w katakumbach takie napisy: „Módl się za mną! Módl się za swych braci!”. A św. Bazyli wyznaje: „Wzywam Świętych, aby Pan Bóg przez nich był miłościwszy, i abym się stał godnym przebaczenia grzechów”.

Zatem, korzystajmy, najmilsi, z tego, że mamy w niebie przyczyńców możnych i dla nas chętnych, i udawajmy się przez Świętych do Boga. Módlmy się zwłaszcza do swoich patronów z Chrztu św. i bierzmowania; następnie do patronów naszego narodu, jako nam bliższych, niżeli inni święci; wreszcie do patronów od rozmaitych potrzeb. Przekładajmy im potrzeby ciała, ale daleko więcej potrzeby duszy, abyśmy mogli prawdziwie obrzydzić sobie grzechy, zwyciężyć pokusy, uniknąć grzechów nowych, znosić cierpliwie utrapienia, wytrwać w łasce Bożej i w niej zakończyć życie doczesne, a tym sposobem połączyć się ze Świętymi w niebie, na wieki.

Amen.

Ks. Kazimierz Naskrecki, Dekalog Krotkie Nauki o Przykazaniach, Warszawa 1937

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s