Grzechy przeciwko czci Bożej – Ks. Kazimierz Naskrecki, Dekalog, Krotkie Nauki o Przykazaniach, Warszawa 1937

Spis tematów – klik.


„Łaska Boga, Zbawiciela naszego… naucza nas. abyśmy odrzekłszy się bezbożności i żądz światowych, trzeźwie, i sprawiedliwie, i pobożnie żyli”. (Tyt. 2, II).

Bóg jest najwyższym Panem naszym: przezeń mamy istnienie i od Niego w zupełności zależymy; toteż winniśmy składać Bogu cześć najwyższą.

Będąc członkami Kościoła Chrystusowego, wiemy, w jaki sposób ta cześć Boża ma być objawiana. Tymczasem, i wśród nas katolików spotyka się nieraz takich, którzy przeciw czci Bożej wykraczają. Jedni grzeszą bezbożnością, drudzy — zabobonem.

Te dwa rodzaje grzechów będą przedmiotem dzisiejszej nauki.

I.

1) Chrześcijanin oddaje Bogu cześć należną głównie modlitwą i uczestniczeniem w Ofierze Mszy świętej; celem bowiem tak jednej, jak i drugiej jest nietylko przebłagać Boga i uprosić dla siebie niezbędne łaski, ale przedewszystkiem złożyć Bogu hołd uwielbienia i podzięki. Tymczasem nie brak takich katolików, którzy zupełnie się nie poczuwają do obowiązku bywania na Mszy św. (choć nic ważnego nie staje im na przeszkodzie), a nawet w domu nigdy się nie modlą.

Co mamy o takich sądzić ? Oto ignorują oni Boga, On dla nich jakby nie istniał, więc w praktyce są bezbożnikami!

Pamiętajmy, że już jednorazowe dobrowolne opuszczenie Mszy św., w niedzielę lub w uroczystość, jest ciężkim grzechem. Co się tyczy modlitwy, to opuszczenie pacierza od czasu do czasu, stanowi grzech powszedni; gdyby jednak ktoś przez przeciąg całego miesiąca wcale się nie modlił, taki, według św. Alfonsa Liguori’ego, grzeszyłby już ciężko!

Ale niektórzy w swej bezbożności posuwają się dalej, bo nietylko, że sami zarzucili całkiem modlitwę i uczęszczanie na Mszę św., ale jeszcze drwią z tych, którzy te święte praktyki zachowują. A jeżeli z okazji rodzinnego lub narodowego święta zajdą tacy do kościoła, to ich zachowanie się, pełne nieuszanowania, boleśnie rani serca wiernych, a przedewszystkiem Jezusa, obecnego na ołtarzu.

2) Innym, i to gorszym, grzechem bezbożności jest świętokradztwo, czyli znieważenie poświęconych Bogu osób, miejsc lub rzeczy.

Świętokradztwa się więc dopuszcza, kto podnosi rękę na kapłana, lub zakonnicę; albo bez pozwolenia biskupiego pociąga ich przed sąd świecki; samo zaś obmawianie takich osób, choć jest grzeszne, lecz świętokradztwem jeszcze nie jest.

Dalej winnymi są świętokradztwa ci, którzy dopuszczają się zabójstwa, kradzieży, lub nieodpowiednich bardzo czynności w kościele albo na (poświęconym) cmentarzu.

Wreszcie świętokradztwem jest bezczeszczenie rzeczy poświęconych Bogu: np. branie do użytku świeckiego kielichów mszalnych, bielizny, okradanie świątyń, przywłaszczanie sobie dóbr kościelnych, a przedewszystkiem niegodne przyjmowanie Sakramentów świętych, zwłaszcza Najświętszego Sakramentu Ołtarza.

W takiej Sowieckiej Rosji, gdzie oficjalnie zwalcza się wszelką religję, świętokradztwa są na porządku dziennym, Ale ze zgrozą i ze wstydem musimy wyznać, że i wśród nas świętokradztw bywa nie mało.

W czasie pasterki 1922 r. wpadło kilku pijanych ludzi do kościoła Marjackiego w Krakowie, i grą na harmonii oraz krzykami tak zakłócili porządek nabożeństwa, iż biskup miejscowy zakazał na drugi rok urządzania pasterki w całym Krakowie. W rok po tem przykrem zajściu, w sam wieczór wigilijny, zmarło nagle dwóch uczestników owej świętokradzkiej awantury: jeden, który grał na harmonii bezbożną świecką pieśń, a drugi, który mu wtórował. (II. Kurjer Codz. 10. I. 1924). O, bo Bóg nie puszcza bezkarnie świętokradztw!

Nakoniec, grzechem pokrewnym świętokradztwu, a więc też rodzajem bezbożności, jest świętokupstwo, gdy kto rzeczy duchowne sprzedaje, czy kupuje za pieniądze, albo za rzeczy, mające wartość pieniężną.

Grzech świętokupstwa nazywa się inaczej symonją, od Symona czarnoksiężnika, który „ujrzawszy, że przez wkładanie rąk Apostołów był dawany Duch święty (tak „że się znaki wielkie działy”), ofiarował im pieniądze, mówiąc: Dajcie i mnie tę moc, aby, na któregobym kolwiek ręce ułożył, wziął Ducha świętego”. Na co Piotr rzekł do niego: „Pieniądze twe niech z tobą będą na zgubę: żeś mniemał, iżby dar Boży miał być za pieniądze nabywany”. (Dz. 8, 13 — 20).

Niestety, w wiekach średnich rozpowszechniła się bardzo symonja, bo oddawano probostwa i biskupstwa tym, którzy za nie najwięcej ofiarowali; ale Bóg zesłał wówczas Kościołowi świętego męża. Grzegorza VII (którego pamięć czci my 25-go maja), i ten papież, walcząc energicznie ze świętokupcami, usunął symonję.

Lecz i dzisiaj mogą się zdarzyć wypadki świętokupstwa, gdyby np. ktoś sprzedawał relikwje, albo żądał za różaniec więcej, niż jest jego zwykła cena, dlatego tylko, że ten różaniec został poświęcony i odpustami obdarzony.

Zauważyć tu muszę, że nie jest symonją składanie pieniężnej ofiary przy zamawianiu Mszy św., albo ślubu czy pogrzebu; gdyż nie jest ona zapłatą za samą liturgiczną czynność, a tylko jałmużną, mającą służyć do utrzymania kapłana, wyrazem wdzięczności za poniesione trudy. Godziwość takich ofiar zaznaczał już św. Paweł, pisząc: „Który w świątnicy robią, co jest z świątnicy, jedzą; a którzy ołtarzowi usługują, uczestnikami są ołtarza. Tak też Pan postanowił tym, którzy Ewangelję opowiadają, aby z Ewangelji żyli”. (1 Kor. 9, 13 — 14).

 II.

Przechodzę teraz do drugiego rodzaju grzechów, przeciwnych czci Bożej, które noszą nazwę zabobonu.

Zabobonem jest najpierw oddawanie Bogu czci w sposób niewłaściwy: np. gdyby ktoś głosił fałszywe objawienia, albo dla otrzymania jakiejś łaski przenosił post z piątku na wtorek, albo rozpowszechniał owe listy, niby z nieba, które trzeba 9 razy odpisać i 9-ciu osobom posłać, aby się uchronić od wielkiego nieszczęścia.

Częściej jednak grzeszą katolicy zabobonem, przypisując stworzeniom nadzwyczajne przymioty, taki wpływ, taką siłę, jakich one nie mają ani z natury, ani z modlitw Kościoła, ani z rozporządzenia Bożego.

1) Więc do zabobonu zaliczyć trzeba najpierw spirytyzm., czyli wywoływanie duchów celem wywiedzenia się od nich rzeczy tajemnych.

Wyobraźmy sobie, iż kilka osób siada do stołu, wszyscy wyciągają ręce nad wywróconym talerzykiem, i oto po kilku minutach talerzyk zaczyna się posuwać, i, zatrzymując się przed wypisanymi na stole literami, poczyna dawać na stawione pytania odpowiedzi. Zjawisko takie, w pewnych wypadkach, może nie przekraczać sil natury, i być tylko skutkiem naprężonych myśli i nerwów. Ale, jeżeli odpowiedź, dana przez talerzyk, okaże się w języku, którym nikt z obecnych nie włada, albo jeśli ołówek, zawieszony na sznurku, pocznie sam pisać na papierze pod blatem stołu, — podobne zjawisko siłami przyrodzonemi nie daje się już wytłumaczyć.

Ponieważ zaś ubliżałoby pojęciu o Bogu przypuszczać, że dla dogodzenia próżnej ciekawości ludzkiej Bóg miałby posyłać Anioła, świętego, lub duszę w czyśćcu cierpiącą, (mógłby Anioł, Święty, czy dusza czyśćcowa zjawić się ludziom, ale bez pośrednictwa stolika lub miseczki, i nie wtedy, kiedy się ludzie tego domagają, ale, kiedy Bóg uważa to za potrzebne) — nie pozostaje tedy nic innego, jak takie nadprzyrodzone zjawisko przypisać działaniu szatana.

A ponieważ wszelkie porozumiewanie się z szatanem, a nawet samo dobrowolne narażanie się na nie, jest grzesznem, stąd uprawianie spirytyzmu jest przez Kościół zabronione. (Congr. Off. 30. III 1898).

2) Innego rodzaju zabobonem będzie wróżbiarstwo, czyli dociekanie rzeczy przyszłych lub tajemnych, zapomocą środków, które nie mają wcale mocy objaśnienia nas o tem.

a) Pewna wdowa w podeszłym już wieku zapadła w ciężką chorobę. Pobożna jej córka chciała sprowadzić kapłana, do spowiedzi, lecz chora jedno tylko mówiła: „Jeszcze nie umieram; wszak przepowiedziała mi kukułka, że będę żyła jeszcze 12 lat”. Ponieważ stan zdrowia chorej nagle się pogorszył, posłała córka po księdza, lecz o spowiedzi nie było już mowy, gdyż chora bez przytomności powtarzała wciąż: „kuku, kuku”, i skończyła życie bez Sakramentów świętych (Lohner, Bibl. III).

Jaką głupotą i grzechem było w danym wypadku wysnuć swą przyszłość z kukania kukułki, podobnież głupotą i grzechem jest dochodzenie do wiadomości rzeczy przyszłych za pomocą stawiania kart, za pośrednictwem wróżek lub chiromantów. (Nie byłoby grzechu tylko wówczas, gdyby ktoś to uczynił żartem, dla zabawy, nie przypisując temu w duszy żadnego znaczenia).

b) Niektóre osoby skłonne są do wysnuwania przyszłości ze snów.

Otóż, muszę tu zaznaczyć, że zdarzają się czasem, (dosyć wprawdzie rzadko) sny prorocze, które można uważać za wskazówkę Bożą.

1920 r. we Lwowie, w klasztorze Felicjanek, umarła siostra ekonomka. Przed śmiercią oddala rachunki przełożonej, a widać z nich było, że klasztor nikomu nic nie jest dłużny. Tymczasem po paru dniach nowa ekonomka opowiada przełożonej, że w nocy we śnie nakazała jej zmarła zapłacić pewnemu kupcowi zaległą należytość.

Bezzwłocznie udały się siostry do owego kupca, ale ten oświadczył, że wszystko jest w porządku zapłacone, i na dowód pokazał książkę. Wówczas siostry poprosiły go, aby poszukał w dawniejszej księdze, i tu dopiero pokazało się, że zalega jeszcze drobna kwota, o której zapomniano. Każdy w tym wypadku musi uznać, że sen był od Boga zesłany.

Ale zabobonem byłoby szukać tłumaczenia dla snów, całkiem bezsensownych, na które wpływają tak wrażenia w przeddzień otrzymane, jak i warunki naturalne, w jakich się śpi. Do takich, którzy każdy sen tłumaczą, i z wiarą wczytują się w senniki, zawołam z Jeremjaszem: „Nie pilnujcie snów waszych, które się wam śnią”. (Jer. 29, 8).

3) Nakoniec zabobonami są rozmaite, dość liczne przesądy; zaznaczę tu główne dwa: leczenie choroby przez niedorzeczne zamawiania i przywiązywanie wagi do błahych wypadków ; tak np.: liczba 13, rozsypanie soli ma sprowadzać nieszczęście; robota ma się nie udać, gdy się do niej kto zabiera w poniedziałek, a uda się, gdy ją rozpoczyna w piątek; grozić ma kłótnia, jeśli się przedtem nie ukole tego, komu się daje igłę lub szpilkę.

Jeśliby kto na serjo kierował się w swych czynnościach podobnymi błahymi wypadkami, taki miałby grzech zabobonu na sumieniu. ,Boże prawdy! — woła psalmista — Nienawidzisz tych, co się trzymają próżnych marności”. (Ps. 30, 6—7).

I nie myślmy, że to tylko ciemnota jest źródłem zabobonów.

Mają one jeszcze drugie źródło: w niedowiarstwie. W miarę jak zanika wiara i bojaźń Boża, mnożą się zabobony ; i ci mędrcy fałszywi, którzy w Boga nie wierzą, stają się pierwszymi niewolnikami niedorzecznych zabobonów. Jest to spełnienie słów Apostoła: „Prawdę Bożą odmienili w kłamstwo”. (Rz. 1, 25).

*

*                      *

Takie są, drodzy moi, najczęstsze wykroczenia przeciw czci Bożej, takie są główne rodzaje bezbożności i zabobonu. Do bezbożności odnosi się: zupełne zaniedbanie praktyk religijnych, wszelkie świętokradztwa i świętokupstwa; do zabobonu zaś zaliczamy wywoływanie duchów, wróżbiarstwo i przesądy.

Nie tylko sami się wystrzegajcie tych wszystkich grzechów, lecz starajcie się nadto innych od nich odwodzić, — a tak będzie rosła liczba prawdziwych czcicieli Boga.

Amen.

Ks. Kazimierz Naskrecki, Dekalog Krotkie Nauki o Przykazaniach, Warszawa 1937

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s