Nałóg – Ks. Kazimierz Naskrecki, Dekalog, Krotkie Nauki o Przykazaniach, Warszawa 1937

Spis tematów – klik.


„Własne nieprawości chwytają niezboźnika, a powrozami grzechów swych związan bywa”. (Przyp. 5, 22)

„I stawają się ostatnie rzeczy człowieka tego gorsze, niż pierwsze”. (Łk. 11, 26)

Czem jest dla ciała choroba, tem dla duszy jest grzech. A jak choroby bywają różnego rodzaju: jedne zapalne, inne znowu chroniczne, podobnież i grzechy: w jedne człowiek chwilowo upada, a podniósłszy się z nich, więcej do nich prawie nie wraca; inne zaś ustawicznie powtarza i tak do nich przywyka, że się one stają u niego nałogiem. Do nałogowców to głównie stosują się słowa Chrystusa Pana: „Gdy duch nieczysty wyjdzie z człowieka, chodzi po miejscach bezwodnych, szukając odpoczynku. A nie znalazłszy mówi: Wrócę się do domu mego, skądem wyszedł. A przyszedłszy, znajduje go umiecionym i oczyszczonym. Tedy idzie i bierze z sobą siedmiu innych duchów gorszych niż sam,, a wszedłszy mieszkają tam, i stają się ostatnie rzeczy człowieka tego gorsze, niż pierwsze”. (Łk. 11, 24—26).

            Niestety, nałóg jest zjawiskiem powszedniem u ludzi; dlatego chcę dziś z wami nad nim się zastanowić. Wykażę: 1) na czem on polega, 2) jakie są jego następstwa, 3) i jak z nim walczyć należy.

I.

            Cóżto tedy jest nałóg? Jest to, najmilsi, długa złość, trwałe grzeszne usposobienie, a nawet umiłowanie występku; jest to jeszcze biegłość, wprawa w złem, nawyknienie do złego.

            1) Nałóg da się łatwo rozpoznać: ten bowiem grzech, do którego człowiek najmocniejszą czuje skłonność i z największą przyjemnością popełnia; ten grzech, któremu słabo się opiera, albo wcale oprzeć się nie może; ten grzech po którym już wyrzutów sumienia nie czuje, (bo częstem powtarzaniem sumienie zagłuszył); — ten jest pewnie grzechem nałogowym.

            Zły nałóg — powiada św. Bernard — staje się człowiekowi drugą naturą. Jest to grzech, który towarzyszy ci wszędzie; dokądkolwiek pójdziesz, on się wlecze za tobą. Kiedyś w towarzystwie, grzech ten przed oczyma twemi; kiedy śpisz on czuwa przy tobie; kiedy się obudzisz, on pierwszy cię woła; kiedyś zajęty pracą, nie przestajesz o nim myśleć; nawet, kiedy klękniesz do modlitwy, nie daje ci on pokoju.

            I jak do morza spływają wszystkie rzeki, tak do tego grzechu zlewają się wszystkie myśli i pragnienia. Ten grzech to morze nienasycone: im więcej mu dogadzasz, tem więcej pragnie; im więcej go karmisz, tem głodniejszy.

            Nie myślcie jednak, że nałogowym grzesznikiem jest ten dopiero, który jakiś grzech popełnia kilka razy na dzień; o nie, św. Alfons Liguori uważa za nałogowego grzesznika już tego, kto pięć, sześć razy na miesiąc popełnia jakiś grzech. A jeśli chodzi o uczynek nieczysty, to gdy go częściej niż raz na miesiąc się dopuszcza.

            2) Droga do nałogu nietrudna jest. Wszak każdy człowiek ma jakaś wadę ulubioną, w którą częściej popada; każdy więc łatwo i niepostrzeżenie do nałogu przyjść możne. Z początku bowiem wydaje się ta ulubiona wada malutką; zdaje się być wynikiem weku i usposobienia; wypływem stosunków i okoliczności; — w dalszym jednak przebiegu przybiera ona rozmiary coraz większe i wyraźniejsze. A jako młodzieniec, choć codzień rośnie na ciele, nie dostrzega swego wzrostu, podobnie rzecz się ma z wadą ulubioną. Ona co tydzień, co miesiąc, zwolna, stopniowo, rośnie i wkorzenia się; inni ją widzą, wytykają palcami, a my nie widzimy jej właśnie dlatego, że rośnie i wzmaga się nieznacznie.

            Częściej jednak wytwarza się nałóg przez to, że człowiek niewiele sobie robi z grzechu, który już raz popełnił; wraca więc doń po spowiedzi, sądząc, że Bóg mu to łatwo przebaczy; a zapomina, że powrót do grzechu jest równie niebezpiecznym dla duszy, jak powrót w chorobę ciała jest niebezpieczniejszy od choroby pierwszej i bardzo często o śmierć przyprawia. Stan ten jest tak obrzydliwy, że Pismo św. mówi o nim, że człowiek taki jest jako „pies, który się wrócił do wymiotu swego (2 Piotr, 2, 22). I czemuż to Duch św. tak surowo sądzi tych, co po spowiedziach wracają do grzechów? Oto, bo przez ponawiane upadki człowiek nabiera wprawy w popełnianiu grzechu, wyrabia w sobie coraz większą do niego skłonność, czyli popada w nałóg.

            3) Zapewne nałóg nałogowi nie jest równy.

            Jeden w myślach i całem zachowaniem jest nadęty; nie może żyć w spokoju, to przezwie, to wyszydzi, to nawet przekleństwem obrzuci; sarka na wszystko, a gdy widzi, że nie może tyle dokazać co inni, gryzie się tem. To są nałogi pychy, gniewu, zazdrości.

            Drugi jest skromny, cichy, łagodny, ale myśli jedynie o bogactwie; wszelkimi środkami dąży, by pomnożyć majątek; to oszuka przy kupnie i sprzedaży, to urwie z zapłaty umówionej, a już nikogo nie wesprze. To nałóg łakomstwa.

            Inny gotów rozdać wszystko, ale zato zatopiony w myślach bezwstydnych; korzysta z każdej sposobności, by spoglądać na rzeczy nieskromne, by gadać o rzeczach sprośnych, a gdy zdoła, dopuszcza się uczynków bezecnych. To okropny nałóg nieczystości.

            Tamten znów upodoba sobie w wypoczywaniu; pracy się boi; wykonywa ją powoli, niedbale. Miłą rozrywką dla niego jest nad miarę zjeść i nad miarę wypić. To są nałogi lenistwa, obżarstwa, opilstwa. Wielu znowu mają nałóg kłamstwa: najmniejszej rzeczy nie umieją opowiedzieć, aby nie skłamać.

            Rozumie się samo przez się, że im większy grzech, do którego kto nawykł, tem gorszy i niebezpieczniejszy jest wytworzony zeń nałóg.

II.

A patrzmy jakie są nałogu następstwa.

            1) Oto najpierw zaciemnia on rozum, nie we wszystkiem wprawdzie, lecz tylko w sprawach odnoszących się do zbawienia duszy. Człowiek, którego zły nałóg do upadku przywiódł i ujął w swą niewolę, nie jest prawie zdolny podnieść oczu swoich ku niebu; on już nie myśli więcej o prawdach wiary, zapomina o swoim najpierwszym, najważniejszym obowiązku, o zbawieniu duszy swojej bo grzech nałogowy zaślepił wzrok jego duszy, zasłonił i przyćmił w nim nadnaturalną władzę poznawczą. Tego nieszczęsnego skutku doznał na sobie św. Augustyn przed swojem nawróceniem „Byłem — powiada on — nieszczęśliwy a ja o tem nie wiedziałem”. O, jak te słowa napełnić powinny przestrachem tych grzeszników, którzy w swych nałogach spokojnie prowadzą życie. Do nich to stosują się owe słowa Pisma św.: „Droga niezbożnych ciemna, nie wiedzą gdzie upadną. (Przyp. 4, 19). Czemu? Bo „zaślepiła je ich złość. (Mądr. 2, 21). Tacy chodzą „w próżności umysłu, ciemnościami zaćmiony mając rozum, oddaleni od żywota Bożego dla nieumiejętności, która w nich jest, dla zaślepienia serc ich. (Ef. 4, 17—18). Co więcej, to zaślepienie sprawia, iż grzesznicy nałogowi dochodzą do utraty wszelkiego wstydu, w szaleństwie swojem śmieją się i szydzą z wiary, i chełpią się z grzechów swoich. „Zgrzeszyłem, a cóż mi się złego stało?” (Ekkl. 5, 4) — jest to zwyczajny frazes nałogowych grzeszników, którzy, jak mówi Pismo św.: „weselą się źle uczyniwszy, a radują się w rzeczach najgorszych (Przyp. 2, 14).

            2) Drugiem strasznem następstwem złego nałogu jest osłabienie woli. Jako ten, który popadł w sen głęboki, gdy go wstrząsną lub nań zawołają, otwiera oczy i chce powstać ale zapada w sen nanowo, — podobnie dzieje się człowiekiem, który popadł w sen nałogu grzechowego. Doznawał tego również św. Augustyn, zanim się nawrócił.: „Wzdychałem (pisze o sobie) skrępowany nie obcemi kajdanami, lecz własną wolą”. Jakże często można napotkać ludzi, którzy w służbie swiata i miłości swej własnej nie cofają się przed żadną pracą, nie szczędzą żadnych trudów,  ni wysiłków; lecz, kiedy idzie o służbę Bożą, o życie duchowne, nadprzyrodzone, o zbawienie wieczne, wtedy każde, choćby najmniejsze umartwienie i zaparcie się siebie jest dla nich prawie niepodobnem.

            Powiedzcie nałogowemu grzesznikowi, który już od lat wielu popadłszy w oziębłość, zarzucił wszystkie praktyki religijne, — powiedzcie mu, aby już raz otrząsnął się z tej oziębłości i pogodził się z Bogiem przez godne przyjęcie Sakramentów; cóż wam na to odpowie? „Nie mam czasu — rzecze — nie chce mi się…”. Powiedzcie drugiemu, aby zerwał nareszcie ten gorszący stosunek, aby wynagrodził krzywdę bliźniemu na sławie, lub majątku wyrządzoną, aby się pojednał ze swym przeciwnikiem; — „Ach, nie mogę”, — będzie brzmiała jego odpowiedź.

            Powiedzcie trzeciej osobie, która wybucha gniewem i złością o lada drobnostkę, i tylko jadem i żółcią zionąć się zdaje, — żeby już raz przecież poczęła się zwyciężać i ćwiczyć w chrześcijańskiej cierpliwości; a wnet nowym wybuchnie gniewem i dostarczy wam dowodu, że nie jest tak łatwo złożyć z siebie to, do czego się przywykło. Zrób tę samą uwagę innym, którzy się oddają namiętnej grze w karty, skąpstwu, przekleństwom, — a zawsze tę samą dadzą ci odpowiedź: „Ja nie mogę, to jest rzecz niemożliwa”… A dlaczego? Bo ich wola skrępowana więzami nieszczęsnego nałogu; i wskutek tego tak są ospałymi i bezwładnymi, iż żadną miarą nie mogą się zdobyć na żaden krok stanowczy.

            3) Po zaciemnieniu rozumu i osłabieniu woli, jakie sprowadza na duszę zły nałóg, łatwo może nastąpić ostateczna niepokuta. Jak ptasznik, pisze św. Ambroży, schwytawszy ptaka i uwiązawszy go na sznurku, pozwala mu wzlatywać, lecz wnet go sznurkiem napowrót do siebie przyciąga, — podobnie i szatan pozwoli może nałogowcowi zwrócić się na chwilę do Boga, ale wśród tego ściąga go znowu w błoto jego nałogu.

            Tego również doświadczył św. Augustyn. „Wracałem do grzechów, (tak pisał on potem o sobie) którymi się brzydziłem; nurzałem się w występkach, w których nie tylko nie znajdowałem przyjemności, ale doznawałem goryczy i boleści”. Prawda, Bóg i największym grzesznikom nie odmawia pomocy, by się mogli nawrócić; ale dla nałogowca zwyczajna łaska zwykle nie wystarcza, jemu potrzeba łask nadzwyczajnych, na które przecież nikt rozliczać nie ma prawa. To też nałogowiec może z łatwością trwać w swym stanie aż do śmierci.

            Św. Alfons opowiada o grzeszniku, który na chwilę zadrżał, gdy mu siostra umarła nagle, ale, zaledwo ją pochowano, wrócił do swego nałogu. Wkrótce potem sam zachorował. Gdy rodzina i kapłan nakłaniali go do pokuty, do pojednania się z Bogiem, odrzekł: „Przestańcie mię męczyć; ja nie chcę spowiedzi bo to wszystko napróżno dla mnie; ja muszę iść na potępienie”. I tak zakończył życie. Spełniły się na nim słowa Pisma św.: „Serce twarde źle się na ostatek będzie miało”. (Ekkl. 3, 27).

III.

Z tego, co powiedziałem może niejeden wywnioskuje, że dla. nałogowego_grzesznika niemasz już nadziei. Otóż tak nie jest. Choć nałóg należy do tych chorób duszy, z których (jak pisze św. Tomasz z Villanowy) wracają do zdrowia rzadko; mimo to niech nikt nie rozpacza, gdyż woła Bóg przez proroka: „Odrzućcie od siebie wszystkie przestępstwa, któremiście przestępowali, a uczyńcie sobie serce nowe i ducha nowego; czemu macie umrzeć domie Izraelów? (Ezech. 18, 31). Możecie tedy, nałogowcy, powstać z nałogu, bylebyście użyli odpowiednich środków.

            1) Jak lekarz, zanim się zabierze do leczenia choroby, stara się ją wpierw dobrze poznać, podobnież pierwszym warunkiem do przełamania nałogu jest poznanie go. Niestety, tego poznania u ludzi mało. Niejednemu nałóg jego wytykają wszyscy palcami, a jednak on go nie widzi i nie chce go poznać. Pyszny przyzna się do wszystkiego innego, tylko nie pychy; osoba, zaplątana w żądze nieskromne, nie może w nich dojrzeć niczego złego; gniewliwy wciąż wmawia w siebie, że jego gniew jest tylko gorliwością, a jego klątwy potrzebne dla utrzymania porządku. Otóż, myli się każdy taki, a to dlatego, że się nie stara poznać swego nałogu. Więc rozważaj, bracie, dobrze, jakie pokusy nagabują cię najczęściej, o czem myślisz najchętniej, o co strofują cię rodzice lub przełożeni. Rozważaj to, ale dokładnie, sumiennie, w tem przekonaniu, iż zaraz musisz swój nałóg znienawidzieć, bo to nieprzyjaciel najniebezpieczniejszy.

            2) Następnie, trzeba się wziąć rączo do zwalczania nałogu. Ale jak?

            a) Oto przy rannej modlitwie postanawiaj sobie, że przez cały dzień, przy każdej sposobności będziesz nałóg zwyciężał, a ćwiczył się w przeciwnej jemu cnocie. A co postanowisz rano, to sobie często wśród dnia odnawiaj. Zwłaszcza, gdy przyjdzie pokusa, powtarzaj za św. Franciszkiem Ksawerym: „Zwyciężaj siebie, bo źle będzie”. Wieczorem zaś badaj sumienie, jakeś dochował postanowienia rannego; jeśliś się wstrzymał od grzechu, podziękuj za to Bogu z całego serca; jeżeli zaś miałeś nieszczęście ponownie upaść, proś Boga o przebaczenie, i sam sobie nałóż pokutę, choćby najmniejszą.

            b) Ale ta wszystka praca twoja daremną będzie, jeśli do niej będziesz używał jedynie sił własnych. Potrzeba ci nadto koniecznie łaski Bożej, i to łaski wielkiej, większej, niż do wydobycia się z grzechu jednego. Dopiero, mając łaskę Bożą, będziesz mógł za św. Pawłem powtórzyć: „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”. (Filip. 4, 13). A tę łaskę, która wszystko ułatwia, da Bóg tobie, jeśli Go będziesz o nią prosił. Wyjednaj więc ją sobie modlitwą gorącą a szczerą. Zwłaszcza, gdy pokusa będzie cię ciągnęła do dawnego nałogu, wołaj z głębi serca, wraz z tonącym Piotrem: „Panie, zachowaj mię”. (Mt. 14, 30). A do modlitwy przyłącz częstą spowiedź i Komunję świętą — w Sakramentach tych bowiem kryje się wielka siła do poprawy.

            3) Ale walkę z nałogiem prowadź, bracie, wytrwale, bo mówi Zbawiciel: „Królestwo niebieskie gwałt cierpi, a gwałtownicy porywają je”. (Mt. 11, 12). Pamiętaj, że w jednym tygodniu, a nawet i miesiącu, nie wytępisz całkowicie nałogu. Nie zrażaj się niczem; nie zapominaj, że mimo pokuty, pociąg zły pozostaje w tobie; przeto nie upadaj na duchu nawet i wówczas, gdybyś znowu upadł w grzech, któryś dawniej popełniał nałogowo; powstawaj tylko natychmiast i śpiesz do spowiedzi czem prędzej, abyś z pomocą Bożą wytępił nałóg do reszty.

Ale ani chwili nie czekaj z rozpoczęciem tej walki, bo każdy dzień zwłoki będzie ją czynił coraz trudniejszą. Więc dziś jeszcze zabierz się do pracy nad sobą. Podnieś oczy i serce ku niebu: przypatrz się wielkim świętym, którzy niegdyś, podobnie jak ty teraz, nałogowymi byli grzesznikami. Powiedz ze św. Augustynem: „Mogli ci i te, a ja czemużbym nie mógł przy pomocy łaski Bożej?” Zawołaj z synem marnotrawnym: „Wstanę i pójdę do Ojca”. (Łk. 15, 18). Poszukaj sobie sumiennego spowiednika, odkryj mu twe rany i użyj środków, jakie ci on wskaże, zadaj gwałt miłości swej własnej, a będziesz uratowany, uratowany na wieki.

*

*                      *

„Kto zwycięży (mówi Zbawiciel przez usta umiłowanego Swego ucznia) dam mu siedzieć ze Sobą na stolicy Mojej”. (Obj. 3, 21). I ciebie czeka korona, której święci Pańscy już dostąpili; czeka nagroda, której oni już zażywają. A więc odważnie przystąp do walki, do zwycięstwa, do wiecznego triumfu.

Amen.

Ks. Kazimierz Naskrecki, Dekalog Krotkie Nauki o Przykazaniach Warszawa 1937

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s