Wzgląd ludzki – Ks. Kazimierz Naskrecki, Dekalog, Krotkie Nauki o Przykazaniach, Warszawa 1937

Spis tematów – klik.


„Nauczycielu! wiemy, iżeś jest prawdziwy, i drogi Bożej w prawdzie nauczasz, a nie dbasz na nikogo, albowiem nie oglądasz się na osobę ludzką.” (Mt. 22, 16).

Zbawiciel, będąc prawdą samą, z taką siłą ją zawsze głosił i jej bronił, iż nawet wrogowie czuli się zmuszonymi Mu to przyznać: „Wiemy — tak mówili — iż… drogi Bożej w prawdzie nauczasz, a nie dbasz na nikogo”. My, jako wyznawcy Chrystusowi, winniśmy iść śladami Boskiego Mistrza, więc również mamy zawsze i wszędzie wypełniać to, co obowiązek i sumienie każe, i niczem nie dać się zbić z drogi prawdy. Tymczasem, ze wstydem i boleścią trzeba powiedzieć, że niejeden w rzeczach religji kieruje się względem ludzkim.

Dlatego o tym względzie chcę dziś słów kilka powiedzieć. 

I cóż to jest ten wzgląd ludzki?

Jest to, najmilsi, bojaźń, ale bojaźń szczególna. Bo czegóż się zazwyczaj boimy? Oto zrobienia czegoś złego, naruszenia jakiegoś prawa. Tymczasem, ze względem ludzkim ma się wręcz odwrotnie: kto temu względowi podlega, ten się boi dobro wykonać, ten się wstydzi prawo uszanować. I dlaczego? Dlatego tylko, że wówczas spotkałby się z krytyką, z uszczypliwemi uwagami, z natrząsaniem się ze strony ludzi niewierzących lub zepsutych. Chcecie przykładów? Niestety, takowych nie brak!

Wiele to ludzi ociąga się z przystępowaniem do Sakramentów św. li tylko z obawy przed światem! Czują oni tego potrzebę, lecz myśl: co na to powiedzą niektórzy koledzy, gdy ich ujrzą przy trybunale Miłosierdzia lub u Stołu Pańskiego, odbiera im wszelką odwagę.

Iluż to znowu zaniedbuje nabożeństwa świąteczne dla tej samej przyczyny! Kiedy znajomi proponują im w tym czasie zabawę, odwiedziny, przechadzkę, — oni nie śmią odmówić, bo uważają za wstyd powiedzieć: „darujcie, ja idę do kościoła”.

Niejeden młodzieniec, gdy jest sam, bez świadków w kościele, modli się szczerze, w skupieniu, nieraz na klęczkach; skoro zaś tylko znajdzie się w otoczeniu innych, nie tylko się wstydzi ugiąć kolano, ale nawet zamiast się modlić, będzie rozmawiał, z obawy, by go nie wzięto za pobożnego.

Niejedno dziewczę, skromne, niewinne, zabija umyślnie w sobie wstyd, i poczyna stosownie do mody ubierać się w najbardziej nieprzystojny sposób, bojąc się, by ze względu na swą cnotą nie stać się przedmiotem złośliwych docinków.

Iluż zaś jest takich, którzy wierzą w głębi serca, a nawet żyją według wiary, ale tylko w ciasnem kółku rodzinnem; poza niem w każdym wystąpieniu, w każdej mowie objawiają nieśmiałość, bojaźń i chwiejność.

Może niejeden z was w sprawach religji oglądał się na ludzi.

Abyście na przyszłość tego się strzegli, poznajmy bliżej, co to znaczy wzgląd ludzki.

I.

Oto najpierw, uleganie względowi ludzkiemu jest wielkiem poniżeniem godności człowieka.

Któż, będąc zdrowym, będzie się wstydził wobec chorego swojego zdrowia? Czy się znajdzie taki, ktoby dla przy milenia się, zechciał z kulawym kuleć, z szepleniącym szeplenić? Podobnych pęt nikt dobrowolnie na siebie nie nakłada, nikt tak siebie nie poniża. Tylko w sprawach duchowych, religijnych dzieje się inaczej. Pomyślcie jednak, czy jest smutniejsza niewola, niż lękać się swoich przekonań, niż drżeć strachem niewolnika przed lada sądem ludzkim, niż wypierać się swych zasad, aby dogodzić opinji świata?

Ach, istotnie, to niewola sroższa od cielesnej, bo kajdany żelazne tylko ciało krępują, ale nie więżą uczucia i myśli, tymczasem zaś wzgląd ludzki nakłada więzy nawet na myśli i serce człowieka… Nie śmie on myśleć, jak chce, nie śmie wyznać tego co uważa za święte, nie śmie kroku uczynić podług własnych przekonań, ale jak słaba trzcina chwieje się za wiatrem opinji, i idzie bezmyślnie, gdzie go inni prowadzą: z potwarzającymi spotwarza, z bezwstydnymi okazuje się bez wstydu; z bluźniącym staje się bluźniercą. Chce świat, aby wyparł się wiary, — on gotów mu dogodzić; chce, aby deptał i znieważał swoje świętości, — on gotów i na tę ofiarę; słowem, jak nędzny niewolnik, nie ma męstwa oprzeć się, nie ma odwagi zasłonić piersią swoich najświętszych przekonań.

O, jakież poniżenie, jaka utrata godności! Tacy ludzie niegodni są szacunku! bo, kto jest zdrajcą swoich własnych przekonań, kto się ich wypiera dla świata, kto je rzuca pod nogi ludzi lekkomyślnych i zepsutych, jakże go nazwać inaczej? O, zrozumiejmy dobrze, że prawdziwa godność człowieka zależy na mężnem wyznaniu swych zasad, prawdziwa wielkość w tem, że stoi mocno przy swoich przekonaniach, że nie chodzi dwoistemi drogami, że gotów jest nawet życie położyć dla obrony tego, co uznaje za prawdziwe i święte. „Nie zlęknę się — mówił pewien poganin (Owidjusz),— choćby świat cały runął na moją głowę!” Oto męstwo prawdziwe, oto prawdziwa wielkość serca, oto prawdziwy heroizm, przed któremi schylamy czoło.

Tak to właśnie pojmowali pierwsi chrześcijanie, ojcowie nasi w wierze, bo już nie tylko, sąd świata, ale nawet ogień i żelazo tyranów nie były w stanie zmusić ich do zaparcia się krzyża. Nad ich głową błyszczały miecze, przed ich oczami wznosiły się stosy płomienne, w ich uszach rozlegały się ryki zwierząt dzikich, — a jednak, wobec tego wszystkiego nie wahali się wołać: „jestem chrześcijaninem!” Wszystko poświęcali dla swoich przekonań.

To też, na cześć tych bohaterów wznosimy ołtarze w świątyniach; — ale pełzać przed względem ludzkim jak robak, wyrzekać się wiary i jej praktyk dla dogodzenia światu, — to słabość niewolnicza, to dotykalny dowód, że kto tak postępuje, ten nie ma ani poczucia godności, ani wielkiego serca.

II.

A teraz patrzmy, jaką zbrodnią w obliczu Boga jest hołdowanie względowi ludzkiemu?

Oto nosi ono znamię rzeczywistej apostazji. Apostatą, przeniewiercą jest ten, co porzuca prawdziwą wiarę, co zdradza chorągiew Chrystusa, sztandar Kościoła, by się zaciągnąć pod znaki herezji, by palić kadzidła bożyszczom kłamstwa. Imię Juljana, greckiego cesarza, to imię przeklęte. Ród ludzki napiętnował jego pamięć wiekuistą hańbą, dając mu przydomek apostaty.

Otóż wzgląd ludzki rzuca każdego, kto mu hołduje, w przepaść odstępstwa. „Ktokolwiek chciał być przyjacielem świata (mówi św. Jakób) staje się nieprzyjacielem Boga”. (Jak. 4, 4).

Przypomnijcie wszystkie nieuszanowania, jakich tyle razy dopuściliście się wobec tego ołtarza, z bojaźni, by was nie wzięto za pobożnych. To ołtarz Boga żywego, ale prędzej niż ten, o którym mówił św. Paweł w aeropagu, mógłby on nosić nazwę ołtarza „Boga nieznajomego”. (Dz. 17, 23) albo, co jeszcze straszniejsze: „Boga znieważonego”. Bo kiedy Apostoł mógł do Ateńczyków powiedzieć: wy „nie znając, chwalicie” prawdziwego Boga, to ja musiałbym się odezwać: wy, choć prawdziwego Boga znacie, a jednak czci Mu nie oddajecie. Owszem, jeszcze Zeń szydzicie! Nie znać prawdziwego Boga, choć Go się chwali, jest to niewiadomość bardziej do darowania; ale nie czcić Boga prawdziwego, którego się zna, nie tylko nie czcić, ale Go i znieważać, ale Go znać i nad Nim się natrząsać, — ach! to prawdziwe świętokradztwo! A czy nie do tego tylekrotnie prowadził was wzgląd ludzki ? Czy nie w ten sposób kazał on wam Boga się zapierać?

Albowiem nazywam to zapieranie się Boga i Jego czci, gdy kto dla przypodobania się innym, lub z obawy przed nimi, zachowuje się w kościele, podczas Najświętszej Ofiary w sposób niewłaściwy, gdy przerywa jej słuchanie rozmową i uśmiechami. „W tem wszystkiem jest pewne odstępstwo od wiary” — powtórzę za św. Cyprjanem.

Oto dokąd prowadzi wzgląd świata niewierzącego, zepsutego, jeśli jego zboczenia staną się dla kogoś regułą. Może, opuszczając dobro uznane, lub dopuszczając się zła, z bojaźni przed ludźmi, z chęci zaskarbienia czyichś względów, sami w duszy to potępialiście, lecz skoro chcieliście się zastosować do świata, to razem z nim bezcześciliście co jest w religji najbardziej czcigodnego. I to są apostazje, które, jeśli porównamy z tem i, jakie zdarzały się w pierwszych wiekach, okażą się w pewnym stopniu bardziej zbrodniczemi.

Pojmujemy bowiem, że stosy ogniste, kły tygrysie, przybory tortur, mogły trwogą przejąć chrześcijan bojaźliwych; lecz gdy się kto zapiera Boga, Chrystusa, Kościoła, by się komuś przypodobać, co powie taki na swoją obronę? Czy on pamięta na słowa św. Pawła: „Czyli szukam abym się ludziom podobał? Jeślibym się jeszcze ludziom podobał, nie byłbym sługą Chrystusowym? (Gal. 1, 10).

Zauważę też, że tacy apostaci względu ludzkiego, skoro tylko zaczną z bojaźni zaniedbywać się w swych religijnych obowiązkach, zazwyczaj brną w tem coraz dalej i dalej, aż tak zobojętnieją na sprawę swego zbawienia, że rzadko schodzą z tego świata pojednani z Bogiem.

III.

Zwróćmy w końcu uwagę na to, że wzgląd ludzki — hołdowanie opinji, jest dawaniem bliźniemu zgorszenia.

Niech ojciec rodziny stanie się tylko niewolnikiem względu ludzkiego, daremnie matka będzie się starała wszczepiać w swe dzieci zasady chrześcijańskie: przykład ojca, nie praktykującego, popsuje wszystko!

Niech w rodzinach bardziej wpływowych zapanuje ta tyrańska władczyni, jaką jest opinja, — a obojętność religijna rozszerzy się szeroko; występek podniesie głowę, a z cnoty szydzić będą.

Pewien święty mówił, że gdy św. Paweł stanie przed Panem, będzie on ciągnął za sobą wszystkich neofitów, jakich nawrócił i ochrzcił, wszystkie zdobyte dla Chrystusa narody ze wszystkich krajów w których głosił słowo Boże, i wszystkie te dusze będzie mógł Apostoł przedstawić jako swe trofea Zbawicielowi, a one przyczynią się do pomnożenia jego chwały i szczęśliwości wiecznej.

A wy, którzy mieliście nieszczęście hołdować względowi ludzkiemu, i z bojaźni tego, co o was ludzie powiedzą, opuszczaliście swe obowiązki religijne, a może nawet zgadzaliście się na różne grzechy, wy nie będziecie mieli do przedstawienia Bogu dusz przez siebie nawróconych, narodów dla wiary zdobytych, lecz natomiast okażą się przed wami dusze, które mogliście zbawić, a którym pozwoliliście zginąć.

Okażą się przed wami chrześcijanie, którzy mogliby się uświęcić, gdybyście im posłużyli zachętą, którzy jednak się potępili, zapatrując się na wasze odstępstwo. Okażą się przed wami zarazem i wszystkie wasze osobiste przeniewierstwa, jakicheście się dopuścili i wszystkie te, którym mogliście zapobiec, lecz dla względu ludzkiego nie zapobiegliście.

Wspomnijcie na owego czcigodnego starca, Eleazara, który według słów św. Ambrożego jeszcze przed czasami Ewangelji, pełen już był ewangelicznego ducha. Wymagano od niego jednej rzeczy, by go od śmierci ocalić: nie żeby jadł pokarm zakazany, lecz, by tylko pozornie na to się zgodził. Oburzył się na takie udawanie starzec: „Nie przystoi — rzekł — używać w mym wieku wybiegów i skrywać swe uczucia, bo co pomyśli, co uczyni, nieświadoma i słaba młodzież, gdy się dowie, że Eleazar opuścił prawo Boże. Na mnie się będą wzorowali, i staną się bojaźliwi jak ja, niewierni jak ja, bezbożni jak ja!” (2. Mach. 6, 21—28). Niechże i dla was jedną z pobudek do opierania się względom ludzkim będzie podtrzymanie w wierności ku Bogu innych dusz, zwłaszcza bojaźliwych i chwiejnych!

*

*                      *

Tak to, drodzy moi, należy się zapatrywać na to nieszczęsne kierowanie się opinją ludzką w sprawach wiary:  jest to straszne poniżenie własnej godności, zniewaga okropna Boga, i sianie zgorszenia wśród bliźnich. I jakiż jest najlepszy środek, by tej słabości nie ulec? Oto stanowcza, niezłomna zależność od Pana wszech stworzeń, od Boga!

Nie ubiegajmy się o podobieństwo do innych, do wielu; ale idźmy za wskazówką Chrystusa, i usiłujmy być podobnymi do Ojca na niebie. Jakim sposobem? przez naszą zależność od Boga. Czyńmy, co nam wskazuje sumienie, ten promień światła niebiańskiego, ten poseł Boży w naszem wnętrzu, a oswobodzimy się od kajdan względu ludzkiego. Słońce nie zbacza ani na prawo, ani na lewo, nie idzie ani prędzej, ani wolniej dlatego, że komary brzęczą, i żaby skrzeczą. Tak i my?, nie zbaczajmy od upodobania Bożego w spełnianiu naszych powinności religijnych, chociaż niejeden zechce nas za to szyderstwem obrzucić. Za przykładem św. Pawła, który pisał: „U mnie to jest najmniejsza, żebym był od was sądzony, albo od dnia ludzkiego… który mię sądzi. Pan jest”. (1 Kor. 4, 3 — 4), — i my, z kimkolwiek będziemy przestawali, zawsze okazujmy, że tylko się Boga boimy, tylko na Jego sądy się oglądamy, — a spełnią się na nas słowa Zbawiciela: „Wszelki, który Mię wyzna przed ludźmi, wyznam go Ja też przed Ojcem Moim, który jest w niebiesiech”. (Mt. 10, 32).

Amen.

Ks. Kazimierz Naskrecki, Dekalog Krotkie Nauki o Przykazaniach, Warszawa 1937

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s