Zasługa wiary i jej nagroda – Ks. Kazimierz Naskrecki, Dekalog, Krotkie Nauki o Przykazaniach, Warszawa 1937

Spis tematów – klik.


„Błogosławieni, którzy nie widzieli a uwie­rzyli”. (Jan ,20, 29)

Czytając Ewangelję, widzimy, że Zbawiciel nader czę­sto i z wielkim naciskiem mówił o wierze. Jeśli brakowa­ło jej czasem uczniom Jego, wyrzucał im to ostro: „O rodzaju niewierny… pókiż będę z wami. Pókiż was bę­dę cierpiał?” (Mt. 17, 16). Kiedy Go kto prosił o jaką łaskę nadzwyczajną, wpierw domagał się od niego wiary: „Jeśli wierzyć możesz, wszystko jest podobno wierzącemu”. (Mr. 9, 22). A, gdy-napotkał u kogo mocną wiarę, nie omiesz­kał takiego pochwalić. „Ol… wielką jest wiara twoja!” (Mt. 15, 28).

A cóż o naszej wierze należałoby powiedzieć? Oto, że u wielu, niestety! jest ona zbyt słabą i martwą! Mocniej­szej i żywszej wiary nam trzeba! I, żebyśmy się o taką wiarę starali, poznajmy choć pokrótce: 1) jaka jest za­sługa wiary i 2) jaka za nią idzie nagroda.

I.

1) Zanim pójdziemy dalej, zrozumiejmy jasno znacze­nie tych słów: wierzyć, wiara.

Tak wierzy dziecko matce, gdy ona mu coś tłumaczy, dlatego, że nie przypuszcza, aby go matka chciała oszukać; tak wierzy uczeń nauczycielowi, gdy ten objawia zjawi­ska przyrody, bo wie, że ten nauczyciel sam brał udział w naukowych doświadczeniach; tak wierzy sędzia świad­kowi, zwłaszcza, gdy ten jest znany ze swej uczciwości, i na tej wierze swój wyrok opiera.

Podobnież rzecz ma się z religijną wiarą. Wierzyć po chrześcijańsku znaczy: uznawać za prawdę to wszystko, co przez Boga zostało objawione, dlatego właśnie, że to Bóg objawił. Ta tylko zachodzi wielka różnica między wia­rą ludzką, a chrześcijańską, że wiara w ludzkich stosun­kach może się łączyć z pewnem niedowierzaniem, gdyż lu­dzie łatwą się mylą i często oszukują; tymczasem wiara chrześcijańska wyklucza wszelką niepewność, wszelką wąt­pliwość, gdyż polega na świadectwie Boga, który jest nie­skończenie mądry i nieskończenie prawdomówny.

2) Ale może kto sobie pomyśli: jakże ja mogą wierzyć w to wszystko, czego Kościół Katolicki naucza, kiedy ja nie mogę być pewnym, że ta cała nauka Kościoła od Bo­ga wyszła.

Moi drodzy! gdybyśmy nie mogli dowieść z wszelką pew­nością, że nauka chrześcijańska jest od Boga objawiona, to i Bóg nie miałby prawa żądać od nas, byśmy tę naukę za prawdziwą uznawali! Ale, o tem, że Bóg sam pouczył nas o religji przez Jezusa Chrystusa, i że to, co On nam ob­jawił, przechowuje się w całości w Katolickim Kościele, o tem możemy wiedzieć, jak o każdym fakcie historycz­nym — niewątpliwym.

Fakt bowiem objawienia to fakt, który stoi wśród dzie­jów ludzkości, jako najwidoczniejszy ze wszystkich fak­tów dziejowych, otoczony blaskiem spełnionych proroctw, niezaprzeczalnych cudów, niespożytej żywotności. Ten blask zewnętrzny, opromieniający naukę objawioną, jak również wewnętrzna jej świętość i mądrość, są dla rozu­mu ludzkiego powodem, więcej niż dostatecznym, aby w niej uznał Słowo Boże. Kościół zaś Katolicki swą cudow­ną, niespożytą trwałością niezbicie dowodzi, że jest Chry­stusowy, Boży, że ma posłannictwo nauczania ludzi.

3) I dlaczegóż to Bóg chciał dać nam Swe objawienie, a od nas żądać dlań wiary?

Dlatego, najmilsi, że podobało się Bogu wyznaczyć nam cel nadprzyrodzony, o którym bez objawienia Boskiego nie moglibyśmy wiedzieć; wiara zaś nasza w to wszystko, co Bóg objawił, okazuje się zasługą wobec Boga; przez wia­rę składamy Bogu najwyższą ofiarę: rozumu i woli.

a) Najpierw ofiarę rozumu, według tych słów św. Pawła: „W niewolę podbijamy wszelki rozum, pod posłu­szeństwo Chrystusowe”. (2 Kor. 10, 5). Chrześcijanin bo­wiem, kiedy wierzy, to przystaje stanowczo na prawdy na­wet niepojęte, bez dochodzenia ich możliwości, przyjmuje je za pośrednictwem Kapłanów, ludzi nieraz może głęb­szego wykształcenia nie posiadających, jedynie tylko dla­tego, że te prawdy Bóg objawił, a więc swój rozum, naj­szlachetniejszą część samego siebie, bierze on w niewolę nakłada nań więzy, ażeby nie szedł za szkodliwymi błę­dami, ażeby nie pozwalał sobie żadnych nadużyć w zakre­sie niepodlegających mu prawd nadprzyrodzonych.

I tak prowadzi on ten swój rozum przed tron nieomyl­nej powagi Boskiej i tamże niszczy go duchowo z miłą wo­nią najpokorniejszego poddania się Panu. Jest to ofiara, która Wszechmocnemu Stwórcy bezwzględnie się należy, której on stanowczo domaga się od nas, i która Mu naj­większą przynosi chwałę. Wierząc, składamy Bogu równocześnie uroczyste wyznanie: z jednej strony naszej nie­świadomości, naszego ograniczenia i poddaństwa, a z dru­giej strony — Jego wszechwiedzy i prawdomówności. Wie­rząc, uznajemy, iż Boskie świadectwo więcej znaczy, niż wszystkie dowody; gdyby jaka objawiona prawda wyda­wała się nieprawdopodobną, niemożliwą, dość jest dla nas, że to powiedział Bóg, wszystko wiedzący i nieskończenie prawdziwy! Ta myśl zupełnie nas zadowalnia! A tak wie­rzyć, bez wahania, jedynie na Słowo Boże, czyż to nie zna­czy Pana Boga i czcić i chwalić nade wszystko?

 b) Ale wiara jest ofiarą także ze strony woli. Mało jest, drodzy moi, takich prawd oczywistych, jak własne istnie­nie, albo ciepło ognia, — które tak jasno rozumowi przy­świecają, że nie może on na nie się nie zgodzić, lecz musi je uznać; inne prawdy przedstawiają się nam z mniejszą jasnością, i choć możemy być co do nich również najzupeł­niej pewni, lecz, ponieważ one nie są oczywiste, więc na poznanie ich i wola może swój wpływ wywierać; aby się o tem przekonać, wystarczy zapytać lekarza pijącego i niepijącego, co każdy sądzi o szkodliwości alkoholu.

Otóż fakt objawienia, fakt, że sam Bóg mówił do ludzi przez Chrystusa, to fakt, choć najzupełniej pewny, lecz nie oczywisty, przekonujemy się o nim nie bezpośrednio, lecz drogą różnych świadectw, same zaś prawdy chrześci­jańskie, nietylko są niewidzialne, a nieraz i niepojęte, lecz nadto mają one być normą całego życia praktycznego, na­kładając wędzidło namiętnościom, i podając prawa trudne do wypełnienia dla zepsutej natury człowieka, a wobec te­go ostatecznie wola rozstrzyga, czy będziemy wierzyli, czy nie. Więc wiara nasza jest przejawem naszej woli; gdy wierzymy, wola, ta królowa wszystkich władz duszy na­szej, poświęca się Bogu na zupełną służbę, przez jaknajdokładniejsze posłuszeństwo prawu, które On postanowił!

 Ponieważ akt wiary napotyka tyle trudności, stąd niezbędną jest doń jeszcze pomoc, łaska Boża. Ona to roz­prasza ciemności umysłu, usuwa uprzedzenia, oświeca ro­zum; ona nakłania wolę do umiłowania prawd objawio­nych, osłabia jej przewrotne skłonności, podtrzymuje w usposobieniu do wierzenia skłonnem; tę łaskę Bóg każ­demu ofiaruje, ale bynajmniej przez nią nikogo do wia­ry nie zmusza. Stąd wiara nasza pozostanie zawszą naszą zasługą! Tak uginanie się w niej naszego rozumu, jak i poddanie się naszej woli, są zawsze hołdami, jakie my (jako rozumne i wolne stworzenie) składamy Bogu z dwóch różnych powodów: jako nieskończonej i istotnej Prawdzie i Mądrości, i jako Najwyższemu i Nieograniczo­nemu Panu i Prawodawcy.

II.

Kiedy Tomasz Ap. nie chciał uwierzyć, gdy mu towa­rzysze jego mówili, iż widzieli Jezusa Zmartwychwstałego, wówczas Zbawiciel, ukazawszy się w następną niedzielę Tomaszowi, wytknął mu jego niedowiarstwo, a następnie dodał: ,,Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. (Jan, 20, 29).

O, najmilsi, wierzmy niewzruszenie w to wszystko, cze­go Chrystus-Bóg uczył, chociaż sami Nań nie patrzyliśmy, a ta wiara uczyni nas prawdziwie błogosławionymi.

1) Patrzmy najpierw, jakie z wiary płyną korzyści tu na ziemi!

a) Oto rozum przez wiarę wzbogaca się wiedzą, zupeł­nie nową, bardzo wzniosłą i ważną, przenoszącą go w sfe­ry nadprzyrodzone! Człowiek, wierzący po chrześcijańsku, patrzy z wyższego stanowiska, a przeto dalej widzi i jaś­niej widzi! Wiara tedy, nie niszcząc rozumu, dopełnia go i leczy, podnosi i upiększa, by się dymem zmysłów nie roztaczał po ziemi, ale czystym płomieniem wzbijał ku nie­bu. „Nie przeto dom podlejszy, że zamiast jednego lub dwóch, trzy piętra liczy. Świątynia pewnie wspanialsza, kiedy przy niej i nad nią wznosi się wieżyca w obłoki; nie przeto ptak chodzić zapomni, że w skrzydła porośnie”. (O. Kajsiewicz). Otóż wiara daje nam te skrzydła, to pię­tro i te wieżyce. Nie przeto wzrok nasz utraci tę siłę, że go uzbroimy w teleskop, by go zatopić w głębie gwiaź­dzistego przestworza, lecz owszem, niezmiernie zyskuje on na sile, otóż wiara to ten teleskop Boży, za którego po­mocą, dalsze, wspanialsze i Boże poznajemy horyzonty. To też Sobór Watykański orzekł, że „wiara uwalnia i strze­że rozum od błędów i wieloraką ubogaca go wiedzą”.

b) Powtóre, wiara jest pociechą dla serca. Człowiek na tej ziemi ma do walczenia z wieloma przeciwnościami. To trapi go sumienie, iż ciężko zgrzeszył, to cierpi z powodu choroby lub prześladowania, to doznaje obawy wobec zbli­żającej się śmierci. I gdzież znajdzie wśród takich ucis­ków ożywiającą serce pociechę? Oto w wierze (o ile za jej głosem idzie). Wiara bowiem pociesza grzesznika pewno­ścią, iż może on każdego czasu, pod lekkiemi warunkami (żalu i spowiedzi) uzyskać przebaczenie najmiłosierniej­szego Ojca.

Wśród cierpień czerpie chrześcijanin upragnioną pocie­chę w wierze w Ojcowską Bożą Opatrzność, która przez przeciwności albo chce grzesznika do pokuty pobudzić, albo pokutującemu jeszcze należne od niego zadośćuczy­nienie ułatwić, albo sprawiedliwego doskonalszym uczy­nić.

A, gdy nadchodzi najstraszniejsza ze wszystkich gorz­kich rzeczy — śmierć, — jakże wskutek wiary staje się ona dla chrześcijanina łatwą! Z jednej strony pewien nie­śmiertelności swej duszy, — a z drugiej — pełen najsil­niejszego zaufania w nieskończone zasługi Boskiego Zbaw­cy, oczekuje chrześcijanin spokojnie swojego rozwiązania, odrzuca z odwagą wzmagającą się obawę śmierci, i z dzie­cięcą ufnością oddaje swoją duszą w ręce Stwórcy.

2) Takie są błogosławione dobrodziejstwa wiary w tem życiu; ale największa nagroda za nią czeka nas dopiero po śmierci w niebie.

a) Wówczas wiara ustąpi miejsce widzeniu. Teraz nic nie widzimy, albo to, co widzimy, jest ze wszech stron oto­czone ciemnością: „Teraz widzimy przez zwierciadło, przez podobieństwo” (1 Kor. 13, 12) — tam zaś, w ojczyźnie niebieskiej, jasne światło rozproszy wszystkie ciemności, i będziemy jasno widzieli, tak jak wszystko jest samo w sobie: „lecz w on czas twarzą w twarz”. (1 Kor. 13, 12). Tutaj, wobec przyszłych rzeczy jesteśmy jako dzieci, o wysokich sprawach państwowych nic nie rozumiejące, które o nich po dziecinnemu myślą i mówią: „Gdy byłem dziecięciem, mówiłem jako dziecię, rozumiałem jako dzie­cię, myślałem jako dziecię”. (1 Kor. 13, 11); wówczas zaś będziemy jako mężowie, zdolni do sądzenie o każdej rzeczy po męsku i gruntownie, „lecz gdym się stał mężem, wy­niszczyłem co było dziecinnego”. (1 Kor. 13, 11). Jednem słowem, nasze poznanie pozbędzie się wszelkiej niedosko­nałości, stanie się doskonałem: „Ale gdy przyjdzie co jest doskonałego, co jest po części, zniczeje”. (1 Kor. 13, 10).

Jakże pocieszającą jest ta nauka św. Pawła! A więc wia­ra trwa tylko do grobu; po za grobem, w szczęśliwej wiecz­ności zastępuje ją widzenie. Wszystko, w co tutaj na zie­mi wierzymy, a czego nie widzimy, nie rozumiemy, tam w górze będzie w najjaskrawszem świetle naszym oczom odsłonięte. Co więcej, na Samego Boga patrzeć będziem: „Ujrzymy Go jakim jest”. (1 Jan, 3, 2). Czyż w tem nie będzie dostatecznej, wspaniałej, aż do zbytku obfitej na­grody za ofiarę rozumu w wierze złożoną!

b) Ponieważ zaś w niebie będziemy patrzali na Boga bez żadnej osłony, twarzą w twarz, stąd w duszach na­szych żarzyć się będzie najognistsza miłość, bo takie Do­bro, jakiem jest Bóg Sam w Sobie, przyciąga koniecznie całe serce każdego rozumnego stworzenia, skoro tylko ja­sno i bezpośrednio przezeń jest poznane. A ta miłość uczy­ni nas podobnymi całkiem Bogu: „Wiemy, że gdy się oka­że, podobni Mu będziemy. (1 Jan, 3, 2), ona pozwoli uczestniczyć w Jego radościach: „Strumieniem rozkoszy Twojej, napoisz je”. (Ps. 35, 9), ona sprawi rzeczywiste Boga posiadanie, który Sam chce być naszą nagrodą: „Jam jest zapłatą twą zbytnie wielką”. (1 Mojż. 15, 1). Dlatego powiedziano: „Dobrzeć sługo dobry i wiemy; gdyżeś nad małem był wiernym, nad wielem cię postanowię, wnijdź do wesela Pana twego”. (Mt. 25, 21). Ta tak obfita, dla nas obecnie tak niezrozumiała, radość nie wejdzie do serca człowieka, ale serce wejdzie do radości, ono będzie nią przeniknięte, nasycone, ono jakoby w bezdennem morzu najsłodszych uczuć zatopi się w niezmierzonem Boskości łonie. Tak wspaniale, tak do zbytku obficie, wynagradza Bóg ofiarę naszej woli, w wierze Mu złożoną!

*

*                      *

O, najmilsi, wierzmy stale, wierzmy silnie i żywo, a nie będziemy tego żałowali! Czas jest krótki, godzina wybije, a Bóg w nagrodę naszej wiary przyjmie nas na Swoje łono, i Swej chwały zrobi nas uczestnikami na wieki!

Ks. Kazimierz Naskrecki, Dekalog Krotkie Nauki o Przykazaniach Warszawa 1937

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s