Źródła niewiary – Ks. Kazimierz Naskrecki, Dekalog, Krotkie Nauki o Przykazaniach, Warszawa 1937

Spis tematów – klik.


Pierwszym warunkiem do zbawienia jest wiara. Dlatego to Chrystus żądał wiary od tych, którzy się do Niego zbliżali; gdy widział w kim wiarę mocną, nie omieszkał jej pochwalić, jak tego przykład mamy na setniku; słabo wierzących karcił, i to nawet ostro: dość przypomnieć owych dwóch uczniów, idących do Emmaus, których spotkał ten wyrzut: „Ogłupi a leniwego serca ku wierzeniu’’. (Łk. 24, 25). Za brak zaś wiary groził odrzuceniem wiecznem: „Kto nie wierzy, już osądzony jest” (Jan 3, 18) — tak mówił do Nikodema.

Niestety! nie mało się zdarza wypadków niedowiarstwa; a co najsmutniejsze! że nikt z nas od tego nie jest zabezpieczony. Ale pocieszmy się! jest bowiem i na to ratunek. Jak lekarze, by móc jakąś chorobę skutecznie leczyć, a nawet jej zapobiegać, starają się nasamprzód zbadać jej przyczyny, — podobnież, gdy poznamy przyczyny niedowiarstwa, będziemy już mieli wskazane, co czynić, by wiarę w sobie zachować, a w razie utraty odzyskać.

I.

Pierwszem źródłem niewiary jest niewiadomość, brak religijnego wykształcenia. Błędem byłoby upatrywać w wierze działanie tylko uczucia, gdyż wiara jest przedewszystkiem aktem rozumu, który uznaje to wszystko, czego Kościół Katolicki naucza, dlatego, że to Bóg objawił; na to więc, żeby wierzyć, trzeba wpierw wiedzieć, że Chrystus Pan przyniósł nam rzeczywiście objawienie z nieba, i to objawienie przechowuje się w Katolickim Kościele w całości.

Wiara, jak pisze św. Paweł, powinna być „rozumną służbą” (Rzym. 12, 1), i ten dopiero, co się przekona o boskim, nadprzyrodzonym charakterze Chrystjanizmu, może wierzyć rozumnie. Ale, żeby się tak przekonać, żeby móc za psalmistą wołać: „świadectwa Twoje (Boże), okazały się być bardzo wiary godne” (Ps. 92, 5), trzeba wpierw sumiennie badać, na czem się chrystjanizm opiera; trzeba starać się też poznać, czego uczy Kościół o każdym dogmacie zosobna, aby świętym tajemnicom nie podsuwać potem znaczenia, jakiego one wcale nie mają.

Takie poznanie religji chrześcijańskiej i jej podstaw jest naszym ścisłym obowiązkiem; jak od lekarza żąda się znajomości medycyny, od adwokata — znajomości prawa, od oficera — znajomości spraw wojskowych, tak od człowieka, chrześcijanina — katolika domagać się można, by znał swoją religję, i by ją wpierw zbadał, zanim przeciw niej powstaje. Dlatego to św. Piotr Ap. upominał wiernych, by zawsze byli gotowi zdać sprawę z pobudek wiary, która każe się spodziewać dóbr niebieskich (1 Piotr 3, 15).

Tymczasem ze smutkiem trzeba wyznać, że nieuctwo religijne jest dziś straszne. Niejeden interesuje się najdrobniejszymi szczegółami z życia nietylko ludzi, ale nawet zwierząt i roślin, a o religji Chrystusowej nie wie nic, gdy zaś rozprawia o niej, to jak ślepy o kolorach! A przecież ta religja pociągnęła ku sobie miljony ludzi, którzy po długiem nieraz badaniu i dojrzałej rozwadze w jej objęcia się rzucili; przecież ta religja natchnęła niezliczoną ilość dusz do heroicznej cnoty i ofiarności; ona zapisała dzieje świata najpiękniejszemi kartami; — i nie miałażby zasługiwać na uwagę?

Przejście z religijnego nieuctwa do niewiary nieraz następuje prędko i łatwo. Nie zapominajmy, że ta nauka religji, którą otrzymuje dziecko w domu, a która prawie zawsze na przygotowaniu do pierwszej spowiedzi się kończy, jest niewystarczającą dla umysłu dojrzewającego, któremu i własne zastanowienie się, i duch czasu, nie małe podsuwają trudności. To też, jeżeli potem, w młodzieńczym wieku, początkowa znajomość religji nie zostanie pogłębiona, lecz owszem: spotka się z nauczaniem stojącem z nią w sprzeczności, to niebawem, wszystko, co się już umiało, idzie w zapomnienie, w duszy rodzi się obojętność, światło wiary poczyna świecić coraz słabiej; a wreszcie całkiem gaśnie pod wpływem słuchania bezbożnych mów i czytania przeciwnych religji książek. I niektórym się zdaje, że w ten sposób oni lepiej poznają religję! Tymczasem zdrowy rozum mówi, że kto ma spór prawny, to nie idzie z nim do aptekarza, ale do adwokata; kto jest chory, nie idzie do szewca, lecz do doktora; podobnież: kto chce szczerze nabyć wiedzy religijnej, nie zwraca się do jej przeciwników, ale ma się udać tam, gdzie są jej przedstawiciele.

Wiara, która się nie lęka żadnych zarzutów, bo je wszystkie przetrwała, a lęka się tylko jednego — nieuctwa, woła na każdego z was: „Poznaj mnie!” Do mego poznania włóż przynajmniej tyle usilności, ile wkładasz naprzykład w jakąś sporną sprawę, którą z kimś prowadzisz, zwłaszcza, że tu się toczy proces o duszę twoją, o wieczny los jej! (Arc. Teodorowicz, list past.).

Starajmyż się, najmilsi, regularnie słuchać słowa Bożego, czytać poważne, religijne książki, zgłębiać, ile można, prawdy naszej wiary świętej, — a zatkamy pierwsze źródło niewiary; owszem! wiara dzięki religijnemu wykształceniu rozwinie się w nas i wzmocni, a niejeden, który miał nieszczęście ją stracić, w ten sposób może ją nawet i odzyska!

II.

Drugiem źródłem niewiary jest zepsucie, skażenie obyczajów. Człowiek posiada wolną wolę, i wpływ jej na poznanie bywa nader potężny. Jeżeli wola w swych upodobaniach i dążeniach jest czystą, wtedy ułatwi ona rozumowi dojście do prawdy, do Boga. Jeżeli jednak jest ona zepsutą, wtedy prawda religijna jest dla niej źródłem gorzkich wyrzutów; to też taki człowiek o skażonej woli czuje potrzebę niewierzenia, aby się nie krępować wymaganiami wiary, aby się nie obawiać tego, czem wiara zagraża, aby uspokoić zgryzoty, któremi sumienie za występki go trapi.

To też stara się taki usprawiedliwić swe postępowanie, i albo tworzy sobie religję według własnego upodobania, albo sprząta ją z widowni umysłu swego, wmawiając w siebie i w innych, że ani Bóg nie istnieje, ani dusza żyć wiecznie nie będzie, że każda religja, podobne rzeczy utrzymująca jest fałszywą. Usilnie przytem szuka zarzutów przeciwko wierze, bo pragnie, aby wątpliwości, jak napój upajający, go uśpiły, by nie dosłyszał protestu sumienia, a śnił dalej snem grzechu. Zresztą dosyć łatwo mu się to udaje, bo daleko łatwiej jest trudności stawiać, aniżeli znaleźć na nie odpowiedź. Jak zbrodniarz kryje się przed światłem, tak zepsuty nienawidzi prawdy religijnej. Religja i namiętność wzajemnie się sobie sprzeciwiają, jedna drugą ruguje, bo „co za uczestnictwo sprawiedliwości z nieprawością?” — woła św. Paweł. „Albo co za towarzystwo światłości z ciemnościami? Albo co za zgoda Chrystusowi z Belialem?” (2 Kor. 6, 14).

Trzy głównie żądze psują wolę: „pożądliwość oczu, pożądliwość ciała i pycha żywota” (1 Jan, 2, 16), — i one to najbardziej prowadzą do niewiary. A nie trudno zrozumieć, dlaczego?

a) Oto, „pożądliwość oczu”, nadmierne przywiązanie do dóbr ziemskich, nieporządna żądza wzbogacenia się, tak zaprzątuje umysł sprawami materjalnemi, że człowiek po za ziemią nic już nie widzi; owszem: sądzi, że może stać o własnych siłach, i zapomina prawie, że jest tylko stworzeniem. A jeżeli chciwość jeszcze pobudzi do użycia nieuczciwych środków, to ten, kto się poczuje winnym w tym względzie, znienawidzi tem bardziej religję, która i żądzę chciwości i takie niegodziwe sposoby jej zaspokojenia potępia. Dlatego św. Paweł pisał: „którzy chcą bogatymi być, wpadają w pokuszenie… albowiem korzeń wszego złego jest chciwość, której niektórzy pragnąc, pobłądzili od wiary” (1 Tym. 6,8). Już bowiem w czasach apostolskich zdarzały się odstępstwa z powodu chciwości (jak to widać z historji Szymona Czarnoksiężnika); podobnież w XVI wieku, sprzyjali nowatorstwu głównie zamożni, lub tacy, którzy nimi zostać pragnęli. I dzisiaj, jak daleko się rozciągają granice chciwości, tak daleko sięga i niewiara!

b) Przejdźmy teraz do pychy; jest ona jeszcze gorszą nieprzyjaciółką wiary, niż chciwość. Człowiek pyszny ceni przedewszystkiem siebie, ceni własny sąd, uważając się za nieomylnego, polega tylko na własnem zdaniu, dlatego nie znosi żadnej powagi; nie chce dopuścić ażeby coś istniało po za promieniem jego światła, odrzuca wszystko, czego zupełnie pojąć, zmierzyć lub zważyć nie można, mierzy wszystko według własnego widzimisię… I wolę swą uważa pyszałek za nieograniczoną, sądzi więc, że mu wszystko powinno być dozwolone, że go nic i nikt krępować nie powinien, że mu nic nie zaszkodzi przeoczanie wszystkich granic wolności. Tymczasem wierzyć po chrześcijańsku, to znaczy: poddać swój rozum powadze Chrystusa i Kościoła, przyjmując bez zastrzeżeń wszystką jego naukę, choćby to były niepojęte tajemnice, to znaczy: uznać, że się jest skrępowanym w swej wolności, przez Boskie przykazania, których przekroczenie pociąga obowiązek spowiedzi i pokuty.

Jakże na to wszystko musi się pycha zżymać! To też ona była powodem, dlaczego faryzeusze wzgardzili Jezusem; ona i dziś jest przyczyną, że wielu od Jezusa oddala się i wiarę traci.

c) Trzecią żądzą, wiodącą do niewiary, jak wspomniałem, jest nieczystość. Z jednej bowiem strony występki przeciwne czystości przytępiają umysł, tak, że staje się on niezdolnym do pojmowania i oceniania świata nadzmysłowego; z drugiej zaś strony, kto w rozkoszy zmysłowej upatruje cel życia swego, taki wprost nie cierpi nauki Chrystusa Pana i tych, co ją głoszą, bo oni mącą pozorny spokój sumienia. Podkreśla to dobitnie św. Paweł w listach do Koryntjan i Rzymian: „Człowiek cielesny nie pojmuje tego, co jest Ducha Bożego, albowiem głupstwem jemu jest, i nie może rozumieć” (1 Kor. 2, 14). „Gdyż mądrość ciała jest nieprzyjaciółką Boga” (Rzym. 8, 5).

Że lubieżność, rozpusta jest najczęściej powodem niewiary, stwierdza to i doświadczenie, gdyż najczęściej człowiek traci wiarę w wieku młodzieńczym, kiedy to najsilniej napierają namiętności, którym wiara nie sprzyja. Na doświadczeniu właśnie opierając się, św. Augustyn powiedział: „Świat nie byłby niewierzącym, gdyby nie był nieczystym”.

To też mógłbym do bardzo wielu zwrócić się z tym samym ostrym, ale prawdziwym, wyrzutem, z jakim Chateaubriand zwrócił się do niedowiarków współczesnych: „Nie macie wiary, ponieważ nie jesteście czyści!” Z tego widzicie, że dobra, prawa wola, która przytłumia nieporządne żądze, jest niezbędną tak do zachowania, jak i do odzyskania wiary. „Synu, pożądając mądrości, zachowaj sprawiedliwość” (Ekkl. 1, 33). „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądają” (Mt. 5, 8).

III.

Nakoniec, trzeciem źródłem niewiary, jest lenistwo w służbie Bożej, zaniedbywanie religijnych praktyk. Na to, żeby wierzyć, same siły przyrodzone człowieka, choćby były najzdrowsze, nie wystarczają, niezbędną tu jest jeszcze łaska Boża. „Łaską jesteście zbawieni przez wiarę, i to nie z was, bo dar Boży jest” (Efez. 2, 8) mówi Apostoł.

Prawda! Bóg „chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i przyszli ku uznaniu prawdy” (1 Tym. 2, 4), więc nikomu łaski nie odmawia. Pierwszą łaską do wytworzenia w duszy wiary daje On nam bez jakiegokolwiek nawet z naszej strony starania. Ale pamiętajmy, że wiara to nie bezduszny kamień, który się w skrzyni zamyka i przechowuje; ale to życie, zdolne rozwijać się i potężnieć; a jak do rozwoju życia konieczne jest zasilanie organizmu raz po raz potrzebną strawą, — tak też dla zachowania i pomnożenia wiary niezbędne są ustawiczne wsparcia ze strony Boga. A te Boskie pomoce, zwane łaskami uczynkowemi, same nie działają, lecz trzeba z niemi współpracować! Co więcej: Bóg pragnie udzielać nam niektórych łask pod warunkiem, że o nie prosimy; a inne przywiązał do należytego korzystania z Sakramentów świętych. Jeżeli więc człowiek stroni od świętych Sakramentów, od modlitwy, Mszy św. i innych praktyk, któremi, jakoby kanałami, łaska Boża na nas spływa, czy można wtedy się dziwić, jeżeli życie wiary obumiera, a płomień jej gaśnie?

Wiara może być porównaną z wieczną lampką, płonącą w kościołach naszych na to, ażeby nam wskazywać drogę do Chrystusa Pana, w Najświętszym Sakramencie utajonego. Światło zaś trzeba nieustannie zasilać, lampka musi być często napełniana oliwą; tak się też rzecz ma z wiarą w duszy człowieka; ten płomyk wiary naszej domaga się strawy. Cóż go zasili? Co nas w wierze utwierdzi? Oto codzienny serdeczny pacierz, pobożne słuchanie co niedziela Mszy św., częsta, a godna Komunja! O pierwszych chrześcijanach powiada Pismo św.: „Trwali w nauce Apostolskiej i w łamaniu chleba i w modlitwach” (Dz. 2, 42). To zasilało ogień ich wiary, i rozdmuchiwało go tak, iż stał się olbrzymim płomieniem, którego burze prześladowań ugasić nie zdołały; z modlitwą na ustach ginęli, dając świadectwo wierze Chrystusowej. O, jakżeśmy dalecy od tych wzniosłych przykładów.

Ludzie dziś nie mają czasu do modlitwy, nie mają czasu być na Mszy św., nie mają czasu do przyjęcia Sakramentu Najświętszego; a gdy spytasz o powód, odpowiedzą słowami ewangelicznej przypowieści: „Proszę cię, miej mnie za wymówionego” (Łk. 14, 18). Kto tak mówi, ten idzie niebacznie nad otchłanią zguby. Pamiętajcie, drodzy moi, że lenistwo jest matką obojętności, a od obojętności do odrazy, do nienawiści, już niedaleko!

Nieraz człowiek sam może się dziwi, w jaki sposób doszedł nieznacznie do utraty wiary; oto zerwał węzły, łączące go z Bogiem, zatamował źródła, z których ciągle pomoc Boża spływa.

Lękajmy się tedy lenistwa duchowego, a uznając swą wrodzoną nieudolność, prośmy pomocy Tego, który jest Ojcem „światłości” (Jak. 1, 17), bo „wszelka mądrość od Pana Boga jest” (Ekl. 1, 1).

*

*                      *

Nieraz ludzie się dziwią, słysząc, że jakiś kapłan odstąpił od Kościoła, i nawet chcą tem tłumaczyć własne chwianie się w wierze.

Moi drodzy! przecież Chrystus Pan nie zapewnił nikomu przywileju nie grzeszenia. Więc odpaść od Niego może każdy; nietylko świecki, ale i kapłan, i biskup nawet.

Widzieliśmy w nauce dzisiejszej źródła niewiary; — niejedno z nich może i w sercu kapłana się otworzyć, a jeżeli on go zaraz nic zatamuje, to wskutek codziennego, świętokradzkiego przystępowania do ołtarza, niewiara jego będzie się szybko rozwijała, tak, że w krótkim czasie może on stać się cynikiem zatwardziałym. Nie przeczę, że wina takiego kapłana jest tysiąc razy większą od podobnej winy świeckiego człowieka, i że spotka go na sądzie Bożym wyrok tysiąc razy surowszy, aniżeli gdyby on był człowiekiem świeckim; — mimo to żadna apostazja duchownego nie powinna nikogo w wierze zachwiać. Ach, iluż to, w ciągu 19-tu wieków począwszy od Apostoła Judy z Karjotu, odpadło od Chrystusa! Tak było, tak jest, tak będzie i w przyszłości, — a błogosławiony, który się tern nie zgorszy i przy Chrystusie wytrwa!

Strzeżmy tedy wiary i wzmacniajmy ją w sobie tą drogą, którą dziś wskazałem; pogłębiając swoje religijne wiadomości, tłumiąc niskie żądze, pełniąc religijne praktyki.

Jeśli zaś kto stracił wiarę, lub bliski jest tego, niech nie wini za to Boga, tylko siebie; taki niech zacznie codzień szczerze się modlić, co niedziela chodzić na nauki; a przedewszystkiem niech coprędzej oczyści się przez spowiedź, a światło wiary zabłyśnie mu jaśniej; niech tylko z ust wyjdzie pokorne „spowiadam się”, a „Wierzę” samo z serca wypłynie!

Amen.

Ks. Kazimierz Naskrecki, Dekalog Krotkie Nauki o Przykazaniach Warszawa 1937

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s