26 lutego, Ś. Julian męcz. – Żywoty Świętych, Na Każdy Dzień Przez Cały Rok, Ks. Piotr Skarga

Żywot Ś. Juljana Męczennika i Towarzyszy Jego, który szeroko wypisany jest od Symeona Metafrasta. — Żyli około roku Pańskiego 306.

Basilissa_Julian
Święci: Julian i Bazylissa oraz Kelsos i Marcjanilla pędzla Pompeo Batoni.

Juljan ś., z młodości będąc bogatych rodziców antiocheńskich jedyny syn, w czystości się panieńskiej rozmiłował, którą sobie do innych cnót wielkich jako fundament założywszy, w bojaźni Bożej i w mądrości nauk świeckich i Pisma ś. wielki pochop brał. Gdy miał lat ośmnaście, upominali go rodzice, aby żonę wziął, żeby się potomstwem jego cieszyć mogli. Wymawiał się długo (ślubu swego, który był P. Bogu uczynił, nie objawiając), aż gdy mu bardzo z innymi przyjaciółmi przykrzy byli, z rady i z natchnienia Ducha Ś. obiecał im ożenić się, z tą nadzieją, iż mu P. Bóg taką miał dać małżonkę, z którąby czystości nie stracił a swemu ślubowi dosyć uczynił. Tedy ze sprawy Bożej zmówiona zań jest niejaka zacna, a jemu bogactwami i rodzajem równa, także i u rodziców jedynaczka Bazylisa, którą gdy na swój pokój wprowadził, uczuła w zimie tak dziwną w komorze lilji i róż i innych niewymownych wonności kochanie, iż spytać małżonka musiała, coby to było tak dziwnego, co w niej i chęci do wszystkiej cielesności gasiło.On zatem czując dar Boży w niej, radzić jej czystość wieczną począł, mieniąc iż to jest wonność czystości panieńskiej, którą się używaniem małżeństwa traci. I łacno serce jej już od Boga sprawione ku temu przywiódł, za co oboje na ziemię upadłszy, Panu Bogu dziękowali, i tam łaską Bożą dziwną posileni i o dokonaniu upewnieni byli. Ale skarb ten taili, samemu tylko Bogu i aniołom Jego chcąc być z tem wiadomi, wszakże się to taić potem nie mogło. Oboje się na to zmówili i Duchem Ś. zgodzili, aby się o ludzkie zbawienie starali, i dlatego osobno mieszkać poczęli, Bazylisa panienki i białogłowy, a Juljanus młodzieńców i mężczyzn Panu Bogu pozyskując. Nakoniec, jako byli ludzie majętności wielkiej, dwa klasztory zbudowali, jeden panieński a drugi męski; i poszczęścił im tak Pan Bóg za czasem, iż Juljanus był ojcem dziesięciu tysięcy ludzi, którzy jego uczniami będąc, żywot jego zakonny naśladowali — domy, ojców, majętności, oblubieńców opuszczając, na sławę jego, do tej ciasnej uliczki biegli, zbawienie swoje pod jego rządem pozyskując. Tak on wiek był szczęśliwy i w cnotę a miłość Bożą urodzajny.

Z drugiej strony, Bazylisa niemniej się też obłowiła, bo tak się klasztor jej napełnił, iż tysiąc panienek w dziewictwie Bogu pozyskała. A gdy nastało ono okrutne prześladowanie Dioklecjana i Maksymina, kościelną i pospolitą nędzą zafrasowane one panienki, za radą starszej swej Bazylisy prosiły P. Boga i swego Oblubieńca Jezusa, aby je do królestwa swego wziąć raczył. I miała Bazylisa objawienie, iż tak być miało. I w krótkim czasie wszystkie pomarły i na wesele swego Oblubieńca poszły. Została sama Bazylisa, której się potem wszystkie w widzeniu ukazały w jasnych i pięknych szatach, jej też prędkie z niemi towarzystwa użycie opowiadając. Pójdź, mówiły, matko nasza, oddaj nas Temu, któremuś nas poślubiła, abyśmy społem Pana i Króla naszego bez końca w tej radości wielbiły. I tak się stało; modląc się w kilka dni po tem widzeniu, skonała.

W ten czas w Antjochji, gdzie się to działo, wielkie morderstwo nad chrześcijanami czynił starosta Marcjanus z żoną swoją i synem. I gdy się dowiedział o Juljanie, wiedząc iż był zacnego ojca syn, posłał do niego, aby rozkazaniem cesarskiem nie gardził, a bogom ofiarę czynił. W domu jego zebrało się było wielu bardzo kapłanów i diakonów, którzy miłując Pana Jezusa, śmierci i korony męczeńskiej czekali. Oni wszyscy jednem sercem przez Juljana odpowiedź dali, iż mają Pana innego na niebie, który im tego czynić zakazał, aby Jemu samemu ofiarę czynili, a bałwanami i djabłami się brzydzili. To gdy odniósł poseł do Marcjana, wszystkich onych biskupów, kapłanów i diakonów spalić zaraz i z domem, a samego Juljana stawić rozkazał. I tak uczyniono. Na onemże miejscu on święty poczet, ogniem przeczyszczony, koronę męczeńską odniósł. Na tem miejscu przez długi czas na godziny kościelne (jutrznię, nieszpór, tercję, sekstę, nonę) słyszana była dziwna muzyka i śpiewanie chwalących Boga, tak iż wiele chorych tam na tem miejscu, którzy na ten czas trafili a śpiewanie ono usłyszeli, zleczonych zostało.

Gdy Juljana stawiono Marcjanowi, dziwnemi go namowami używał, aby Chrystusa odstąpił. A gdy nic nie wyprosił, bić go kijami kazał; i w onem biciu kije się łamiąc, oko jednemu powinnemu starościnemu wybiły. I rzecze Juljanus: Posłuchaj mnie, starosto — zawezwij wszystkich swoich kapłanów, a rozkaż im, aby to oko zleczyli a moc bogów swoich pokazali; a jeśli oni nie zleczą, ja wnet mocą Boga mego Jezusa Chrystusa zleczę oko to, aby znał mały i wielki, iż potępione i pohańbione jest wasze w takiem bałwochwalstwie głupstwo.

Przestał na tem starosta i kazał wszystkim do jednego się kościoła zejść, a bogów o pokazanie mocy tej prosić. Lecz im powiedzieli czarci: Jako my, w ciemnościach siedząc, mamy kogo oświecić i wzrok jemu dać? I wnetże pięćdziesiąt bałwanów srebrnych i złotych na proch skruszone i starte zostały.

Tedy krzyknął Marcjan: O czarowniku, tak mocne są czary twoje, iżeś nam bogi nasze w proch obrócił? Ale obaczmy, jako obietnicy swej dosyć uczynisz. Tedy kazał polać Juljana ś. uryną, aby czary od niego odeszły, ale ona uryna w wonną się wódkę obróciła, gdy była na Świętego wylana. On tedy oko krzyżem ś. przeżegnawszy, zaraz zleczył. Ten cud widział Marcjan, przeć nie mógł, ale go czarom przyczytał. A on zleczony wołać począł: Jeden jest Bóg prawy, Chrystus, Temu się kłaniać ma każdy i Jego chwalić. Co gdy mówił, ściąć go starosta kazał.

A Juljana jeszcze męcząc, kazał po rynku i wszystkich ulicach wodzić i woźnemu wołać: Tak karać będą bogów naszych wzgardzicieli i cesarzowi nieposłusznych! A gdy przyszli z męczennikiem na miejsce, gdzie się syn starościn, nad którego innego nie miał, uczył, patrząc na męczennika on młodzieniec, rzekł do towarzyszy: Dziwną rzecz widzę około tego chrześcijanina, którego wiodą żołnierze: wojsko jakieś białe, jedni mu złotą koronę na głowę kładą, drudzy mu służą. Słuszna rzecz w takiego Boga wierzyć, który tak umie bronić i ozdabiać sługi swoje. I to mówiąc, do ś. Juljana pobieżał, wołając: Wielki jest Bóg chrześcijański, ja z tobą weń wierzę, i z tobą dla Niego wszystkim światem wzgardzić i umrzeć sobie obieram, a ojca się swego, takiego okrutnika ludzi dobrych, przę i odstępuję. Gdy tę staroście o synie nowinę powiedziano, jako wosk od ognia, tak się serce jego smutkiem rozpłynęło. Każe syna porwać od ś. Juljana, ale Pan Bóg tak sprawił, iż kto rękę na to ściągnął, ból w ręce uczuł i skurczenie, iż się go nikt dotknąć nie śmiał. Obydwóch zaraz przed siebie przywieść kazał. Syna dziwnemi namowami, i sieroctwa swego przekładaniem, i macierzyńskiemi łzami od wiary ś. odwieść nie mógł. I nie wiedząc, co czynić z nimi, do cesarza o radę napisał, a tymczasem do smrodliwego i ciemnego więzienia wsadzić obu kazał, które gdy się im w wonność obróciło i jasność, dwudziestu żołnierzy i stróżów ich w Chrystusa uwierzyło. Juljanus sam kapłanem nie będąc, starał się, jakoby pochrzczeni być mogli. I tak mu się zdarzyło.

Był w Antjochji jeden bardzo zacny mieszczanin, pierwszy prawie w mieście. Na tego Dioklecjan, iż szedł z narodu cesarza Karyna, był wielce łaskaw; i dał mu był ten przywilej, aby wespołek z domem swym wiary chrześcijańskiej, którą bardzo mocno trzymał, wolnie i w pokoju używał. Ten z żoną swoją odumarł był siedmiu synów, prawych chrześcijańskiego wychowania dzieci. Ci tedy synowie mieli przy sobie kapłana Antonjusza, z którym gdy Juljana ś. i Celsa, syna tego starosty, nawiedzali, prosił, aby onych żołnierzy Antonjusz pochrzcił.

I tak uczynił. A synaczkowie oni, siedmiu braci, gdy patrzeli na Juljana i onego starościnego syna Celsa, wzięła ich chuć w więzieniu z nimi zostać, a także Chrystusowi ofiarę z krwi swej uczynić, chociaż im było wolno wierzyć jako chcieli, za onym ojcowskim przywilejem. Zdziwił się temu starosta, i namawiał ich, aby wyszli z więzienia. Ale namówić ich nie mógł, których sobie Chrystus jako niewinne baranki na ofiarę w młodych leciech poświęcił, aby na starość złość ich nie przemogła. Młodziuchne to były dziatki, a tak mężne i wielkie serca miały, miłością Chrystusową zapalone. Gdy Marcjanowi od cesarza listy przyniesiono, aby Juljana i Celsa ogniem spalił albo którą inną śmiercią zgubił, nagotowany był wielki ogień, w który gdy miał być syn jego wrzucon, patrzeć na to nie mogąc, innym miejsce swe zasadził. Ale oni dwaj w ogniu nic nie ucierpieli; wszystka ona tłusta materja zgorzała, a oni jako złoto zdrowo z ognia wyszli. Co bacząc Marcjonila, matka Celsa a żona starosty, w Chrystusa uwierzyła. Nakoniec wszystkich, i onych dwudziestu żołnierzy i siedmiu braci, i Antoniego kapłana, i żonę swoją i syna, i ś. Juljana, Marcjan mieczem ściąć kazał. I tak chwalebnie dokonali, i po dziwnych mękach wieczną koronę odnieśli, na cześć Bogu w Trójcy jedynemu, a ku przykładowi naszemu i pomocy z modlitw ich świętych za nami grzesznymi. Amen.

Obrok duchowny

1. Nie narzekaj czysty, powściągliwy stanie, iż potomstwa cielesnego nie masz. Nie mów: źle żyje, przez kogo drugi nie żyje. Patrz, iż panieństwo płodniejsze jest daleko, niźli małżeństwo. Częstokroć małżeństwo, niepłodnością zdjęte, frasunek ma z osierocenia swego, a stan duchowny czysty zawżdy rodzić może, i ludzi przykładem, nauką, ćwiczeniem Bogu pozyskiwać. I jako mówi Apostoł: Jam was urodził przez ewangelję. Żadne małżeństwo sta dziatek mieć i urodzić nie może, a dziewictwo dziesięć tysięcy synów temu Juljanowi urodziło, i tysiąc panienek u tej Bazylisy powiło. Małżeństwo drugdy złe bardzo i szkodliwe dzieci, i Bogu ku zelżywości i ku skazie rzeczypospolitej i bliźniego, rodzi; a powściągliwy i bogomyślny żywot zawżdy dobrych synów ma, i ze złych dobrych czyni, i ku czci Panu Bogu i pożytkowi bliźniego. Małżeństwo drugdy światu, a dziewictwo Bogu zawżdy płód swój wypuszcza, nasienie żywota swego świątobliwego i nauki swej zostawując w miłem potomstwie swojem duchownem. O, jako wiele święty Benedykt, Dominik, Franciszek, Augustyn, Bazyljusz, synów czystości, — i Klara, Brygida, Cecylja, córek w Bogu narodzili, i po dziś dzień, jako Pismo mówi, z nasienia ich wszystko dobre trwa, święte dziedzictwo wnukowie ich, w testamencie stoi nasienie ich, i synowie ich dla nich trwają na wieki.

2. Patrz, jako rozmaicie Pan Bóg do siebie ludzi przyciąga. Bazylisę dziwną wonnością czystości, Celsa widzeniem aniołów, siedmiu tych braci przykładem innych przywabił. O dziwne młode serca, jako się w Bogu rozmiłowały, w dobrowolnem więzieniu za Chrystusa zostając; a przywileju odstępując, wolą więzienie Chrystusowe, niźli największe na świecie królestwo i wolność. Tak i Mojżesz wolał być z ludem Bożym niewolnikiem, niźli z grzeszniki Egipcjany synem królewskim.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s