2 marca, Ś. Teodor Męcz. – Żywoty Świętych, Na Każdy Dzień Przez Cały Rok, Ks. Piotr Skarga

Męczeństwo Ś. Teodora Hetmana położone u Metafrasta, ale jest pisane od Augura, jego pisarza, który sam byt żywym świadkiem. — Żył około roku Pańskiego 311.

Licynjusz, zięć Wielkiego Konstantyna cesarza, wschodnim państwom po onym okrutnym Maksyminie sam jeszcze okrutniejszy rozkazował, i wiarę świętą chrześcijańską wywrócić a zburzyć próżno chciał, i wielkie na sługi Boże wzruszył prześladowanie. A iż takich wiele zabijać się, gubić i męczyć dopuściło, z wszystkich stanów i lat, że się o spustoszenie miast i ziemi bali oni okrutnicy, postanowił sobie nie wszystkich chrześcijan, ale tylko przedniejszych gubić. Między innymi był bardzo sławny rotmistrz i hetman w wojsku rzymskiem, na imię Teodorus, urodziwy wielce i mężny i bogaty, a domu zacnego, nauczony i wymowny, a nadewszystko dobry bardzo chrześcijanin i bogobojny sługa Boży. Ten mało przedtem swoją wielką wiarę i męstwo pokazał nad okrutnym smokiem, który był w jego się ojczyźnie Euchaicie ukazał w skałach, tak wielki, iż gdy się ruszył, ziemia pod nim drżała, a kamienie się kruszyły. Gdy wychodził na drogi, kogo jedno spotkał, pożerał, bydło i ludzi. O tem gdy się dowiedział ten mocny mąż a sługa Chrystusów, jechał na wyzwolenie ojczyzny swojej, nie swemu męstwu, ale Chrystusowej sile i wierze swej w Pana swego dufając, i na to miejsce przyszedł, gdzie smok on wychodził, konia swego z sobą mając.

Prosili go ludzie inni, aby z onego miejsca uciekał, a on się w modlitwie poruczał P. Bogu, mówiąc: Panie Jezu Chryste, daj mi moc nad tą bestją, która jest ludzką zgubą; Tyś usta lwom w jamie Danielowej związał, wspomóż mię godziny tej. A do konia się swego obróciwszy, rzecze: Bóg mój i bestjami władnie — nie bój się koniu mój, a pomóż mi do zwycięstwa mocą Tego, który cię stworzył. A koń uszy nastawiwszy, czekał, rychłoli wynijdzie smok, którego wzywać ś. Teodor począł, mówiąc: W imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, wynijdź sam. Gdy się ruszać smok począł, a ziemia drżała, Teodor ś. przeżegnawszy się, na koń wsiądzie, — i gdy na oko smoka ujrzy, konia zewrze, a koń na smoka wskoczył wszystkiemi nogami i przycisnął go do ziemi, a tymczasem głowę mu ściął Teodor i podziękował Panu Bogu.

Na ten cud wiele ludzi pogańskich chrzest święty wzięło, w tego Boga wierząc, który takie zwycięstwo dał Teodorowi. To słysząc Licynjusz, z Nikomedji posłał do niego niemały poczet żołnierzy aż do Heraklji, blisko morza Czarnego, gdzie na ten czas ś. Teodor przemieszkiwał, aby go uczciwie do niego przywiedli. I powiedzieli mu: iż cesarz pragnie widzieć osobę twoją. Ś. Teodor poznał chytrość Licynjusza, iż go o wiarę chrześcijańską stracić chciał, i słowy cudnemi onych posłańców odprawując, kilka dni ich przy sobie zatrzymał; nakoniec część ich odesłał do Licynjusza z tem, aby sam cesarz nie lenił się przyjechać, nabrawszy bogów swoich z sobą, żebych przy jego obecności na owem miejscu sam ofiarę im czynił. Rzecz się to zdała cesarzowi nieprzystojna tam jechać, ale gdy mu powiedzieli o zacności i wielkich cnotach i męstwie tego Teodora, mieniąc iż jeśli on bogi uczci, wiele innych chrześcijan za sobą od Chrystusa odwiedzie, jechał do Heraklji, mając z sobą przeszło ośm tysięcy ludzi.

Tej nocy, po której nazajutrz wjechać miał w miasto, widział ś. Teodorus przez sen, iż był gdzieś na wysokim domu, a ogniste nań strzały leciały, a głos z nieba do niego: Nie bój się Teodorze, jam z tobą. Skoro się ocknął, tak to wykładał, iż miał męczeństwo dla Chrystusa podjąć; i był temu bardzo rad, i modlił się Panu Bogu z płaczem, mówiąc: Bądźże ze mną, Panie, w tej wojnie, na której będę dla Ciebie. A skoro mu powiedzą, iż już Licynjusz blisko miasta, umywszy oczy, oblókł się w kosztowne szaty, wsiadł na konia dardańskiego, ze wszech najlepszego, zajechał i spotkał cesarza, i pozdrowił. Cesarz go z wielką ochotą przyjął i całował, i tak witał: Uroda twoja sama cię królem czyni, po mnie być cesarzem godzieneś.

Potem gdy cesarz zasiadł miejsce swoje, mówiąc wiele, rzekł nakoniec do Teodora: Proszę cię, uczcij bogi moje dnia dzisiejszego, ofiarę im czyniąc. A on rzekł: Każ bogi swe przedniejsze do mej komory znosić, iż je okadzę i w domu je uczczę, a potem do ciebie je przyniósłszy, przy tobie ofiarę im uczynię. Był temu rad cesarz, przyniesiono je do Teodora. A on zamknąwszy się z niemi, wszystkie pokołatał, porozbijał, i ono złoto i srebro, z którego były uczynione, ubogim porozdawał. Po dwóch dniach upomina się cesarz obietnicy. Pokaż, powiada, chuć twoją ku bogom, żeby się z ciebie drudzy budowali. I wyrwie się jeden jego dworzanin, Maksencjusz, i rzecze: Wczorajem widział naszej wielkiej bogini Diany rękę u jednego żebraka; wierzże mi cesarzu, iż cię ten Teodor oszukał. A Teodor rzecze: Jako Chrystus Bóg mój jest, tak to prawda, co mówi Maksencjusz. Jakoż wam pomoc dać mogą, a same się z moich rąk wybawić nie mogły? Tedy prawie zdumiałym zostanie cesarz, i twarz od gniewu mieniąc, rzecze: Przy tak wielu ludziach śmiał się z cesarza naśmiać i żarty ze mnie stroić? Co mam czynić z tym złym człowiekiem, dla któregom tu przyjechał, czcząc go w tem, a on mnie tak nie uczcił? A Teodorus ś. rzecze: Gniewasz się i szemrzesz, cesarzu, ale ja ryczę; i ty z Bogiem walczysz, a ja o Bogu mówię; ty Mu bluźnisz, a ja Go chwalę; ty umarłym służysz, a ja żywego Boga mam; tyś jest wąglik z Tracji, a jam jest rzymskim książęciem; tyś Licynjusz, to jest wiejadło, a ja Teodorus, to jest dar Boży. Nie gniewaj się, cesarzu, bo sam swoją nieukę pokazujesz, a osiowi i mułowi podobny jesteś. Tedy Licynjusz bardzo zapalony, porwać ś. Teodora, i zwlókłszy go, żyłami wołowemi bić, i sześćset plag na grzbiecie a pięćset na brzuchu zadać mu kazał. I potem go bez użalenia bić ołowianemi basałykami, i ku temu kopytami żelaznemi targać, i blachami rozpalonemi rany jego palić, i skorupami spiekłą krew ocierać kazał. To nad nim czyniwszy, na pięć go dni głodem tak bez żadnego opatrzenia do więzienia schowano. Po pięciu dniach na krzyż go przybito, i przybili mu ręce i nogi, i miejsca tajemne przebodli; a nadto, do tak przykuwanego w oczy mu strzelać kazali, a drudzy członki jego poprzecz rzezali. A ja, pisarz jego Augurus, na tom patrzał, a widząc ciężkie męki jego i wzdychania, płakałem u nóg jego, a on mi pomału rzecze: Pisarzu, czyń swój urząd, pisz co widzisz i to zejście moje. Potem wołał, mówiąc: Panie, obiecałeś mi, rzekąc: będę z tobą — czemużeś mię teraz opuścił? Widzisz, miły Panie, zwierz i bestje leśne poraniły mię, dla Ciebie wystrzelali źrenice oczu moich, ciało rozpuścili ogniem, zęby wybito, sina twarz i kości wysuszone na tym krzyżu. Pomnij, iż dla Ciebie na tem drzewie zawisłem, przez ogień, żelaza i gwoździe przeszedłem; proszę, weźmij ducha mego, a czyń z nim co raczysz, boć ja już umieram. Zatem mowę zamknął, a ciało jego wszystko jako rzeszoto skłóte i zdrapane było. Wszyscy rozumieli, iż umarł, i tak go odeszli na krzyżu.

A w pierwsze sny w nocy zstąpił anioł Boży i zdjął go z drzewa i z gwoździ, i uczynił go zdrowym i całym na wszystkiem, tak jako pierwej. I uzdrowiwszy, rzecze: Bądź dobrej myśli a umacniaj się w mądrości i łasce Bożej; oto Pan z tobą, a czemużeś mówił: opuścił mię, i odszedł ode mnie? I widząc się bardzo zdrowym, dziękował P. Bogu swemu i z weselem chwałę Jemu śpiewał: Wychwalać Cię i podwyższać, Królu mój i Boże mój, i wielbić imię Twoje będę na wieki wieków.

Licynjusz okrutny, niźli dzień przyszedł, ciało Teodora przynieść do siebie kazał, i posłał dwóch dziesiętników, Antjocba i Patrycjusza, chcąc je dla chrześcijan w morze w skrzyni ołowianej wrzucić. Przyjdą, krzyż ujrzą, a na nim ciała nie znajdą. I rzecze Antjochus: Toćby prawie po galilejsku, którzy mówią, iż Chrystus ukrzyżowany zmartwychwstał, — alboć i tego dziś wskrzesił? A idąc dalej, ujrzą go siedzącego zdrowego i śpiewającego chwałę Panu Bogu. I wnetże zawoła Patrycjusz: Wielki Bóg chrześcijański, a niemasz innego nadeń. I obaj bliżej przystąpiwszy, rzeką: Prosimy, przyjmij nas w towarzystwo od tej godziny, i my chrześcijanami już jesteśmy. I uwierzyło z nimi ośmdziesięciu innych żołnierzy. Dowie się Licynjusz, i pośle trzystu żołnierzy innych, aby onych wierzących pobili. Gdy do nich przyszli a obaczyli zdrowego Teodora, a on ich naucza, i oni też trzystu uwierzyli. I potem bez liczby się ludzi naszło, i krzyknęli wszyscy: Jeden Bóg chrześcijański, a innego niemasz. I wołali: A co to za oprawca Licynjusz? Uderzmy nań kamieniami; mamy Króla i Boga Chrystusa, którego Teodorus opowiada.

Tedy pocznie być wielkie zamieszanie. I jeden ze strony Licynjusza, Leander, chciał mieczem ś. Teodora przebić, a prokonsul, to jest pierwszy pan po cesarzu, obronił go i Leandra zabił, a jego zaś drugi, Merpas, zabił. Tedy ś. Teodor wołając na nich, ledwie ich uspokoił, mówiąc: Bracia najmilsi, Chrystus nasz ukrzyżowan jest, mścić się zakazał, a cierpliwość nam swoją zalecił. Tak bez liczby ludzi uwierzyło w Jezusa Chrystusa, a Teodorus cuda wielkie czynił, jednem dotykaniem ręki swej leczył niemoce i djabłów wyganiał. Powiedzą Licynjuszowi, iż już lud wszystek przez tego Teodora w Boga uwierzył. A on przedsię jako jadowity pies posłał oprawcę, aby głowę Teodorową ściąwszy, przynieśli. Wszystek go lud bronić chciał, ale ś. Teodor długą rzecz do nich uczynił, oznajmując im powołanie chrześcijańskie do cierpliwości, a żeby Licynjuszowi za złe nie mieli, ponieważ jest sługą ojca swego djabła; a mnie, powiada, do korony u Boga naznaczonej kwapić się przez śmierć taką i Pana mego naśladować potrzeba. I uczyniwszy modlitwę, a swoich miłych towarzyszy i owce w Bogu pozyskane pożegnawszy, i pisarzowi swemu o ciele swem, gdzie miało leżeć, poleciwszy, szyję swoją pod miecz ściągnął. I tak dokonał, królując z naszym P. Jezusem Chrystusem, którego jest państwo na wieki. Amen.

Obrok duchowny.

1. Nie dziwujmy się, iż ten człowiek tak ostro mówi. Żołnierz jest, a żołd Chrystusów zaczął, umrzeć chce zań, o świat i pany nie dba, chciało mu się nielada męczeństwa, i był pewien wytrwania z onego objawienia; ostro chciał cierpieć, przeto ostro mówił o Boga swego, nie z pychy, ale z dufności i z męstwa w Bogu swym. Napisano też: Odpowiadaj głupiemu wedle głupstwa jego.

2. Nigdy chrześcijanie i męczennicy na urząd się targać nie chcieli, ani się nań buntować radzili, choć się onym złym, niewiernym i niesprawiedliwym urzędnikom drugdy mocą odjąć i sprzeciwić mogli; czcili moc Bożą w najgorszych urzędnikach, wedle Apostoła. Aż gdy Pan Bóg dał urzędników, panów i cesarzy chrześcijańskich, dopiero na obronę wiary ś. miecza panowie używać poczęli, z porządnych urzędów swoich, im na to też od Boga danych, jako czynili machabejscy oni książęta i inni.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s