4 marca, św. Austreberta – Żywoty Świętych, Na Każdy Dzień Przez Cały Rok, Ks. Piotr Skarga

Żywot św. Austreberty panny, klasztoru Pauliaceńskiego pisany od człowieka zacnego, tegoż wieku żyjącego. — Żyła około roku Pańskiego 638.

Austreberta, w domu zacnym z ojca Badefryda Groffa, i matki Framehildy (która była rodzaju królów niemieckich, bogobojnych i wielkich jałmużników) urodzona, z młodości światem i jego rozkoszami marnemi gardzić, a Duchem Ś. napełniona, P. Boga i służby Jego pragnąć poczęła, więcej o klasztorze niźli o ubiorach albo świeckich a młodości pospolitych zabawach myśląc. Mając lat dziesięć, patrząc na twarz swoją w wodzie, ujrzała na głowie swej zasłonę zakonną, albo velum, które widzenie tak się jej serca chwyciło, iż od tego czasu wszystką myśl swoją do żywota czystego i służby Bożej obracała. Chcieli ją rodzice zamąż dać, ale ona innemu mężowi przystając, sercem zupełnem, z płaczem prosiła Pana Boga, aby jej to ziścił, co jej był jako przez cień w onej wodzie ukazał. Słyszała podobno albo czytała pismo ono: Kto tylko słowa Bożego słucha, a nie czyni, podobny jest temu, który na twarz swoją w zwierciadle patrzy; ujrzał ją, ale wnet jaka jest, odszedłszy zapomniał. Nie chciała ta zapomnieć tego, co oglądając się widziała, ale wnet skutkiem wypełnić uprzejmie pragnęła. Już rodzice zmówili ją zamąż, i upominki zmowne z obu stron pobrane, i dzień wesela małżeńskiego naznaczony był, a ona w wielkiej trwodze została. Smucąc się, a nie wiedząc co innego czynić, tajemnie, Bogu się poruczywszy, uszła, brata maluczkiego rodzonego z sobą wziąwszy, i bieżała do swego biskupa tarnańskiego Audomara. A iż przez most jeden u rzeki Kwancji przebyć miała, gdy na to miejsce przyszła, ujrzy, a oto rzeka wezbrała, a woda wyższa mostu, przechodu wszystkim idącym nie dopuści. Panna Boża, pomnąc, z czem szła i w czyjej obronie, przeżegnawszy się, szła w wodę i innym za sobą iść kazała. I tak wielkim cudem mocy Bożej prawie po wodzie chodząc, z innymi, którzy za nią szli, przebywszy rzekę, do onego biskupa przyszła. I przezeń Panu Bogu oddana i poświęcona jest, i ono velum albo zasłonę zakonną na wieczną czystość swoją, której pragnęła, z weselem odniosła. Biskup potem łacno jej rodziców bogobojnych przejednał, do których potem panienka przyszła, i z wielką pociechą ich do klasztoru, Porkus nazwanego, oddana jest.

Tam cnotom doskonałym przyuczając się, a codzień większy w nich postępek biorąc, pokorę a posłuszeństwo za fundament duchownemu budowaniu kładła. Miała się ze wszystkich najlichszą i grzeszniejszą, każdej siostrze służyć, każdej się ukorzyć umiała. Kazano jej czasu jednego, wedle zwyczaju zakonnego, chleb piec; gdy kolej na nią przyszła, małą tylko dzieweczkę przy sobie ku pomocy miała, która jej była wychowanką, i to dziś jeszcze o niej powiada. Piekąc tedy chleb, gdy już piec wygorzał, i węgle się wygarnęły, gdy ostatek już wyczyścić było trzeba a chleb kłaść, trafiło się, iż się pomiotło zapaliło i wszystko zgorzało; a ona rękoma klasnąwszy, westchnęła, mówiąc: Ach, mnie co czynić, chleb się skazi. I prędko drzwi zawarłszy, aby nikt nie widział, w piec wlazła sama i swojemi go rękawami wyczyściła. A włos jej jeden nie ugorzał, i na sukni ognia nic znać nie było; i tak chleb spiekła i posługę powinną uczyniła. Co gdy z prostoty przed jednym duchownym powiedziała, obaczył cud on w niej człowiek baczny, i wielką jej świątobliwość, którą przed nią tając, niejako fukać począł: Nie czyń tego, powiada, drugi raz, córko, abyś od czarta skuszona nie była.

Potem za starszą tego klasztoru obrana była, długo szczęśliwie panienki w nim sprawując, i one P. Bogu przykładem i nauką swoją pozyskując, do innego klasztoru z rozkazania starszych swoich za starszą przeniesiona była, z takiej przyczyny: Jeden zacny i możny człowiek Amelbertus niejaki, córkę swoją, Aureą imieniem, Panu Bogu na czysty żywot oddając, na swym gruncie w Pauliaku klasztor panieński zbudował dla córki swej, i nadał. Do tego ś. Austreberta od starszych swoich przyzwana jest, aby on nowy klasztor nauką i przykłady swemi i zwyczajami zakonnemi ufundowała, co ona z wielką chęcią czyniła. Lecz z poduszczenia czartowskiego inne zakonne panny, którym się srogą być zdała, bardzo ją źle do onego Amelberta fundatora odniosły i niesprawiedliwie obżałowały. A on jako człowiek gniewliwy a nieludzki, przyzwawszy ją a sprawy jej nie wysłuchawszy, fukać na nią i grozić jej tak bardzo pocznie, iż się do miecza na nią potargnie. A ona rozumiejąc, iż czas męczeństwa jej, do którego zawżdy ochotną była, przyszedł, zdjąwszy subtelne a święte głowy swej pokrycie, i na szyję spuściwszy, nie niewieściem sercem męstwo swe w rzeczach Boskich pokazując, szyję ku ścięciu nastawiła. Lecz Amelbertus jako wryty stanął, dziwując się takiej mężności, jakiej w wielu mężach nie doznał. I zlęknąwszy się, miecz porzucił. By się była ta za onych okrutników i wylewców krwi chrześcijańskiej urodziła, rozumiej, jakoby była na męczeństwo za Chrystusa bieżała, której i ogień, jako onym dziatkom w piecu babilońskim, straszny nie był.

Sprawowała on klasztor z wielką miłością ku siostrom, w czystem sercu, w prostocie umysłu, w cierpliwości i znoszeniu człowieczych w siostrach swoich nieudolności, i w wielkim przykładzie wszystkiej bogomyślności i żywota świętego. Czytaniem, całej nocy modlitwami, postami i pokornemi posługami zabawiała życie swoje i w to inne wprawowała. W doległościach cierpliwa i w pokusach dziwnie Bogu ufająca była. W poście trzykroć tylko w tydzień, okrom niedzieli, jadła. Nikt z nią gadać nie mógł, żeby z jej rozmowy zmiękczony nie odszedł ku lepszemu. Siostrze jednej ból wielki przypadł, iż jej twarz spuchnęła, tak, iż jednego oka widać nie było. A ona, skoro się twarzy jej ręką swoją dotknęła, wnetże ból przestał, a uzdrowiona była.

Roku jednego wstąpiwszy w post, w nocy siostra jedna śpiąc, głos usłyszy: Wstań prędko, idź do starszej, aby wstała a siostry na służbę Bożą pobudziła. A ona snem zdjęta, nie wstała. Drugi raz także usłyszy: Wstań, powiedz starszej, iż już czas do służby Bożej. A przedsię nie wstała. Aż trzeci raz z fukiem na nią zawoła: Już ci trzeci raz mówię, a ty nie chcesz wstać? Idź rychło, powiedz starszej, aby siostry do służby Bożej wzbudziła. Ona się przelęknąwszy, porwie i bieży do starszej; znajdzie ją już w kościele czującą, powie jej oną rzecz, wszystka drżąc. Tedy wnet zadzwonią, i bardzo się prędko wszystkie zejdą, tak iż żadna nie została na łożnicy. I dziwuje się starsza, iż tak prędko i wszystkie zaraz wstały, co się nigdy tak nie trafiło. Nie zostało na łożnicy, jeno dwie małe dzieweczki. Zaczną jutrznię, ledwie pierwszy Psalm poczynają, a u łożnic się mur obalił, i wielki grom i trzask, że się ziemia trzęsła, uczynił. Zlękły się wszystkie onego gromu i umilkły, i poczęły wychodzić, a święta Austreberta zakaże, aby żadna nie wychodziła. I wróciły się wszystkie do zaczętego śpiewania i modlitwy. Wynijdzie sama, krzyżem się świętym przeżegnawszy, dowie się, iż się u łożnic mury obaliły. Dziękuje P. Bogu, iż siostry sam wyprowadzić raczył, a o one dwie dzieweczki frasować się pocznie. Jęli ich szukać i znaleźli obydwie z łaski Bożej zdrowe: jedną pod stołem między upadłemi murami, a drugą w oknie ściany tej, która była cała została. Kto je tam posadził i jako, tego nikt powiedzieć nie umiał, ani się domyśleć nie mógł. Jedna siostra, powinowata onych dzieweczek, nad rozkazanie z kościoła wyszła, i szukając po onych rozwalinach dzieweczek, znowu na nią część muru upadła i wiele w niej kości połamała, iż ją ledwie żywą na płachcie wynieśli. Święta Austreberta nawiedzając ją, olejem żegnanym pomazała i cudownie ją zleczyła.

Koniec swój i dzień śmierci wiedziała. Przeto dnia tego, gdy przeniesiona być do wiecznej radości miała, wezwawszy siostry, upominała je do pokory, wspólnej miłości i statecznego w zakonie świętym wytrwania. A gdy one płacząc nad nią, litanję mówiły, bacząc konanie jej, jako ze snu rzecze do nich: Słuchajcie a milczcie, — nie widzicie, jako wdzięczna a dziwna procesja przyszła? Tych Świętych, którycheście mianowały, wielka liczba tu jest. I to mówiąc, oddała ducha Panu Bogu w samą niedzielę wielkanocną na świtaniu. Cudami i po śmierci wsławił ją Pan Bóg na cześć swoją i wieczną chwałę. Amen.

Obrok duchowny.

1. Przypatrz się, jaką obronę aniołów swoich ma Pan Bóg nad sługami swymi, którzy się służbą świętą Jego bawią. Właśnie jako Lota, tak te panienki wywiódł, gdy się komórki ich z murem zawalić miały. Prawie się ziściło, co Pan Bóg swym obiecał: Postawiłem stróżów na murach twoich.

2. Widzisz i kaźń nieposłuszeństwa, gdy ta jedna wyszła nad rozkazanie starszej, jako nie uszła pomsty Bożej. Mniemała nędzna, aby ten P. Bóg, który obmyślił obronę jej samej, o onych też niewinnych dziateczkach myśleć i zdrowia ich opatrzyć nie miał. A oto o nas i o rzeczach naszych lepiej Pan Bóg radzi, niźli my chcemy i umiemy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s