Jurysdykcja uzupełniona. Ecclesia supplet (fragmenty).

ks. Paweł Pałka „Uzupełnienie jurysdykcji w Prawie kanonicznem”, Lublin 1936

Do ważnego wykonania aktu władzy jurysdykcyjnej, ze strony działającego wymagane jest posiadanie władzy jurysdykcyjnej zwyczajnej lub delegowanej. Stąd też brak tej władzy w ministrze powoduje nieważność aktów władzy publicznej przez niego wykonanych. Brak zaś władzy jurysdykcyjnej może pochodzić z różnych przyczyn. Nie posiada jej ktoś, gdyż:

a) albo jej nigdy nie otrzymał, np. kapłan nowowyświęcony nie otrzymał jeszcze jurysdykcji do słuchania spowiedzi;

b) albo otrzymał ją wprawdzie niegdyś, lecz ją utracił dla jakichkolwiek powodów, np. przez odwołanie, utratę beneficjum czy urzędu, popadnięcie w kary powodujące utratę jurysdykcji;

c) albo wreszcie otrzymał jurysdykcję z pewnymi ograniczeniami, a do tych ograniczeń się nie stosuje. Takie ograniczenia mogą dotyczyć na przykład miejsca wykonania aktów władzy jurysdykcyjnej, osób, które mogą z niej korzystać lub ilości wypadków, do wykonania których jurysdykcja została udzielona.

W praktyce zdarzyć się może, iż wykonywujący jakiś akt władzy jurysdykcyjnej, mniejsza o to w dobrej czy złej wierze, wykonuje go nieważnie; nieważnie jedynie dlatego, iż nie posiada odpowiedniej władzy dla jednej z trzech racji wyżej wzmiankowanych. Akt zaś nieważny nie ma żadnego znaczenia zarówno wobec społeczności kościelnej, jak i wobec Boga.

Zrozumiałe jest, iż skutki takiego stanu rzeczy mogą być bardzo dotkliwe nie tylko dla jednostki, lecz także dla wielu, a w pewnych wypadkach nawet dla całej zainteresowanej społeczności.

Gdy zważy się i to, że nie zawsze ten brak jurysdykcji może być zaraz wykryty przez wiernych, a czasem nawet przez samego ministra, wówczas widzi się, iż dobro ogółu, dobro powszechne wiernych, może wiele ucierpieć. Co więcej, nieważność aktów w tych wypadkach może być przyczyną złych następstw nawet dla samego Kościoła, a mianowicie nieufności do jego ministrów, licznych zgorszeń lub niepokojów z chwilą, gdyby dowiedziano się o nieważności wykonanych aktów.

Dlatego też Kościół, jako dobra matka, w pewnych wypadkach zapobiega tym stratom, gdyż uznaje za ważne nawet takie akty władzy jurysdykcyjnej, które zostały wykonane bez uprzednio udzielonej jurysdykcji. Czyni to Kościół jedynie dla dobra powszechnego i w warunkach z góry ściśle określonych . Akt w tych okolicznościach wykonany jest ważny, gdyż w chwili wykonania aktu prawo powszechne udziela ministrowi potrzebnej jurysdykcji. Takie właśnie udzielenie władzy jurysdykcji przez samo prawo w chwili wykonywania aktu, i tylko dla tego aktu, a mające na cela dobro powszechne, znane jest wśród kanonistów pod mianem uzupełnienia jurysdykcyjnej kościelnej. Jest to więc jak autorowie się wyrażają, nadzwyczajny sposób udzielenia jurysdykcji ministrowi do wykonania pewnego akta . Sama zaś jurysdykcja w ten sposób udzielona znana jest wśród kanonistów i teologów pod mianem jurysdykcji uzupełnionej (jurisdictio suppleta).

Jaki jest stosunek jurysdykcji uzupełnionej do jurysdykcji zwyczajnej i delegowanej?

a) Podział jurysdykcji kościelnej na zwyczajną i delegowaną jest wyczerpujący (adaequata divisio), a stąd pośredniej jakiejś jurysdykcji, która by nie była ani zwyczajną, ani delegowaną, nie da się wyróżnić.

b) Kodeks nigdzie nie przeciwstawia jurysdykcji uzupełnionej zasadniczemu podziałowi, czyli jurysdykcji zwyczajnej i delegowanej, natomiast upoważnia nas do przeciwnego wniosku. Mianowicie, w księdze drugiej Kodeksu Prawa Kanonicznego w tytule piątym prawodawca używa ogólnego napisu: De potestate ordinaria et delegata. Napis ten w tytule piątym odnosi się do wszystkich kanonów tego tytułu, a więc i do kanonu 209, gdzie jest mowa o jurysdykcji uzupełnionej. Ten wzgląd upoważnia nas do twierdzenia, iż jurysdykcja uzupełniona nie może być czymś pośrednim między jurysdykcją zwyczajną i delegowaną, lecz ma być zaliczona do jednej z nich.

I winna być zaliczona do jurysdykcji delegowanej, gdyż uważać ją należy za jurysdykcję delegowaną z samego prawa w sposób nadzwyczajny. Ten właśnie nadzwyczajny sposób jej nadania wyróżnia ją od jurysdykcji delegowanej w zwykłych warunkach i jest przyczyną nadania jej specjalnej nazwy, mianowicie jurysdykcji uzupełnionej.

Cechą charakterystyczną jurysdykcji uzupełnionej, tak pojętej, jest nie tylko to, jak już wzmiankowane było wyżej, że otrzymuje się ją w samym akcie i to równocześnie z rozpoczęciem jego wykonywania, lecz również i to, że w momencie ukończenia czynności, związanych z wykonaniem samego aktu, kończy się także i jurysdykcja w ten sposób udzielona. Minister więc, wykonujący ważnie akt na mocy jurysdykcji uzupełnionej, po jego spełnieniu, znowu pozbawiony jest jurysdykcji, jak przed jego rozpoczęciem. Stąd też nie może on ważnie wykonać następnego aktu, nawet tego samego rodzaju co poprzedni, bez ponownego uzupełnienia brakującej władzy. Takie zaś ponowne uzupełnienie może powtarzać się tyle razy, ile razy dobro publiczne będzie tego wymagało, a warunki potrzebne zaistnieją.

Z powyższych wywodów widzimy jasno zasadniczą różnicę między jurysdykcją uzupełnioną, czyli delegowaną w sposób nadzwyczajny, a jurysdykcją zwyczajną i delegowaną w sposób zwykły. Minister bowiem, który wykonuje akt na mocy jurysdykcji zwyczajnej lub delegowanej w sposób zwykły, ma potrzebną jurysdykcję już przed rozpoczęciem aktu i zwykle nie traci jej bezpośrednio po jego ukończeniu. Tego zaś, jak to wyżej zaznaczone było, nie można powiedzieć o jurysdykcji uzupełnionej.

Zakres uzupełnienia jurysdykcji kościelnej.

Nieważność aktu prawnego jest spowodowana pominięciem istotnego wymogu, jaki, bądź to prawa naturalnego, bądź pozytywnego bożego, bądź też ludzkiego, wymagany jest do zaistnienia aktu. Gdy zważymy, że Kościół nie może nic stanowić przeciwko prawu naturalnemu lub pozytywnemu bożemu, to zrozumiałą stanie się rzeczą, iż nie może też uznać za ważne tych aktów, które byłyby wykonane z pominięciem istotnych wymogów prawa naturalnego lub pozytywnego bożego. Powtóre, nawet wtedy, gdy chodzi o wymogi jedynie z prawa kościelnego nie leży w interesie Kościoła, by ich pominięcie stale uzupełniał. Gdyby bowiem prawodawca czynił to zawsze, stałby nawet w sprzeczności z samym sobą, gdyż z jednej strony stanowiłby przepisy, a z drugiej strony nawet bez wystarczającej racji pozbawiałby ich skuteczności. Dlatego tez przy korzystaniu z zasady „supplet Ecclesia” trzeba zawsze zwracać uwagę na dwie rzeczy: 1. czy Kościół może uzupełnić brak, o jaki nam chodzi i 2. czy Kościół dany brak chce uzupełnić.

Kościół nie każdy brak chce uzupełnić.

Oprócz tych braków, których uzupełnienie przekracza kompetencję Kościoła, wszystkie inne, wynikłe z niezachowania wymogów prawa czysto kościelnego, w zasadzie zawsze mogą być uzupełnione przez najwyższego prawodawcę kościelnego, podobnie jak przepisy, wymagające zachowania tych wymogów, mogą być przez niego zmienione lub całkowicie zniesione. Zawsze trzeba jednak mieć to na uwadze, iż Kościół, od którego woli takie uzupełnienia jedynie zależą, de facto nie zawsze chce je uzupełniać. Słusznie przeto Capello o tym tak mówi: „Nie we wszystkich jednak wypadkach, w których Kościół może uzupełnić jurysdykcję, rzeczywiście uzupełnia, lecz tylko w tych, w których wyraził swoją wolę wyraźnie lub przynajmniej milcząco”.

W dwóch wypadkach, według ogólnie przyjętego zdania autorów przedkodeksowych, Kościół uzupełniał brak jurysdykcji w działającym:

a) w błędzie powszechnym połączonym z tytułem pozornym (error communis cum titulo colorato), a według niektórych nawet wtedy, gdy sam błąd powszechny bez tytułu pozornego miał miejsce;

b) w wątpliwości pozytywnej i prawdopodobnej.

Uzupełnienie to stosowane było zarówno do jurysdykcji zwyczajnej, jak i delegowanej, tak forum zewnętrznego, jak i wewnętrznego. Te dwa wypadki uzupełnienia brakującej jurysdykcji uznaje również Kodeks Prawa Kanonicznego, co wyraźnie zostało zaznaczone w kanonie 209: „In errore communi aut in dubio positivo et probabili sive juris sive facti, jurisdictionem supplet Ecclesia pro foro tum externo tum interno”. Przez wzmiankowany kanon Kościół jasno i wyraźnie objawił swoją wolę odnośnie do rodzaju braków, jakie chce uzupełniać, a mianowicie przedmiotem uzupełnienia ze strony Kościoła są braki władzy jurysdykcyjnej.

Pojęcie błędu.

Kodeks Prawa Kanonicznego kilkakrotnie w poszczególnych kanonach wspomina o błędzie, nigdzie jednak nie mówi o jego pojęciu. Stąd też dla ustalenia pojęcia błędu należy się uciec do filozofii. Filozofia błąd uważa za przeciwieństwo prawdy logicznej, którą określa w ten sposób: prawda jest zgodnością poznania z rzeczą poznawaną— adaequatio rei et intellectus. Wobec tego błąd (error) w znaczeniu filozoficznym jest określony jako niezgodność pomiędzy naszym poznaniem a przedmiotem — inadaequatio vel non conformitas intellectus cum re. Przy czym zarówno w pierwszym, jak i w drugim wypadku pod wyrazem „intellectus” rozumieć należy sąd naszego umysłu. Dlatego też błąd może być również określony w ten sposób: błąd jest to fałszywy sąd o jakiejś rzeczy powzięty bez wiadomości fałszu. Błąd tak pojęty różni się od niewiadomości (ignorantia), mimo, iż ma z nią pewne cechy wspólne.

Niewiadomość bowiem, zarówno w znaczeniu obszerniejszem (nescientia), jak i w znaczeniu ścisłym (ignorantia) oznacza brak wszelkiego poznania odnośnie do jakiejś rzeczy w podmiocie zdolnym do poznania tejże; brak tutaj nawet fałszywego poznania, jak to ma miejsce w błędzie. Jeżeli bowiem niewiadomość w znaczeniu ścisłym określimy jako brak należytego poznania, to przez niewiadomość w znaczeniu obszerniejszym rozumiemy brak wszelkiego poznania. Pospolicie przez niewiadomość rozumie się niewiadomość w znaczeniu ścisłym, a stąd i my w takim znaczeniu tego terminu będziemy tutaj używali.

Z tego co dotąd było powiedziane, widoczną jest różnica między błędem a niewiadomością. Różnica ta jest nie tylko myślna, lecz rzeczowa . Błąd bowiem jest sądem, aczkolwiek fałszywym, a jako sąd jest pozytywnym aktem umysłu ludzkiego, podczas gdy niewiadomość nie stanowi żadnego aktu poznania, gdyż jest brakiem wszelkiego poznania.

Błąd jest, jak słusznie zaznacza Wahl, psychologicznym faktem, gdy tymczasem niewiadomość psychologicznym „nic”. Niewiadomość ma zwykle jednak pewien związek z błędem, gdyż w praktyce jest jedną z jego przyczyn. Podobieństwo natomiast między błędem i niewiadomością w tym się uwidacznia, iż zarówno w błędzie, jak i niewiadomości brak jest prawdziwego poznania. Podkreślamy, prawdziwego poznania, gdyż przy błędzie umysł ma jakieś poznanie lecz jest ono poznaniem fałszywym, a więc niezgodnej z obiektywnym stanem rzeczy, chociaż umysł poznający uważa je za prawdziwe. Wyjaśnimy to na przykładzie. Penitent widzi kapłana, który siedzi w konfesjonale i słucha spowiedzi. Penitent, widząc to, sądzi, iż spowiednik w tym wypadku obdarzony jest potrzebną władzą. Tymczasem w rzeczywistości, mniejsza o to z jakiej racji, spowiednik jej nie posiada. Sąd penitenta w tych okolicznościach jest niezgodny z rzeczywistością, czyli ma miejsce błąd co do władzy spowiednika. Błąd w tym wypadku polega na tym iż rzeczy fałszywe brane są za prawdziwe, a stąd, co jest zresztą przy każdym błędzie, mniemanie penitenta o rzeczy jest sprzeczne z rzeczywistością.

Zła wiara ministra.

W praktyce zdarzyć się może, iż minister, korzystając z błędu powszechnego wiernych, wykonuje jakiś akt mimo tego, że wie o braku potrzebnej mu władzy. Czyni to albo dlatego, iż zaniechanie wykonania aktu mogłoby mieć złe następstwa, np. szemranie wiernych, zgorszenie wielkie, zniesławienie, a więc dla objektywnie wystarczających racji, lub też bez jakichkolwiek uzasadnionych powodów (mala fide). W związku z tym nasuwa się pytanie, co sądzić o ważności aktów wykonanych w tych okolicznościach? Odpowiadając na postawione pytanie, trzeba powiedzieć, iż akty w tych wypadkach, bez względu na motywy, jakiemi się kierował minister, są zawsze ważne, jeżeli rzeczywiście błąd powszechny ma miejsce po stronie wiernych.

Zła wiara petenta.

Powstaje teraz kwestja uzupełnienia jurysdykcji w tych wypadkach, gdy jednostka, lub pewna liczba osób, zna brak jurysdykcji u ministra, a mimo wszystko zwraca się do niego z prośbą o wykonanie jakiegoś aktu.

Jasną jest rzeczą, że akty w tych warunkach wykonane będą nieważne, gdy znających brak jurysdykcji jest znaczna liczba, bo wtedy nie może być mowy o istnieniu błędu powszechnego.

Może jednak wytworzyć się taki stan rzeczy, że chociaż ogół uważa kogoś za kompetentnego ministra, to jednak wyjątkowo ktoś zna brak władzy u wykonującego akt, wie np., że ten spowiednik nie posiada wymaganej jurysdykcji do słuchania spowiedzi, że proboszcz beneficjum otrzymał w sposób symonjacki, że kapłan asystujący przy ślubie nie ma potrzebnego upoważnienia. Pytamy tedy, czy znający brak jurysdykcji mogą, korzystając z błędu powszechnego innych, ważnie zawrzeć małżeństwo przed takim kapłanem, odbywać spowiedź, otrzymywać dyspensy i inne akty władzy jurysdykcyjnej?

Aczkolwiek kanon 209 wprost tej kwestii nie rozstrzyga, to jednak zarówno z samego kanonu, jak i w zestawieniu go z prawem przedkodeksowem można wysnuć pewne racje przemawiające za ważnością aktów w tych warunkach wykonanych. Racje te są następujące:

  1. jak błąd prywatny nie wystarcza do uzupełnienia jurysdykcji, tak też świadomość jednej lub kilku osób o braku jurysdykcji nie znosi błędu powszechnego, od zaistnienia którego Kościół uzależnia uzupełnienie brakującej władzy;
  2. kanon omawiany nie czyni żadnego rozróżnienia między tymi, co znają brak jurysdykcji i tymi, co go nie znają.

Gdyby Kościół chciał uznać takie akty za nieważne określiłby to niezawodnie, gdyż kwestia ta przed Kodeksem była roztrząsana i ogół autorów, cieszących się wielką powagą, opowiadał się za ważnością aktów.

Uznając ważność aktów z racji uzupełnienia jurysdykcji w tych warunkach, należy uczynić pewne zastrzeżenie odnośnie do ważności spowiedzi odbytej przed spowiednikiem, u którego brak jurysdykcji znany był penitentowi. Spowiedź taka, wyjąwszy wypadek prawdziwej konieczności, zawsze jest nieważna. Nieważność spowiedzi jednak nie jest wynikiem braku jurysdykcji w działającym, gdyż Kościół daje mu ją z racji błędu powszechnego, lecz spowiedź jest nieważna dla braku potrzebnej dyspozycji u penitenta, który, zmuszając Kościół bez odpowiedniej racji do udzielenia jurysdykcji w sposób nadzwyczajny, w akcie samej spowiedzi popełnia grzech ciężki. I właśnie ten grzech jest przyczyną nieważności odbytej spowiedzi.

Poza tym wypadkiem, dotyczącym spowiedzi, wszystkie inne akty władzy jurysdykcyjnej w tych okolicznościach należy uznać za ważne nawet wtedy, gdy wierni zwracają się do ministra o wykonanie aktu bez poważnej konieczności. Nadmienić wreszcie trzeba i to, iż za ważne należy uznać akty wykonane przez takiego ministra, który jedynie w miejscu wykonania aktów uważany jest powszechnie za obdarzonego potrzebną władzą, podczas gdy w innym miejscu znaną jest przez wszystkich jego niekompetencja.

(…)

Przeczytaj także: Kapłani Tradycji a jurysdykcja zastępcza: naświetlenie problemu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s