O zamiłowaniu Woli Bożej, św. Alfons Liguori

O miłowania Pana Jezusa w życiu codziennym, św. Alfons Liguori, Poznań 1917

Rozdział XIII. Kto miłuje Pana Jezusa, chce tylko tego, czego chce Pan Jezus.

Miłość jest zawsze wierną towarzyszką prawdy, stąd, ponieważ widzi w Bogu Jedyne prawdziwe Dobro, brzydzi się wszelką nieprawością, jako sprzeciwiającą się Woli Bożej, a w tym jedynie znajduje upodobanie, co z Wolą Bożą jest zgodne. Dlatego dusza miłująca Boga mało się troszczy o to, co drudzy o niej powiedzą, lecz całą swą uwagę zwraca na to, jakie jest upodobanie Boże. Mawiał bł. Henryk Suzo, że wiernie Bogu służy, kto pilnie szuka prawdy i według niej się zachowuje, a z resztą nic o to nie dba co ludzie o nim myślą lub mówią. Cała świętość i doskonałość duszy polega na zapieraniu się siebie i pełnieniu Woli Bożej; na tym miejscu w szczególności o tym mówić wypada.

O zamiłowaniu Woli Bożej.

Całym naszym staraniem, jeśli szczerze chcemy się uświęcić to być powinno, by nigdy nie iść za wolą własną lecz zawsze szukać Woli Bożej. Cała bowiem wartość przykazań Bożych i rad ewangelicznych ostatecznie streszcza się w tym jednym, by czynić i cierpieć, co Bóg chce i jak Bóg chce. W tym, celu błagajmy Boga, by nam dać raczył prawdziwą wolność ducha, bo tylko z jej pomocą potrafimy objąć z miłością, cokolwiek spodoba się Panu Jezusowi na nas zesłać, pomimo wszelkiego wstrętu miłości własnej i bez żadnego oglądania się na względy ludzkie. Miłość ku Panu Jezusowi stawia dusze miłujące w zupełnej obojętności na wszystko: słodkie i gorzkie, wszystko im zarówno; niczego nie pragną z tego, co im samym mogłoby być miłym, a chcą wszystkiego, co się podoba Bogu; z równym zadowoleniem zabierają się do rzeczy wielkiej wagi jak i do najpospolitszych, do przyjemnych i do przykrych: wystarcza im, że się podobają Panu Bogu.

Św. Augustyn powiada: ama et fac, quod vis, miłuj Boga i czyń, co chcesz. Kto prawdziwie miłuje Boga, niczego nie szuka jak Bożego upodobania i własne swe zadowolenie w tym jednym tylko znajduje, że może się Bogu przypodobać. »Kto tylko szuka zadowolenia swego umiłowanego, są słowa św. Teresy, zadowolonym jest ze wszystkiego, co jemu dogadza. Tę właśnie moc ma miłość, kiedy jest doskonała, że każe zapomnieć o wszelkiej własnej korzyści i zadowoleniu siebie samego, a zwraca wszystkie myśli ku umiłowanemu, jakby jemu się przypodobać, jakby jego uczcić i zjednać mu cześć u drugich. O! gdybyśmy zrozumieli ile stąd szkody ponosimy na duszy, że nie trzymamy oczu zwróconych ku Tobie, Panie! Gdybyśmy tylko tego pilnowali, żeby iść prosto ku Tobie, prędkobyśmy zaszli; ale upadamy i utykamy po niezliczone razy, nawet na manowce schodzimy, bo nie baczymy pilnie na jedyną prostą drogę.« Jedynym zatem celem wszystkich naszych myśli, naszych zajęć, pragnień naszych i modlitw, powinno być to jedno: upodobanie Boże, a jedyną naszą drogą do doskonałości: iść za Wolą Bożą.

Pan Bóg żąda od każdego z nas byśmy Go kochali calem sercem: „będziesz miłował Pana Boga twego ze wszystkiego serca twego”. Całym sercem miłuje Pana Jezusa ten, który w szczerości serca może Mu powtórzyć za Apostołem: »Panie, co chcesz, abym czynił?« Daj mi, Panie, poznać, czego pragniesz ode mnie, a wszystko uczynię. I uważmy, że pragnąc Woli Bożej, pragniemy tylko swego największego szczęścia, gdyż Pan Bóg bez wątpienia zawsze tylko najlepszego dla nas pragnie. Mawiał św. Wincenty a Paulo: »Zdanie się na Wolę Bożą, to skarb chrześcijanina i lekarstwo na wszelkie zło: mieści bowiem w sobie zaparcie siebie samego, zjednoczenie z Bogiem i wszystkie cnoty.« Jednym słowem, oto streszczenie całej- doskonałości: Panie, co chcesz, abym czynił? Pan Jezus nam daje obietnicę: »włos z głowy waszej nic zginie«; to ma znaczyć, że nam wynagrodzi każdą dobrą chęć przypodobania się Jemu, każdą przykrość zniesioną w cierpliwości dla dopełniania Woli Jego. Nigdy nie zsyła Pan krzyża, są słowa św. Teresy, żeby doń nie przyłączył w nagrodę jakiej łaski, byleśmy go przyjęli z poddaniem.

Lecz nasze poddanie się Woli Bożej winno być zupełne, bez żadnego zastrzeżenia i wytrwałe, bez odwołania. Ten jest szczyt doskonałości, i ku temu (powtarzam) winny zmierzać wszystkie nasze czynności, wszystkie pragnienia, wszystkie modlitwy nasze. U niejednej duszy dążącej do doskonałości, przy czytaniu o zachwyceniach i objawieniach św. Teresy, św. Filipa Nereusza i innych świętych, budzi się pragnienie dojścia do tych stopni nadprzyrodzonego zjednoczenia z Bogiem. Tego rodzaju pragnienia powinno się zawsze, jako przeciwnie pokorze, odrzucać; natomiast jeśli szczerze pragniemy się uświęcić, powinniśmy pragnąć prawdziwego z Bogiem zjednoczenia, które polega na zupełnym zjednoczeniu woli własnej z Wolą Bożą. »Mylą się, powiada św. Teresa, co mniemają, że zjednoczenie z Bogiem polega na uchwyceniach, na ekstazach i pociechach wewnętrznych. Nie polega ono na czym innym, jak na poddaniu woli własnej pod Wolę Bożą, poddanie zaś wtedy jest doskonałe, kiedy wola własna oderwaną jest od wszystkiego i tak wyłącznie oddaną Woli Bożej, że nic zgoła jej nie porusza, jak sama jedna tylko Wola Boża. Oto jest prawdziwe i istotne zjednoczenie z Bogiem, jedyne, którego zawsze pragnęłam i o które bezustannie się modłę. O! jakże wielu, dodaje w końcu, tak samo mówi, i wydaje im się, że istotnie tego tylko pragną; ale, niestety, jakże niewielu do tego dochodzi!« I w rzeczy samej: wielu nas mówi: Panie, oddaję Ci całą swą wolę, niczego nie pragnę, jak tylko tego, czego Ty chcesz. Ale skoro zjawią się przeciwności, nie umiemy w pokoju przyjąć Woli Bożej, zaraz się rozpoczynają skargi i żale jak to ciężki los prześladuje nas na tym świecie, jak się wszystko na nas sprzysięga, jak marne wieść musimy życie.

Gdybyśmy trwali w zjednoczeniu z Wolą Bożą we wszystkich przeciwnościach, niechybnie byśmy się uświęcili i bylibyśmy najszczęśliwszymi ludźmi w świecie. Dlatego zwracajmy na to baczną uwagę, żeby wola nasza zgodną była z Wolą Bożą we wszystkim, co nas spotyka, tak w tym, co miłe jaki w tym, co przykre.

»Nie chwiej się od każdego wiatru« upomina nas Duch św. Wielu jest, co jak chorągiewki na dachu, zmieniają się wedle tego jak wiatr wieje: kiedy wiatr jest pomyślny, mają czego pragną, są pełni radości i łagodności; ale kiedy zawieje wiatr przeciwny i nie dzieje im się, jakby chcieli, stają się smutnymi i niecierpliwymi. Stąd pochodzi, że się nie uświęcają, a wiodą życie nader utrapione, gdyż w tym życiu ziemskim zawsze dużo więcej zdarza się przeciwności niż radości. Przyjmować z rąk Bożych cokolwiek nas spotyka i jak bądź nas dotyka, oto, jak mawiał św. Doroteusz, nieodzowny środek zachowania ciągłego pokoju i zadowolenia serca. I dlatego, jak tenże Święty opowiada, dawnych Ojców na pustyni nigdy nie widziano strapionych lub zachmurzonych, bo cokolwiek ich spotykało, wszystko radośnie brali z rąk Boga. O! jakże szczęśliwy, kto żyje w takim zupełnym zdaniu się na Wolę Bożą i z nią złączony! Ani się pychą nie unosi w powodzeniu, ani nie upada na duchu w przeciwnościach, bo wie, że jedno i drugie z tej samej pochodzi ręki; jedna tylko Wola Boża jest mu prawidłem jego własnego chcenia lub niechcenia; i dlatego to tylko czyni, czego chce Bóg, tego tylko chce, co Bóg zsyła. Nie utrudza się niezliczonymi zabiegami, ale usiłuje doskonale wykonać to, o czym jest przekonanym że się Boga podoba. Stąd przenosi najniepozorniejsze obowiązki swego stanu ponad najświetniejsze i najrozgłośniejsze dzieła, bo widzi, że w tych ostatnich wielki udział mieć może miłość własna, w tamtych zaś na pewno znajduje się Wola Boża.

Wtedy więc będziemy szczęśliwi, kiedy przyjmować będziemy cokolwiek Bóg rozporządzi w doskonałym zdaniu się na Wolę Jego, nie zważając na to, czy w tym znajdujemy własne upodobanie, czy nie. » Kiedyż to, są słowa św. Joanny Chantal, pokochamy słodycz Woli Bożej we wszystkim co nas spotyka, dopatrując się wszędzie Bożego upodobania, które niewątpliwie z równą miłością i zawsze tylko szukając dobra naszego rozdaje i przeciwności i pociechy? Kiedyż schronimy się z zupełnym oddaniem w objęcia swego najmiłościwszego Ojca niebieskiego, zdając Jemu troskę o nasze osoby i nasze sprawy, dla siebie zachowując to jedno tylko pragnienie, by mu się przypodobać?« Przyjaciele św. Wincentego a Paulo mawiali o nim za życia: »O. Wincenty jest zawsze o. Wincentym« chcąc przez to wyrazić, iż ten Święty w każdej okoliczności, miłej czy przykrej, zawsze równym sobie pozostawał, pogodny zachowując zawsze wyraz twarzy; a to dlatego: że będąc najzupełniej zdany na Wolę Bożą, niczego się nie obawiał, ani też, prócz upodobania Bożego, niczego nie pragnął. Święta zaś Teresa tak się wyraża: »Z tego to świętego zdania się na Wolę Bożą rodzi się owa piękna swoboda ducha, która jest udziałem dusz doskonałych, a w których zawiera się jedyne szczęście, jakiego można pragnąć w tym życiu, bo o nic się nie lękając, niczego nie pragnąc, za niczym nie tęskniąc z tego, co świat dać może, posiada się wszystko.«

Wielu, przeciwnie, tworzy sobie świętość wedle własnego usposobienia: melancholik upatruje ją w unikaniu ludzi, ruchliwy w mówieniu kazań i godzeniu powaśnionych; kto jest usposobienia surowego, świętość będzie zasadzał na ostrych pokutach i umartwieniach, ów z usposobienia hojny, na rozdawaniu jałmużny; jedni na odmawianiu wielu pacierzy, drudzy na odwiedzaniu kościołów; i na takich to rozmaitych praktykach zakładają całą swą świętość. Tymczasem zewnętrzne te ćwiczenia są wprawdzie owocem miłości ku Panu Jezusowi, ale miłość sama polega na zjednoczeniu się we wszystkim z Wolą Bożą i skutkiem tego, na zaparciu się samego siebie, a szukaniu tego, co się Bogu podoba, dla tej wyłącznej przyczyny, że Mu się to należy.

Są, którzy niby Bogu chcą służyć, ale tylko w takim zajęciu, na takim miejscu, wśród takiego otoczenia lub takich okoliczności, inaczej wszystko porzucają albo pracują niechętnie: tacy nie posiadają prawdziwej wolności ducha, ale są niewolnikami miłości własnej, i dlatego mało mają zasługi z tego, co robią a wiele niepokoju, gdyż tym, co są przywiązani do woli własnej, zawsze ciężkie będzie jarzmu Chrystusowe. Prawdziwi miłośnicy Pana Jezusa miłują tylko to, co Jemu się podoba, i tylko dlatego, że Mu się podoba, i kiedy i gdzie i jak Mu się podoba, czy ich użyć zechce do posług zaszczytnych, czy do zajęć ludzkich i pospolitych, czy im żyć każe na świeczniku i wśród świata, czy w ukryciu i wzgardzie. Oto co znaczy miłować Pana Jezusa miłością czystą. Oto do czego dążyć mamy, zwalczając bezustannie zachcianki miłości własnej, która za tym tylko się ogląda, co jest zaszczytne albo przynajmniej wedle jej smaku. Bo i na cóż się przyda być na tej ziemi najbogatszym, najsławniejszym, najpotężniejszym, jeśliby nie taka była wola Boża? Bł. Henryk Suzo mawiał: »Wolałbym być nędznym robaczkiem ziemi za wolą Bożą, niż Serafinem nieba z woli własnej«.

Przestrzega Pan Jezus, że w dzień sądu wielu zwróci się do Niego ze słowami: »Panie, Panie, iżaliśmy w Imię Twoje nie prorokowali, i w Imię Twoje czartów nie wyganiali, i w Imię Twoje wiele cudów nie czynili?« ale On im odpowie: »żem was nigdy nie znał: odstąpcie ode mnie, którzy nieprawość czynicie«. Idźcie precz ode mnie, nigdy was nie uznałem za uczniów, boście woleli iść raczej za własnym upodobaniem niż za wolą Moją. A te słowa w szczególniejszy sposób winni sobie wziąć do serca kapłani zajęci w duszpasterstwie, którzy nieraz wiele ponoszą pracy i znoju około zbawienia i udoskonalenia drugich, sami zaś nędzne wiodą życie, pogrążeni w błocie niedoskonałości. Doskonałość polega 1) na szczerej wzgardzie samego siebie, 2) na zupełnym umorzeniu pożądliwości, 3) na doskonałym zgadzaniu się z wolą Bożą. Komu nie dostaje choćby tylko jednej z tych trzech rzeczy, ten jest poza drogą doskonałość. Słusznie w tym względzie mawiał pewien wielki sługa Boży, iż lepiej jest za cel swoich czynności brać wolę Bożą niż chwałę Bożą, kiedy bowiem wypełniamy wolię Bożą, zawsze tym samem przyczyniamy się i do chwały Bożej, gdy tymczasem zamierzając pracować na chwałę Bożą, często zwodzimy siebie samych i spełniamy wolę własną pod pozorem chwały Bożej. Powiada św. Franciszek Salezy: »Wielu wprawdzie jest tych, co mówią Bogu: Panie, całkiem Ci się oddaję, bez żadnego zastrzeżenia; ale mało kto życiem swoim to oddanie się Bogu stwierdza. Polega zaś ono na tym, żeby przyjmować z pewną obojętnością jakiebądź zdarzenia, tak jak się zjawiają z rozporządzenia Bożej Opatrzności, czy to zmartwienia czy pociechy, czy to upokorzenia i zelżywości, czy zaszczyty i pochwały«.

Po znoszeniu więc w cierpliwości i obejmowaniu z radością rzeczy przykrych i przeciwnych miłości własnej rozpoznaje się prawdziwego miłośnika Pana Jezusa. Według Tomasza a Kempis »nie jest godzien nazywać się miłośnikiem, kto nie jest gotów wszystko cierpieć i we wszystkim stosować się do woli ukochanego«. Na odwrót zaś mawiał O. Baltazar Alvarez: »Kto w cierpieniach poddaje się w spokoju woli Bożej, ten pospieszną pocztą zdąża do Boga«. Św. Teresa znów pisze: »Cóż może nas więcej uszczęśliwić nad uzasadnioną rękojmią, żeśmy mili Panu Bogu?« Otóż, dodam znów od siebie, pewniejszej rękojmi podobania się Bogu mieć nie możemy nad tę, że w pokoju obejmujemy krzyże, które nam Bóg zsyła. Miłe są Panu Bogu dzięki, które Mu składamy za dobrodziejstwa ziemskie nam udzielone, ale, jak zauważa O. Jan Awila, więcej ma zasługi jedno »Dzięki Ci, Boże« wśród przeciwności, niż tysiące aktów dziękczynnych wśród powodzenia.

Pamiętajmy także o tym, że nie tylko mamy przyjmować z poddaniem przykrości przychodzące nam bezpośrednio od Boga, jakimi są choroby, brak zdolności, nieprzewidziane straty majątkowe, ale i te, które pośrednio pochodzą od Boga, bezpośrednio zaś od ludzi, jak prześladowania, kradzieże, obelgi, gdyż w rzeczywistości wszystkie one są od Boga. Króla Dawida ciężko znieważył jeden z jego podwładnych nazwiskiem Semei, lżąc go i ciskając nać kamieniami. Ale kiedy ktoś z jego otoczenia chciał śmiercią ukarać takie zuchwalstwo, Dawid odparł: »Dajcie mu pokój, aby złorzeczył: albowiem Pan kazał mu złorzeczyć Dawidowi«; to znaczy: Bóg posługuje się tym człowiekiem, żeby mnie karać za moje grzechy, i dlatego dopuszcza mu, lżyć mnie w ten sposób.

Mawiała św. Maria Magdalena Pazzi, że wszystkie nasze modlitwy do tego celu głównie zmierzać powinny, żebyśmy sobie przez nie u Boga uprosili łaskę wykonywania we wszystkim świętej Jego woli. Niektóre dusze, żądne pociech duchowych, w rozmyślaniu niczego innego nie szukają, jak uczuć słodkich i rzewnych, aby się niemi mogły rozkoszować; lecz dusze mężne, pragnące istotnie należeć całkowicie do Boga, niczego innego od Boga nie oczekują, jak światła do poznania Jego świętej woli i siły do wypełnienia jej doskonale. Aby dojść do czystej miłości Boga, koniecznym jest poddać we wszystkim wolę własną Woli Bożej. Nie wyobrażaj sobie, żeś doszedł do tego stopnia czystej miłości Bożej, którą osiągnąć powinieneś, mówi św. Franciszek Salezy, dopóki wola twoja, nawet w rzeczach największy wstręt w tobie obudzających, nie będzie całkowicie i z radością poddana Woli Bożej. A to dlatego, że, jak mówi św. Teresa, ten to dar woli własnej złożony Bogu pociąga Go do zjednoczenia się z naszą niskością. Ale tego inaczej się nie dostąpi, jak za pomocą modlitwy wewnętrznej i wytrwałego dopraszania się o tę łaskę u Boskiego Majestatu wraz ze szczerym pragnieniem należenia bez zastrzeżeń i całkowicie do Pana Jezusa.

O Serce nąjmiłościwsze Boskiego mego Zbawiciela! Serce pełne najtkliwszej ku ludziom miłości, Serce, najgodniejsze tego, by panować nad sercami nas wszystkich i wszystkie je posiadać, o gdybym mógł przywieść wszystkich do poznania miłości, jaką masz ku nim i szczególnej łaskawości, jaką otaczasz dusze miłujące Cię bez zastrzeżeń! Racz przyjąć, o Jezu, miłości moja, ofiarę jaką Ci dziś składam ze wszystkiej woli swojej! Daj mi zrozumieć, czego żądasz ode mnie, a gotów jestem uczynić wszystko z pomocą łaski Twojej.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s