O walce z namiętnościami — św. Alfons Liguori, Droga Uświątobliwienia

Życie nasze ciągłą walką być powinno. Bojowanie jest żywot człowieczy na ziemi (Job. 7, 1). Kto wobec nieprzyjaciela stoi, ciągle powinien być uzbrojonym dla obrony swojej, bo jeżeli tego zaniecha, zwyciężony zostanie. A naprzód trzeba pamiętać o tym, aby z namiętnościami ciągły bój toczyć, pomimo największych zwycięstw nad nimi już odniesionych, namiętności bowiem nigdy w człowieku nie umierają całkowicie. Święty Bernard porównywa je do zielska, które po wyrwaniu odrasta, i po uschnięciu znów do życia powraca. „Walcząc też z nimi nie zyskamy nic innego, tylko to, że się niejako w nas uśpią, i słabszymi będąc, łatwiej się pokonać dadzą”. Razu pewnego mnich jeden skarżył się przed Opatem Teodorem, że od ośmiu lat ciągle walcząc z namiętnościami swymi, jeszcze ich zwyciężyć nie zdołał. „Mój bracie, odpowiedział Opat, skarżysz się na ośmioletnią walkę, otóż już sześćdziesiąt lat mieszkam na pustyni, a w tym przeciągu czasu jeden dzień mi nie przeszedł bez utarczki z jakąś namiętnością“. Świat i szatan rzucają się wprawdzie na nas i trapią nieraz duszę, ale jak powiada święty Grzegorz, inna jest rzecz słyszeć ich pokusy, że wokoło nas ryczą, a inna rzecz czuć je wewnątrz siebie gotowych pochłonąć nas w każdej chwili, jak się to ma z namiętnościami naszego ciała. Dopóki ich nie pokonamy, na niewiele nam się przydadzą modlitwy i inne środki strzegące nas od pokus zewnętrznych. „Bo na cóż się przyda, mówi Gilbert, zamykać bramy przed nieprzyjacielem, jeżeli głód, ten straszny nieprzyjaciel wewnętrzny, niszczy mieszkańców miasta?“ Na cóż się przyda umartwiać zmysły powierzchowne i oddawać się różnym ćwiczeniom pobożności, a żywić w sercu swoim tę namiętność, to przywiązanie do własnej woli, to wysokie rozumienie o sobie; tę żądzę wyższości, tę niechęć ku bliźniemu lub coś podobnego, co jako nieprzyjaciel wewnętrzny wyniszcza i powoli zabija duszę.

Nie rzadko się trafia, że podobne dusze w końcu już zupełnie w niełaskę Bożą wpadają. Trzeba bowiem dobrze na to zwrócić uwagę, że złośliwość szatańska tych którzy duchowe życie prowadzą, nie od razu popycha do ciężkich grzechów; przestaje zły duch na tym, jak mówi św. Franciszek, aby naprzód biedną duszę jednym włoskiem oplątać, bo gdyby od razu chciał włożyć na nią ciężki łańcuch, rozgniewana zapewne uciekłaby od niego, a tak naprzód pozwoli się związać jednym włoskiem, potem nitkę także łatwo zniesie, następnie sznurek, a wreszcie pozwoli się skrępować żelaznym łańcuchem i zostanie niewolnicą szatana. Zobaczmy tego przykład. Oto ta osoba posprzeczała się trochę z drugą, z którą zwykle obcuje, i lekką stąd niechęć zachowała w sercu swoim; otóż mamy włosek. Wkrótce już z nią nie chce ani mówić, ani ją pozdrawiać; i oto nitka. Dalej zaczyna ją obmawiać na zewnątrz i w przykrych słowach okazuje niechęć swoją, i oto z nitki już się sznurek zrobił; nareszcie niechęć ta, coraz bardziej wzrastając, zamienia się w nienawiść śmiertelną, i oto łańcuch, którym jest okuta nieszczęsna niewolnica szatana. Inna znów osoba poweźmie w sercu swoim jakieś uczucie przyjaźni dla kogoś; to uczucie rosnąć będzie w jej sercu pod imieniem wdzięczności, pobudzi do wzajemnych maleńkich podaruneczków, do miłych słówek; wreszcie to uczucie wybuchnie jako namiętność gwałtowna, biczem już nieosłonięta, i biedna dusza poczuje na  sobie łańcuch śmiertelnie ciężki. Jako gracz namiętny po kilku małych przegranych stawia na karty cały swój majątek i wszystko traci, tak dusza oziębła, po wielu małych, duchownych stratach, czując się w końcu zbyt słabą do odparcia pokusy, wystawi się otwarcie na jej pociski i straci Boga, tracąc samą siebie. O! jakże silnym jest przeciwko nam szatan, kiedy spostrzeże, żeśmy w jaką namiętność uwikłani! „Wróg nasz, jak powiada św. Ambroży, najprzód szpieguje ciągle jaka nas przyjemnostka nęci najbardziej, potem nam ją podaje, potem obudzą pożądliwość, i tak przysposabia siatkę, w którą złapać nas zamierzył”.

„Kiedy widzimy, powiada Kassjan, przepaść, w którą upadła dusza Bogu poświęcona, nie myślimy bynajmniej, aby jej nieszczęście od pierwszej pokusy wzięło swój początek, ale przypuszczamy, że wiele zapewne lekkich błędów popełniła, zanim przyzwoliła na grzech ciężki“. Święty Jan Złotousty zapewnia, że widział wiele dusz, na pozór w liczne cnoty przybranych, które w przepaść występku dlatego upadły, że sobie lekceważyły grzechy powszednie. Wielebna siostra Anna od Wcielenia, widziała razu jednego w piekle duszę, która uchodziła na ziemi za świętą; ujrzała ją zapewne w cielesnej postaci, bo na twarzy jej widziała mnóstwo maleńkich zwierzątek, wyobrażających grzechy powszednie; jedne z nich mówiły: „przez nas zaczęłaś” drugie: „przez nas ciągnęłaś“ trzecie: „przez nas dokończyłaś twej zguby“. Słusznie mawiała matka Maria Wiktoria Strada, że kiedy szatan nie może korzystać wiele, wtenczas poprzestaje na małym i w końcu przez to małe zyskuje wszystko. Wąż nie skusił najprzód Ewy aby skosztowała owocu, lecz tylko, aby nań spojrzała, potem wdał się z nią w rozmowę, obudził w niej zwątpienie o pogróżce śmierci, którą Pan Bóg uczynił, a w końcu pociągnął ją do nieposłuszeństwa zakazowi Boskiemu. Święta Teresa powiada, że dosyć to dla szatana, gdy mu tylko drzwi serca uchylą, już on potrafi zupełnie je sobie otworzyć. Święty Hieronim także tę samą myśl wyraził: „Szatan nie zwykł pobudzać, aby ktoś od razu wielki grzech popełnił, lecz najprzód pociąga do lekkich upadków, stara się on tylko wnijść do duszy, aby w niej powoli rozpostrzeć królowanie swoje i skłonić do grzechów największych”. Święty Bernard podobnie też mówi: „że nikt od razu nie zostaje wielkim złoczyńcą: zaczyna się zwykle od maleńkich grzechów, które potem wzrastają i wtrącają w przepaść najokropniejszych zbrodni.

Trzeba się przede wszystkim utwierdzić w tym przekonaniu, że dusza wybrana, grzesząc śmiertelnie, jest w wielkim niebezpieczeństwie zupełnego opuszczenia Boga, bo grzech jej nie jest podobnym do tych wykroczeń, które ludzie światowi, żyjąc w ciemnościach świata, popełniają. Grzech takiej duszy, to jest prawdziwy grzech ze złośliwości popełniony w pośrodku tylu światła, które ta dusza odbiera z tylu kazań, tylu Komunii świętych, z tylu modlitw, z dobrego przykładu pobożnych osób z którymi ma stosunki, z tylu rad i napomnień starszych i Ojców duchownych. Nie będzie się już ona mogła wymawiać niewiadomością, albo słabością swoją, bo ona doskonale jest oświecona, bo gdyby tylko chciała, umocnić się może, mając ku temu tyle środków i pomocy. Święty Tomasz nazywa grzechem ze złości ten, który popełniamy wiedząc o szpetności jego. Ten więc rodzaj grzechów bardzo zgubnym jest dla duszy, która tym występniejszą będzie, im obfitsze światło odbierała. Do takiej duszy bardzo słusznie zwrócić się mogą te słowa Ezechiela Proroka: Postawiłem cię na górze świętej Boskiej… aż się znalazła nieprawość w tobie… i zgrzeszyłeś i zrzuciłem cię z góry Bożej i wytrąciłem cię. (Ez. 25, 14). Siostra Maria Strozzi, bardzo gorliwa służebnica Boża, mawiała: „że Pan Bóg chce, aby dusze wybrane służyły za przykład światu, dlatego też niedbałym życiem obrażą Boga bardzo ciężko, bo są powołane do nadzwyczajnej doskonałości”. Grzech takiej duszy, mówi ta sama świątobliwa siostra, wstrętem przejmuje raj cały i skłania Pana Jezusa, aby oczy swoje od tej duszy odwrócił, aby odrzucił tę oblubienicę niewierną, która łamie przyrzeczenia a może i śluby i zasługuje, aby ją Pan Bóg na pastwę zepsutym namiętnościom zostawił“. O! jakże trudnym jest nawrócenie tej duszy, która opuściła zaczętą w gorącości ducha służbę Bożą!

Ale wróćmy do przedmiotu naszego: potrzeba więc, aby dusza dążąca do doskonałości obawiała się, żeby ją szatan nie przywiązał do jakiej namiętności, a szczególnie nieczystej, albo do lekkiego w tej rzeczy przestępstwa, mogącego ją wciągnąć w przepaść wiecznej zguby. Nie uspokajaj się więc tą myślą, że w owej skłonności nic się jeszcze nie znalazło występnego, wiedz o tym, że nigdy szatan nie popycha od razu do wielkich grzechów, lecz powoli i nieznacznie prowadzi duszę nad brzeg przepaści, i nagle na samo dno ją strąca. Jest to ogólne zdanie wszystkich mistrzów duchownego życia, że w podobnym razie jedyne lekarstwo jest uciekać i chronić się okazji. Święty Filip Neriusz mawiał: „że w wojnach takowych zwycięstwo odnoszą tylko tchórze, to jest ci, którzy uciekają“. Św. Hieronim to samo powiedział: „Innym występkom opierać się można, gwałt zadając naturalnym skłonnościom, zwyciężając się stopniowo; lecz co się tyczy grzechu, o którym mówimy tu, trzeba walką pogardzać i ratować się ucieczką”.

MODLITWA.

O najsłodszy Jezu! Ty chcesz, aby Ci oddać całe serce, całą miłość swoją, więc ją u Nóg Twoich składam, o Panie! Zasługuję, abyś mię opuścił, bo zbyt często zasmucam Ciebie, a jednak Twoja dobroć od mej złości nieskończenie większa, bo nieustannie w mej duszy słyszę o Jezu! że mnie do kochania Ciebie wzywasz, tak słodko na mnie wołając, aby Ciebie

całym sercem miłować. Ach! tak, chcę Cię słuchać i od tej chwili tylko samego Ciebie kochać pragnę, aby serce moje płonęło tylko dla Ciebie, jako Twoje tylko dla mnie płonęło. Ty, o Jezu! wylałeś wszystką krew Twoją z miłości dla mnie, Ty poświęciłeś Boskie Twe życie dla zbawienia mego, czyż mogę w kochaniu Ciebie zakładać granicę. Niechże Twej miłości wszystko we mnie ulega, Odkupicielu mój Boski! wysłuchaj mnie przez zasługi Męki Twojej, a Ty o Niebios Królowo, Matko moja najdroższa, Maryjo Przenajświętsza! za mną przemów do Syna Twojego, bo w Tobie nadzieję pokładam. Amen.

Advertisements

One thought on “O walce z namiętnościami — św. Alfons Liguori, Droga Uświątobliwienia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s