Zbójnicki Kościół (część III)

PATRICK HENRY OMLOR

(Interdum, nr 8, 11 listopada 1971)

„Extra Ecclesiam nulla salus”

Powszechnie znana i nieustannie głoszona przez Magisterium Kościoła nauka mówi o tym, że „poza Kościołem nie ma zbawienia”. Jest todogmat naszej Wiary, a jako taki, jest nieomylnie prawdziwy i nie dopuszcza absolutnie żadnych wyjątków. Trwając przy tej nauce jesteśmy bezwzględnie zobowiązani do rozumienia i głoszenia jej w taki sposób w jaki pojmuje ją sam Kościół, stosując się do pouczeń papieża Piusa XII zawartych w encyklice Humani generis: „Dlatego to poprzednik Nasz, niezapomnianej pamięci Pius IX, gdy stwierdził, że na tym polega najszczytniejsze zadanie teologii, by wskazywała, jak zawiera się w źródłach nauka, którą Kościół do wierzenia podaje, nie bez ważnego powodu dodał, że należy w depozycie wiary odszukać tę naukę «w tym samym sensie, w jakim Kościół ją określił»”.

Nasze rozważania tej kwestii z wykorzystaniem najbardziej wiarygodnych źródeł posłużą do wyjaśnienia tego dogmatu „w tym samym sensie, w jakim Kościół go określił„. Podejmując się tego zadania zastosujemy się do naukowych, teologicznych objaśnień tejże nauki, tak znakomicie wyłożonych przez śp. Msgr. Josepha Clifforda Fentona w książce zatytułowanej „The Catholic Church and Salvation” [Kościół katolicki i zbawienie] (wyd. Newman Press, 1958), z której będziemy często korzystać w niniejszym artykule.

Poznając coraz lepiej znaczenie tego dogmatu, napotkamy pewne kluczowe słowa i wyrażenia, które muszą zostać przyswojone i zrozumiane w dokładnie takim ich precyzyjnym i dokładnym znaczeniu w jakim używa ich Kościół. Na przykład: rozważając samo stwierdzenie „poza Kościołem nie ma zbawienia” musimy wyraźnie mieć na uwadze precyzyjne znaczenie następujących słów: (1) „poza” jako przeciwieństwo do „w, wewnątrz”; (2) „Kościół”; oraz (3) „zbawienie”. Ażeby ktoś nie uznał tego za wałkowanie oczywistych czy też elementarnych spraw, niech wolno będzie w tym miejscu zauważyć, że właśnie te wymienione słowa bywają często źródłem nieporozumień i fałszywych pojęć na temat tejże doktryny. Musimy również znać precyzyjne i ścisłe znaczenia słów: (1) „wierny”; (2) „Mistyczne Ciało”; (3) „członek” Mistycznego Ciała w przeciwieństwie do „nie-członka”; (4) „wyraźne pragnienie” przynależenia; (5) „domyślne pragnienie” przynależności; (6) „nieprzezwyciężalna niewiedza”. Wszystkie te pojęcia zostaną sukcesywnie wyjaśnione w tym artykule, zgodnie ze znaczeniem nadanym im w oficjalnych papieskich dokumentach Kościoła.

Aby zrozumieć ten dogmat i wyznawać go w taki sposób, w jaki Kościół go naucza, musimy rozważyć wszystkie dotyczące go nauki ustanowione przez Kościół. Rozpatrywanie tylko pewnej części tego nauczania, z jednoczesnym pominięciem, zlekceważeniem albo zaniedbaniem pozostałych jego elementów musi niechybnie prowadzić na manowce. Tego typu selektywność albo „przebieranie i wybieranie” stanowi samą istotę i definicję herezji.

Jak już wcześniej stwierdzono, absolutna niezbędność Kościoła rzymskokatolickiego do osiągnięcia wiecznego zbawienia jest dogmatem nie mającym żadnych wyjątków, w który musimy wierzyć i wyznawać go pod karą odłączenia się od Mistycznego Ciała, którym jest Kościół. „Dogmat jest prawdą, którą Kościół odnajduje w Piśmie Świętym lub w Boskiej, apostolskiej tradycji, którą to, czy to w uroczystym rozstrzygnięciu czy też w swojej zwyczajnej, powszechnej działalności nauczycielskiej przedstawia swoim wiernym jako doktrynę przez Boga objawioną, w którą wszyscy jesteśmy zobowiązani wierzyć Boską i katolicką Wiarą” (Fenton, op. cit., s. 3).

Chociaż na pierwszy rzut oka może to wyglądać na sprzeczność albo przynajmniej paradoks, to Kościół uczy także – i faktycznie stanowi to część lub aspekt tego samego dogmatu „poza Kościołem…” – że człowiek umierający nawet nie będąc nigdy faktycznym członkiem Kościoła rzymskokatolickiego może osiągnąć wieczne zbawienie. Słowo „może” jest związane z bardzo wyraźnie określonymi i ściśle zdefiniowanymi warunkami, które zostaną wyjaśnione nieco później. W rezultacie, mamy te dwie nauki, a raczej dwa aspekty tego samego dogmatu, a mianowicie: (1) poza Kościołem rzymskokatolickim absolutnie nie ma zbawienia; oraz (2) możliwe jest, aby ktoś nie będący członkiem Kościoła katolickiego osiągnął wieczne zbawienie.

W Interdum nr 1 („Insights Into Heresy”) wykazaliśmy, że natura herezji polega na wyolbrzymieniu albo położeniu nadmiernego nacisku na jeden aspekt prawdy, w konsekwencji czego, inny, jednakowoż powiązany z nim aspekt zostaje niewystarczająco uwypuklony, a w rezultacie zupełnie zanegowany. Jakieś dwadzieścia lub dwadzieścia pięć lat temu grupa katolików z archidiecezji bostońskiej zaczęła nadmiernie podkreślać a następnie zniekształcać pierwszą prawdę: „poza Kościołem nie ma zbawienia”. Jak było do przewidzenia, to przejaskrawienie miało negatywny wpływ na drugą, ściśle powiązaną z nią prawdę, iż jest możliwe, by zbawił się ktoś nie będący członkiem Kościoła katolickiego. Główna postać tej tzw. „bostońskiej herezji” została ostatecznie ekskomunikowana 4 lutego 1953 roku.

Dzisiaj wahadło wychyliło się w przeciwnym kierunku i obecnie możemy zaobserwować „rykoszet” (odbicie w przeciwnym kierunku) po „bostońskiej herezji”. Obecnie druga z prawd – iż człowiek może się zbawić nawet jeśli umrze nie będąc nigdy faktycznym członkiem Kościoła katolickiego – jest tak wyolbrzymiana i przerysowywana, iż w niektórych kręgach nieodzowność Kościoła rzymskokatolickiego do zbawienia jest wyraźnie negowana. Wyraźnie określone kryteria jakimi obwarowane jest słowo „mogą” są przez Zbójecki Kościół całkowicie pomijane i lekceważone, skutkiem czego brak przynależności do widzialnego Kościoła rzymskokatolickiego jest obecnie w rzeczywistości traktowany jako swego rodzaju sakrament! „Inni sprowadzają do czczej formuły” – powiedział papież Pius XII – „konieczność przynależenia do prawdziwego Kościoła, aby można zbawienie osiągnąć” (Humani generis). Chociaż Zbójecki Kościół, a szczególnie dekrety Vaticanum II sporadycznie składają nieszczere deklaracje poparcia dla tego dogmatu, to tak naprawdę nauka, że poza Kościołem nie ma zbawienia zredukowana została do „czczej formuły”.

Niektóre wcześniejsze orzeczenia

Wyznanie wiary katolickiej „Quicumque” znane również pod nazwą symbolu atanazjańskiego, rozpoczyna się tak: „Ktokolwiek chce być zbawionym, przede wszystkim potrzeba, aby wyznawał Katolicką wiarę. Której jeśliby kto nie zachował całej i nienaruszonej, ten niewątpliwie zginie na wieki”. „Nauczanie Chrystusa stojącego w łodzi”, zauważa Doktor Kościoła św. Hilary, „oznacza, że ci, którzy są poza Kościołem nigdy nie mogą pojąć Boskiej nauki; gdyż łódź jest figurą Kościoła, w którym zdeponowane i głoszone jest słowo życia. Ci, którzy są poza nim są niczym jałowy i bezwartościowy piasek; nie potrafią nic zrozumieć” (Comment. in. Matt. XIII, n. 1).

Kilka najwcześniejszych doktrynalnych wypowiedzi Magisterium Kościoła na temat „poza Kościołem nie ma zbawienia” pochodzi z początku XIII wieku. W wyznaniu wiary podanym do podpisu waldensom, którzy chcieli powrócić do Kościoła, papież Innocenty III (1208) zawarł co następuje: „Wierzymy sercem i wyznajemy usty, że istnieje jeden Kościół, nie jakiś heretycki, lecz święty, rzymski, katolicki i apostolski [Kościół], poza którym, wierzymy, iż nikt nie zbawia się”. Siedem lat później (1215) Czwarty Sobór Laterański (który był dwunastym soborem ekumenicznym w historii Kościoła) zdefiniował: „Jeden zaś jest powszechny Kościół wiernych (una… fidelium universalis ecclesia), poza którym nikt w ogóle nie bywa zbawiony (extra quam nullus omnino salvatur)”.

Z powyższego możemy wyciągnąć następujące wnioski i spostrzeżenia (por. Fenton, op. cit., s. 6): (1) istnieje tylko jeden prawdziwy Kościół Boży. (2) Ten prawdziwy Kościół to Kościół rzymskokatolicki, który jest społecznym organizmem słusznie nazywanym „powszechnym Kościołem wiernych”. (3) Nikt w ogóle (nullus omnino) nie może być zbawiony jeśli w momencie śmierci znajduje się „poza” tą społecznością. (4) Powyższe orzeczenia (1-3), są prawdami przez Boga objawionymi wyraźnie zawartymi w dogmacie uroczyście zdefiniowanym przez ekumeniczny sobór.

Należy w tym miejscu zauważyć, że nawet wielu heretyków i niekatolików może zaakceptować zawarte powyżej stwierdzenia (1) i (3). Przyznają oni, że jest tylko jeden prawdziwy Kościół poza którym nie ma zbawienia. Jednakże, co oni rozumieją przez „Kościół”? Jaki jest ten ich „Kościół”, który jest konieczny do zbawienia? Według nich ten „Kościół” to niewidzialna społeczność, łączna suma wszystkich „dobrych” mężczyzn i niewiast żyjących na ziemi (kimkolwiek i gdziekolwiek oni są), albo stanowią go wszyscy, którzy prowadzą dobre i prawe „chrześcijańskie” życie, albo, po prostu, ich „jedyny, prawdziwy Kościół” składa się z wybranych lub predestynowanych.

Wprost przeciwnie, Kościół katolicki uczy, że tym prawdziwym Kościołem, poza którym nikt nie może się zbawić jest Kościół rzymskokatolicki, widzialna społeczność, Mistyczne Ciało Chrystusa, zarządzane przez widzialną głowę, Wikariusza Chrystusa na ziemi, biskupa Rzymu. Kościół ponadto naucza, że przynależność do tej widzialnej społeczności nie ogranicza się jedynie do ludzi „dobrych” bądź takich, którzy „wiodą dobre, chrześcijańskie życie”. W dowolnie wybranym momencie historii znajdują się w nim faktyczni członkowie tego powszechnego Kościoła wiernych, którzy nie są dobrzy, którzy nie żyją w stanie łaski uświęcającej i którzy nie zostaną policzeni do grona predestynowanych.

Sformułowanie „powszechny Kościół wiernych” autorstwa IV Soboru Laterańskiego zasługuje na krótki komentarz. Kim są ci „wierni”? „Wiernymi” – jak zdaje się wskazywać Vaticanum II (por. Konstytucja dogmatyczna o Kościele, zwłaszcza jej rozdział o „Ludzie Bożym” jak również całość Dekretu o ekumenizmie) – nie są wszyscy dobrzy chrześcijanie, którzy zostali ochrzczeni. W tradycyjnym, formalnym języku Kościoła wyraz fideles (wierni) ma bardzo szczególne znaczenie. Oznacza tych, którzy: (a) zostali ochrzczeni oraz (b) wyznają rzymskokatolicką wiarę; krótko mówiąc, po prostu katolików. (Cf. Fenton, op. cit., ss. 8-9). A zatem, na przykład, katechumen (tj. osoba, która, pobierając nauki aby stać się katolikiem, ma wyraźne pragnienie wstąpienia do Kościoła jako Jego członek) nie jest jednym z fideles. Można tutaj przywołać podział Mszy świętej na „Mszę katechumenów” i „Mszę wiernych”.

Dlatego też, powinno być jednoznacznie jasne co dokładnie „Kościół” ma na myśli w maksymie „poza Kościołem nie ma zbawienia”. Przejdźmy teraz do przeanalizowania znaczenia słowa „zbawienie”.

Co to jest zbawienie?

O osobie, która podczas długiej podróży samolotem, w rutynowy sposób przesiada się z jednego samolotu do drugiego tak, by po wielu przesiadkach dotrzeć do celu swej podróży nie mówi się, że jest „uratowana”. Uratować się, to znaczy znaleźć się w sytuacji albo w stanie bezpieczeństwa po wyjściu z sytuacji, która, gdyby sie przedłużała, groziłaby jakimś śmiertelnym niebezpieczeństwem. Dlatego też, o osobie przesiadającej się z samolotu do którego podłożono – mającą wybuchnąć w każdej chwili bombę – do innego samolotu, w którym nie ma żadnej bomby ani innego zagrożenia, można powiedzieć, że się „uratowała”.

W porządku duchowym, z procesem zbawienia związany jest zasadniczy, niezbędny warunek jakim jest odpuszczenie grzechów. Nikt nie zbawia się bezwarunkowo – tzn., nikt nie dostępuje szczęścia wizji uszczęśliwiającej, widzenia Boga „takim jakim On jest” – o ile nie umrze w stanie łaski uświęcającej. Stan łaski uświęcającej oznacza – wyrażając to w kategoriach negatywnych – pozostawanie w stanie, w którym dusza nie jest splamiona grzechem pierworodnym albo śmiertelnym. W kategoriach pozytywnych, oznacza bycie w stanie przyjaźni z Bogiem Wszechmocnym, życie życiem miłości nadprzyrodzonej. Dlaczego mówimy o „nadprzyrodzonej” miłości? Ponieważ osiągnięcie wizji uszczęśliwiającej leży absolutnie poza zasięgiem naturalnych sił albo zdolności człowieka, a osiągnięcie tego nadprzyrodzonego celu wymaga nadprzyrodzonych środków. Posiadanie Boga przekracza (super) zakres naturalnych czynności bądź możliwości istot ludzkich. W rezultacie, mówimy, że osoba w stanie łaski uświęcającej żyje życiem nadprzyrodzonym. Żyje życiem, w którym jest prawdziwa miłość Boga, czyli miłość, która musi być zbudowana na nadprzyrodzonej (tj., przekraczającej naturalne siły człowieka) wierze, jak zostało to zdefiniowane przez Sobór Watykański w 1870 roku:

„Ponieważ człowiek całkowicie jest zależny od Boga jako Stwórcy i Pana swego, a rozum stworzony zupełnie podlega niestworzonej prawdzie, przeto jesteśmy zobowiązani Bogu objawiającemu okazać przez wiarę zupełne posłuszeństwo umysłu i woli. Kościół katolicki zaś wyznaje, że wiara ta, która jest «początkiem ludzkiego zbawienia», jest cnotą nadprzyrodzoną, przez którą, za natchnieniem i pomocą łaski Bożej, wierzymy w prawdziwość rzeczy objawionych przez Boga, nie dla ich prawdziwości wewnętrznej, poznanej naturalnym światłem rozumu, lecz z powodu autorytetu samego Boga objawiającego, który się nie może mylić ani nikogo mylić nie może”. (Denz. 1789).

„Ponieważ” – kontynuuje dekret – „«bez wiary… niemożliwą jest rzeczą podobać się Bogu» (Hebr. 11, 6) i dostąpić uczestnictwa Jego synów, dlatego nikt nie otrzymuje bez niej usprawiedliwienia ani też nie osiągnie żywota wiecznego, jeżeli w niej «nie wytrwa aż do końca» (Mt. 10, 22; 24, 13). Byśmy zaś zdołali zadośćuczynić obowiązkowi przyjęcia prawdziwej wiary i wytrwania w niej na stałe, Bóg przez Syna swego Jednorodzonego ustanowił Kościół i wyposażył go w wyraźne znamiona przez siebie nadane, by wszyscy mogli widzieć w nim stróża i nauczyciela słowa objawionego”. (Podkr. dodane). (Denz. 1793).

Otóż, dla zbawienia nie istnieje żadna inna alternatywa, niż potępienie. Każdy człowiek albo dostąpi na całą wieczność wizji uszczęśliwiającej, albo jej nie osiągnie. W doczesnym życiu, w dowolnym jego momencie, człowiek albo ma nadprzyrodzoną miłość albo jej nie posiada; albo jest w stanie łaski uświęcającej, w przyjaźni z Bogiem, albo żywi niechęć lub wrogość wobec Boga pozostając w stanie grzechu pierworodnego i/lub śmiertelnego. Absolutnie nie jest tu możliwy żaden stan pośredni czy też „neutralność”.

Odpuszczenie grzechów jest – jak powiedzieliśmy – zasadniczym warunkiem osiągnięcia wiecznego zbawienia. A ponadto, jest prawdą przez Boga objawioną, że poza Kościołem katolickim bezwzględnie nie ma odpuszczenia grzechów. Zostało to wyraźnie i jednoznacznie oznajmione przez papieża Bonifacego VIII w jego słynnej bulli Unam sanctam (18 listopada 1302): „Wiara nas skłania do utrzymywania i wyznawania, że jest jeden Kościół, święty, katolicki i apostolski. My w niego wierzymy mocno i tę wiarę bez zastrzeżenia wyznajemy. Poza nim nie ma zbawienia ani odpuszczenia grzechów (extra quam nec salus est, nec remissio peccatorum)”. Bulla ta, która powtarza i rozwija myśl nauczania już zacytowanego (tj., papieża Innocentego III i IV Soboru Laterańskiego), kończy się następująco: „Toteż oznajmiamy, twierdzimy, określamy i ogłaszamy, że posłuszeństwo Biskupowi Rzymskiemu jest konieczne dla osiągnięcia zbawienia (omnino de necessitate salutis)”.

Jako że poza Kościołem katolickim nie ma możliwości odpuszczenia grzechów, to z tego wynika, że nie można żyć nadprzyrodzonym życiem pozostając poza tą przez Boga założoną społecznością. Jedyna alternatywa dla życia tym nadprzyrodzonym życiem w obrębie Kościoła katolickiego jest wyraźnie wyartykułowana w innej autorytatywnej wypowiedzi Magisterium: „Zawsze wierzy i wyznaje święty Kościół rzymski, że nikt z pozostających poza Kościołem katolickim, nie tylko poganie, ale i żydzi, heretycy i schizmatycy, zbawienia wiecznego nie osiągną, ale pójdą w ogień wieczny zgotowany diabłu i jego aniołom, jeżeli się przed śmiercią z tym Kościołem nie połączą… Nikt nie może być zbawiony; choćby jego jałmużny były wielkie i choćby przelał krew za Chrystusa, jeśli nie pozostanie w łonie Kościoła katolickiego i w jedności z nim” (dekret dla jakobitów, z bulli Cantate Domino, ogłoszonej przez papieża Eugeniusza IV, 4 lutego, 1442 roku, zawartej w „Aktach” Soboru Florenckiego, siedemnastego z rzędu soboru ekumenicznego Kościoła katolickiego). (Denz. 714).

„Poza” a „w/wewnątrz”

Jak dotąd, przeanalizowaliśmy znaczenie słów „Kościół” i „zbawienie” w objawionym przez Boga dogmacie: „Poza Kościołem nie ma zbawienia”. Pozostaje teraz uważnie zbadać dokładne znaczenie jakie Kościół nadaje słowu „poza„. Przeciwieństwem „poza” jest „w/wewnątrz”. Można zauważyć, że w doktrynalnych wypowiedziach Kościoła – które do tej pory zacytowaliśmy – przy omawianiu tego dogmatu używane jest albo słowo „poza” albo słowo „w/wewnątrz”.

Na początek, niech będzie wolno stwierdzić (na razie bez podania wyjaśnienia), że pozostawanie „w obrębie” Kościoła nie można utożsamiać z byciem członkiem Kościoła. Aby to sobie uświadomić konieczne będzie przeanalizowanie i precyzyjne określenie co stanowi faktyczną przynależność do Kościoła katolickiego. Zauważmy również, że Kościół rzymskokatolicki jest Mistycznym Ciałem Chrystusa; tzn. oba wyrażenia można ze sobą utożsamić.

„Jeśli zaś chodzi o określenie i opisanie prawdziwego Kościoła Chrystusowego – który jest Kościołem świętym, katolickim, apostolskim i rzymskim – to nie znajdujemy nic godniejszego nic znakomitszego, wreszcie nic bardziej Bożego nad owo zdanie, według którego Kościół zwany jest Mistycznym Ciałem Jezusa Chrystusa” (Pius XII, encyklika Mystici Corporis Christi, 29 czerwca, 1943).

„Niektórzy sądzą, że nie obowiązuje ich nauka, jaką kilka lat temu, w oparciu o źródła objawienia, wyłożyliśmy w encyklice naszej, że mianowicie Mistyczne Ciało Chrystusowe i Rzymsko Katolicki Kościół są jednym i tym samym” (Pius XII, encyklika Humani generis, 12 sierpnia, 1950, podkreślenie dodane).

Kim są „członkowie” Kościoła, Mistycznego Ciała Chrystusa? „Wszakże do członków Kościoła tych tylko zaliczyć można” kontynuuje Pius XII, „którzy są ochrzczeni i wyznają prawdziwą wiarę i ani sami nie wyłączyli się na swe nieszczęście z jedności Ciała, ani też dla bardzo ciężkich przewinień nie zostali z niej wykluczeni przez prawowitą władzę… Kto zatem Kościoła słuchać nie chce, tego z nakazu Pana uważać należy jako poganina i celnika. Ci więc, którzy różnią się wiarą lub uznawaną przez siebie władzą, nie mogą żyć w tym samym Ciele, ani też być ożywieni jednym jego Bożym Duchem”. „Nie każde przecież przewinienie” kontynuuje Pius XII w Mystici Corporis Christi, „choćby ciężka zachodziła zbrodnia, jest tego rodzaju, iżby – jak schizma, herezja lub apostazjasamo przez się odłączało od Kościoła” (podkreślenia dodane).

Z powyższego powinno być wystarczająco jasne co jest wymagane do bycia faktycznym członkiem Kościoła, członkiem Mistycznego Ciała Chrystusa. Zestawmy to z nauczaniem Vaticanum II zawartym w „Dekrecie o ekumenizmie”: „Ci przecież, co wierzą w Chrystusa i otrzymali ważnie chrzest, pozostają w jakiejś, choć niedoskonałej wspólnocie (communio) ze społecznością Kościoła katolickiego… Pomimo to [pewnych «przeszkód» w «pełnej łączności»] usprawiedliwieni z wiary przez chrzest należą do Ciała Chrystusa, dlatego też zdobi ich należne imię chrześcijańskie, a synowie Kościoła katolickiego słusznie ich uważają za braci w Panu”. Trochę później przeanalizujemy szczegółowo to rzucające się w oczy zanegowanie przypomnianego powyżej nauczania papieża Piusa XII z Mystici Corporis.

Czy możliwe jest aby ktoś nie będący członkiem Kościoła znajdował się „wewnątrz” Kościoła? Odpowiedź jest twierdząca. Osobą, która wyraźnie pragnie stać się prawdziwym członkiem Kościoła jest, na przykład, katechumen. A zatem, podczas gdy jest jeszcze katechumenem to w oczywisty sposób nie jest jeszcze faktycznym członkiem Kościoła, w przeciwnym wypadku jego „wyraźne pragnienie” aby stać się członkiem byłoby sprzecznością samą w sobie. Lecz, jeśli nawet nie jest on członkiem, to katechumeni mogą prawdopodobnie już być „wewnątrz” Kościoła (oczywiście nie oznacza to, że wszyscy katechumeni już w obrębie Kościoła). Jeżeli katechumen jest już w obrębie Kościoła, to może osiągnąć wieczne zbawienie, gdy umrze zanim zostanie jego faktycznym członkiem. Kościół przyjął jako prawdziwą katolicką doktrynę nauczanie św. Ambrożego zawarte w jego kazaniu De obitu Valentiniani:

„Słyszę, jak szepczecie: on [cesarz Walentynian II] nie przyjął sakramentu chrztu. Powiedzcie mi, co w nas jest poza wolą i pragnieniem? On pragnął być przyjętym jako katechumen, zanim jeszcze przybył do Italii, i dał mi do zrozumienia, że przyjmie chrzest z moich rąk, jak tylko będzie to możliwe i to właśnie między innymi z tej przyczyny, posłał po mnie. Czyż zatem nie otrzymał łaski, której tak pragnął? Czyż nie uzyskał tego o co się modlił? Ponieważ się o to modlił, to bez wątpienia otrzymał. Dlatego «dusza sprawiedliwego zazna spoczynku, bez względu na to jaka śmierć by go dosięgła»”.

„Św. Ambroży mówił o przypadku, gdy człowiek będący katechumenem umarł zanim miał okazję przyjąć sakrament chrztu. Odszedł z tego świata nie będąc jeszcze członkiem ecclesia fidelium. W chwili śmierci nie był jednym z fideles. A jednak, według św. Ambrożego, człowiek ten umarł dobrą śmiercią. Modlił się o łaskę chrztu i Bóg dał mu taką odpowiedź na jego modlitwę. Odszedł z tego świata będąc raczej «wewnątrz» niż «na zewnątrz» Kościoła wiernych. Był w stanie osiągnąć wieczne zbawienie” (Fenton, op.cit., s. 11).

Kościół uczy również, że człowiek nie będący członkiem Kościoła może być zbawiony jak gdyby był „w obrębie” Kościoła, jeśliby przelał swoją krew dla Chrystusa zanim by został faktycznie ochrzczony; zawarte jest tu założenie, że miał on przynajmniej domyślne pragnienie wstąpienia do Kościoła. Zacytujmy znów monsigniora Fentona:

„Dlatego też Ojcowie Czwartego Soboru Laterańskiego jak i wszyscy duchowni, którzy redagowali autorytatywne oświadczenia dotyczące kościelnego nauczania o konieczności Kościoła do osiągnięcia wiecznego zbawienia byli w pełni świadomi czego św. Augustyn nauczał o ludziach, którzy ponieśli męczeństwo dla Chrystusa zanim mieli okazję przyjąć sakrament chrztu. W dziele De civitate Dei, św. Augustyn nauczał, że «każdy kto umiera dla Chrystusa nie otrzymawszy obmycia odrodzenia, ma przez to pożytek dla odpuszczenia grzechów tak jak by te grzechy zostały mu odpuszczone w świętej chrzcielnicy chrztu». Jako że, odpuszczenie grzechu śmiertelnego albo pierworodnego dokonuje się tylko przez napełnienie życiem łaski uświęcającej, to osoba której grzechy zostają odpuszczone znajduje się w stanie łaski. Jeżeli taki człowiek umrze w stanie łaski, to niechybnie dostąpi wizji uszczęśliwiającej. Zostanie zbawiony, gdyż umarł «wewnątrz» a nie «na zewnątrz» prawdziwego Kościoła” (op. cit., s. 10).

Podsumujmy tę dyskusję na temat tego co się rozumie przez „na zewnątrz” i „wewnątrz” Kościoła. Istnieją dwie – i tylko dwie – kategorie osób, które są „wewnątrz” prawdziwego Kościoła: (1) wszyscy faktyczni członkowie widzialnego Kościoła rzymskokatolickiego, Mistycznego Ciała Chrystusa, którzy posiadają członkostwo zdefiniowane przez papieża Piusa XII w jego encyklice Mystici Corporis Christi; oraz (2) określeni nie-członkowie Kościoła katolickiego – a jest to ograniczona kategoria – którzy pragną wstąpić do Kościoła jako członkowie. Wszystkie inne osoby są poza prawdziwym Kościołem i nie mogą być zbawione jeśli umrą w tym stanie.

Nie trzeba dodawać, że sam fakt iż ktoś jest w Kościele nie stanowi żadnej gwarancji, że na końcu zostanie zbawiony. Należy zauważyć, że ci, którzy są w Kościele na mocy tego, że są jego faktycznymi członkami mają ogromną przewagę nad tymi, którzy znajdują się w obrębie Kościoła tylko na mocy pragnienia wstąpienia do niego. Faktyczny członek Kościoła może zgrzeszyć – nawet śmiertelnie – i wciąż pozostawać w Kościele. „Albowiem nie każdy grzech”, mówi Pius XII w Mystici Corporis, „choćby i ciężką był zbrodnią, jest tego rodzaju, aby z samej natury swojej wyłączył człowieka z Ciała Kościoła, jak to robi schizma, herezja lub apostazja. Również nie ginie wszelkie życie u tych, którzy mimo, że stracili przez grzech miłość i łaskę Bożą, tak iż nie są już zdolni do zyskiwania zasług na niebo, zachowali jednak wiarę i nadzieję chrześcijańską i …pobudki do zbawiennej bojaźni Bożej, do modlitwy i żalu za popełnione winy… Cokolwiek bowiem trzyma się ciała, o tego zdrowiu wątpić jeszcze nie można, co zaś raz odcięte zostało, już nie może być ani zagojone, ani uleczone” (podkreślenie dodane).

Z drugiej strony, osoba która nie jest członkiem, a która tak się składa, że jest w Kościele (na mocy pragnienia wejścia do niego – będzie to wyjaśnione niebawem), po to by pozostać w Kościele musi być i pozostawać w stanie łaski uświęcającej. Uściślając naturę pragnienia, o którym mówimy, Święte Oficjum w liście Suprema haec sacra (8 sierpnia, 1949) stwierdza: „Nie wolno uważać, że aby ktoś się zbawił wystarczający mógł być dowolny rodzaj pragnienia wejścia do Kościoła. Konieczne jest, by pragnienie, przez które nawiązywana jest więź z Kościołem było ożywiane doskonałą miłością. Domyślne pragnienie również nie może przynieść owoców, o ile dana osoba nie posiada nadprzyrodzonej wiary” (podkreślenie dodane).

Pragnienie

To kluczowe słowo musi być rozumiane bardzo klarownie, ażeby nie pojawiło się wiele poważnych błędów. W żadnym wypadku wszyscy „chrześcijanie” należący do różnych niekatolickich sekt – jeśli nawet mogą być ważnie ochrzczeni – nie posiadają tego pragnienia, którego się wymaga od kogoś nie należącego do Kościoła by można go było zaliczyć do grona osób będących „w obrębie” Kościoła. Żadną miarą, i to niezależnie od Vaticanum II!

Pragnienie, o którym mówimy może być albo wyraźne albo domyślne. Wyraźnym pragnieniem jest na przykład, pragnienie katechumena, tzn. jasno wyrażona chęć wstąpienia do Kościoła. Lecz dana osoba może być wewnątrz Kościoła i przez to móc osiągnąć wieczne zbawienie, nawet jeśli może nie wiedzieć o Kościele, albo nie mieć świadomości, że Kościół jest konieczny do zbawienia. Tego rodzaju pragnienie nazywane jest domyślnym. Jednakże osoba ta może najprawdopodobniej nie posiadać tego ukrytego/domyślnego pragnienia o ile nie spełnia dwóch koniecznych warunków: (1) Musi się znajdować w stanie nieprzezwyciężalnej nieznajomości Kościoła katolickiego i jego nieodzowności do zbawienia. Nieprzezwyciężalna – oznacza: nie możliwa do przezwyciężenia. Taka niewiedza – co rozumie się samo przez się – nie jest zawiniona. I dodatkowo, prócz nieprzezwyciężonej niewiedzy, (2) osoba taka musi stale i „pilnie zachowywać prawo naturalne i jego nakazy, wyryte przez Boga w sercach wszystkich, jak również… prowadzić uczciwe i prawe życie” (encyklika Piusa IX, Quanto conficiamur moerore, z 10 sierpnia 1863 roku). Oznacza to, że musi posiadać doskonałą miłość i nadprzyrodzoną wiarę, lub, mówiąc prościej, musi żyć – dzięki nieskończonej Boskiej dobroci i łaskawości – nadprzyrodzonym życiem łaski uświęcającej.

Nauczanie papieża Piusa IX zawarte w następujących dokumentach: Singulari quadam (9 grudnia, 1854) oraz Quanto conficiamur moerore (10 sierpnia 1863) będzie niezwykle pomocne do pojęcia co sam Kościół rozumie przez „domyślne pragnienie”. Najpierw, pozwolimy sobie przytoczyć obszerny fragment allokucji Singulari quadam:

„Nie bez żalu dowiadujemy się, że inny, nie mniej zabójczy błąd ogarnął niektóre części świata katolickiego i zawładnął duszami wielu katolików, uważających, że należy mieć dobrą nadzieję o zbawieniu tych wszystkich, którzy w żaden sposób nie znajdują się w obrębie (nequaquam versantur) prawdziwego Kościoła Chrystusa. Stąd mają oni zwyczaj częstego roztrząsania, jakiż to będzie po śmierci los i stan tych, co w żadnej mierze się nie poddali (addicti sunt) wierze katolickiej, przy czym pozbierawszy najbardziej jałowe argumenty (vanissimisque adductis rationibus), już mają na podorędziu odpowiedź, która ma wesprzeć spaczone ich zdanie. Jak najdalsi być chcemy, Czcigodni Bracia, od tego, by się ważyć wyznaczać granice miłosierdziu Bożemu, które jest nieskończone; jak najdalsi od tego, by chcieć przenikać tajemne zamiary i sądy Boże – ogrom to otchłani i ludzkim myśleniem zgłębione być one nie mogą! Jak jednak jest Naszym Apostolskim obowiązkiem, chcemy pobudzić Waszą biskupią i troskę, i czujność, byście, na ile zdołacie, wypędzali z umysłów ludzkich to tyleż bezbożne, co zabójcze wyobrażenie, jakoby w jakiej bądź religii można było znaleźć drogę wiecznego zbawienia (quavis in religione reperiri posse aeternae salutis viam). Z ową biegłością i nauką, w których celujecie, wykazujcie powierzonym pieczy Waszej ludom, że dogmaty wiary katolickiej w najmniejszym stopniu nie sprzeciwiają się Bożemu miłosierdziu i sprawiedliwości.

Jako prawdy wiary trzymać wszak trzeba się tego (Tenendum quippe ex fide est), że poza Apostolskim Rzymskim Kościołem zbawiony nikt być nie może, że on jest jedyną arką zbawienia, że kto do niego nie wejdzie, zginie od potopu; a jednak za pewne tak samo uważać trzeba, że ci, którzy cierpią na nieznajomość prawdziwej religii – jeśliby ta [nieznajomość] była nie do przezwyciężenia – nie zaciągają z tego powodu żadnej winy w oczach Pana. Któż jednak byłby na tyle zuchwały, by wykreślać granice tego rodzaju [nieprzezwyciężalnej] nieznajomości, zważywszy stan i zmienność ludów, krajów, umysłów i tak wielu innych okoliczności? Zapewne, gdy wyzwoleni z więzów ciała ujrzymy Boga jakim jest, zrozumiemy z całą oczywistością, jak ścisłym i pięknym węzłem splatają się ze sobą zmiłowanie Boże i Boża sprawiedliwość; jak długo jednak przebywamy na ziemi, obciążeni tym śmiertelnym brzemieniem, co otępia duszę, jak najmocniej trzymajmy się nauki katolickiej o tym, że jest jeden Bóg, jedna wiara, jeden chrzest; postępować w badaniu dalej, jest rzeczą niegodziwą (nefas est).

Poza tym, jak się tego domaga wzgląd miłości, zanośmy uporczywe prośby, by wszystkie ze wszystkich stron świata narody nawróciły się do Chrystusa i wedle sił naszych służmy dla wspólnego ludzi zbawienia; nieukrócona jest bowiem ręka Pańska, a darów łaski niebieskiej nigdy nie zbraknie tym, co szczerym duchem pragną i domagają się, by ich to światło odnowiło. Tego rodzaju prawdy winny być jak najgłębiej utkwione w umysłach wiernych, by nie można ich było zepsuć fałszywymi naukami, które zmierzają do tego, aby hodować indyferentyzm co do religii (doctrinis eo spectantibus, ut religionis foveant indifferentiam), który, jak widzimy, coraz szerzej na zgubę dusz się rozpełza i wzmacnia”.

W tym ustępie papież Pius IX z pewnością nie mówi, ani nie sugeruje, że każdy kto trwa w nieprzezwyciężonej niewiedzy automatycznie będzie zbawiony, albo automatycznie znajduje się „w obrębie” Kościoła. Mówi on natomiast, że ci, którzy są w nieprzezwyciężalny sposób nieświadomi nie zostaną ukarani „z tego powodu” (hujusce rei). To znaczy, niezwyciężona nieznajomość prawdziwego Kościoła (albo czegoś innego, oprócz tego) nie jest grzeszna w oczach Boga; a najlitościwszy i najsprawiedliwszy Bóg nigdy nie karze nikogo, kto by był w nieprzezwyciężalny sposób – a z tej przyczyny niewinnym – nieświadomy w jakiejkolwiek materii. Jednakże tacy ludzie (w nieprzezwyciężony sposób nieświadomi pewnych konkretnych spraw) mogą zostać ukarani na wieczność z powodu innych grzechów.

Quanto conficiamur moerore

10 sierpnia 1863 roku, niecałą dekadę po wydaniu allokucji Singulari quadam (cytowanej powyżej) ten sam papież Pius IX ogłosił encyklikę Quanto conficiamur moerore. W kluczowym ustępie tej encykliki – zacytowanym poniżej – wyjaśnia i naświetla nauczanie Kościoła dotyczące „nieprzezwyciężalnej nieznajomości”.

„Tu zaś wypada, Ukochani Synowie Nasi i Czcigodni Bracia, ponownie wspomnieć i odrzucić najcięższy błąd, w jakim nieszczęśnie tkwią niektórzy katolicy, mniemając, że ludzie żyjący w błędach i nie będący (alienos) w jedności katolickiej mogą osiągnąć życie wieczne. To zaś w najwyższym stopniu sprzeciwia się nauce katolickiej. Wiadomo Nam i Wam, że ci, którzy dotknięci są nieprzezwyciężalną niewiedzą co do naszej najświętszej religii (qui invincibili circa sanctissimam nostram religionem ignorantia laborant), a pilnie zachowują prawo naturalne i jego nakazy, wyryte przez Boga w sercach wszystkich, jak również, gotowi do posłuszeństwa Bogu, prowadzą uczciwe i prawe życie, mogą mocą działania Bożego światła i łaski, dostąpić życia wiecznego, bowiem Bóg, który jawnie widzi, rozeznaje i zna umysły, ducha, myśli i nawyki wszystkich, w najwyższej Swojej dobroci i łaskawości nie pozwoli, by doznawał kary wiecznych mąk ktokolwiek, na kim by nie ciążyło przestępstwo winy własnowolnej (voluntariae culpae reatum). Doskonale też znany jest katolicki dogmat mówiący, że nikt nie może być zbawiony poza katolickim Kościołem i że ci, co krnąbrnie sprzeciwiają się autorytetowi oraz orzeczeniom tegoż Kościoła i pozostają uporczywie oddzieleni (pertinaciter divisos) od jedności tegoż Kościoła i od Piotrowego Następcy, Papieża Rzymskiego, któremu została powierzona przez Zbawiciela straż nad winnicą – zbawienia wiecznego uzyskać nie mogą.

Broń jednak Boże, by synowie Kościoła katolickiego mieli być w jakikolwiek sposób nieprzyjaźni wobec tych, którzy nie są z nami złączeni tymi samymi więzami wiary i miłości! Owszem, niechaj wypełniając obowiązki miłości chrześcijańskiej pragną im zawsze pomagać, czy to jako ubogim, czy jako chorym, czy jako udręczonym jakimikolwiek smutkami, przede wszystkim zaś niech się starają wyrwać ich z ciemności błędów, w jakich ci nieszczęśnie leżą i przywieść ich na powrót do najukochańszej Matki Kościoła, która z miłością wyciąga do nich swe matczyne ramiona i nigdy nie przestaje wołać ich do siebie, by ugruntowani i ustaleni w wierze, nadziei i miłości oraz przynoszący wszelki dobry owoc, dostąpili zbawienia wiecznego”.

Suprema haec sacra

8 sierpnia 1949 roku, Święte Oficjum wystosowało list skierowany do arcybiskupa Bostonu. Przyczyną jego powstania był spór, jaki został wzniecony przez Centrum św. Benedykta w Cambridge, będące wówczas kwaterą główną „herezji bostońskiej”. List ten, znany jako Suprema haec sacra, rozpoczyna się od wyraźnej wzmianki o tym Centrum i „nieszczęsnej kontrowersji”, jaka się tam zrodziła. Ponieważ jest on najbardziej wszechstronnym, jak również najaktualniejszym streszczeniem prawdziwego katolickiego nauczania o dogmacie „Poza Kościołem nie ma zbawienia” zacytujemy całą jego część doktrynalną.

„Przeto najznakomitsi i najprzewielebniejsi kardynałowie tej Najwyższej Kongregacji, na sesji plenarnej, jaka się odbyła w środę, 27 lipca 1949 roku, postanowili, a papież na audiencji w czwartek, 28 lipca 1949 roku, raczył udzielić swej aprobaty, aby następujące objaśnienia odnoszące się do doktryny jak też zachęty i napomnienia dotyczące karności, zostały udzielone.

Należy wierzyć wiarą boską i katolicką (fide divina et catholica) w to wszystko, co jest zawarte w słowie Bożym napisanym lub też przekazanym i co Kościół podaje do wierzenia nie tylko za pośrednictwem uroczystego orzeczenia, lecz także zwyczajnego i powszechnego nauczania (magisterium) jako przez Boga objawione.

Między tymi prawdami, jakie Kościół zawsze głosił i nigdy nie przestanie głosić, znajduje się również owo nieomylne orzeczenie, które nas uczy, że poza Kościołem nie ma zbawienia.

Ten dogmat jednak należy rozumieć w takim znaczeniu, w jakim go rozumie sam Kościół. W istocie bowiem nie prywatnym osądom powierzył nasz Zbawiciel wyjaśnienie rzeczy zawartych w depozycie wiary, lecz Magisterium kościelnemu.

Na pierwszym miejscu Kościół naucza, że w tym zagadnieniu chodzi o najbardziej ścisły nakaz Chrystusa. Sam bowiem swoim Apostołom wyraźnie nakazał, aby nauczali wszystkie narody zachowywać to wszystko, co On sam rozkazał.

Między poleceniami zaś Chrystusa wcale nie ostatnie miejsce zajmuje nakaz, abyśmy przez chrzest włączyli się w Ciało Mistyczne Chrystusa, jakim jest Kościół, i abyśmy byli złączeni z Chrystusem i Jego zastępcą, przez którego On sam w sposób widzialny rządzi swoim Kościołem na ziemi.

Dlatego nie zbawi się nikt, kto wiedząc, że Kościół został mocą Boską ustanowiony przez Chrystusa, nie chce jednak poddać się Kościołowi lub odmawia posłuszeństwa Rzymskiemu Biskupowi, zastępcy Chrystusa na ziemi.

Zbawiciel bowiem nie tylko nakazał, aby wszystkie ludy weszły do Kościoła, lecz ustanowił także Kościół jako środek do zbawienia, bez którego nikt nie może wejść do królestwa chwały niebieskiej.

W nieskończonym swoim miłosierdziu Bóg chciał, aby skutki tych pomocy koniecznych do zbawienia, jakie do osiągnięcia ostatecznego celu człowieka są nakazane z ustanowienia Bożego, a nie z wewnętrznej konieczności, można było osiągnąć w pewnych okolicznościach, jeśli ktoś okaże ich pragnienie lub życzenie (ubi voto solummodo vel desiderio adhibeantur). Widzimy to jasno wyrażone na Soborze Trydenckim w odniesieniu tak do sakramentu odrodzenia, jak i do sakramentu pokuty.

Toż samo na swój sposób trzeba odnieść do Kościoła, o ile mianowicie jest on powszechnym środkiem zbawienia. Ponieważ nie zawsze wymaga się do osiągnięcia wiecznego zbawienia, by ktoś w rzeczywistości został włączony do Kościoła jako członek, przynajmniej jest wymagane, by do niego należał przez życzenie lub pragnienie.

To zaś pragnienie nie zawsze musi być wyraźne, jak to jest u katechumenów, lecz wtedy również ma miejsce, kiedy człowiek znajduje się w niewiedzy niemożliwej do usunięcia. Bóg także przyjmuje ukryte pragnienie (votum implicitum), nazwane w ten sposób, ponieważ jest ono zawarte w dobrym usposobieniu duszy, dzięki któremu człowiek chce uzgodnić swoją wolę z wolą Bożą.

Oto wyraźna nauka Ojca św. papieża Piusa XII w jego encyklice O Mistycznym Ciele Jezusa Chrystusa, wydanej 29 czerwca 1943 r. W niej bowiem wyraźnie papież rozróżnia między tymi, którzy w rzeczywistości (in re) są włączeni do Kościoła jako członki, a tymi, którzy do Kościoła należą tylko przez pragnienie (in voto).

Rozprawiając bowiem na temat członków, z których tutaj na ziemi składa się Ciało Mistyczne, tenże papież mówił: «Do rzeczywistych zaś członków Kościoła zaliczać można tylko tych ludzi, którzy przyjęli chrzest odrodzenia i wyznają prawdziwą wiarę, a którzy nie oderwali się pożałowania godną samowolą od organicznej jedności ciała lub też nie zostali odłączeni przez prawowitą władzę z powodu ciężkich przestępstw».

Przy końcu zaś tejże encykliki, zapraszając najserdeczniej do jedności ludzi nie należących do organizmu katolickiego Kościoła (qui ad Ecclesiae Catholicae compagem non pertinent), wspomina o tych, «którymi kieruje nieuświadomione pragnienie i tęsknota ku Mistycznemu Ciału Odkupiciela». Nie wyłączając ich wcale od zbawienia wiecznego, z drugiej jednak strony twierdzi, że przebywają w takim stanie, «w jakim nie mogą być bezpieczni o swoje wieczne zbawienie… ponieważ brak im tylu i tak wielkich niebiańskich pomocy, z których można korzystać tylko w Kościele katolickim».

Tymi rozważnymi słowy potępia zarówno tych, którzy wyłączają od zbawienia wiecznego wszystkich ludzi złączonych z Kościołem tylko przez samo ukryte pragnienie (votum implicitum), jak i tych, którzy fałszywie twierdzą, że ludzie równie dobrze (aequaliter) mogą się zbawić w każdej religii.

Nie należy myśleć, że wystarczy jakiekolwiek pragnienie wstąpienia do Kościoła, aby człowiek się zbawił. Jest bowiem konieczne, aby pragnienie kierujące konkretnego człowieka ku Kościołowi było ożywione doskonałą miłością. Pragnienie ukryte nie może być skuteczne, chyba że człowiek posiadałby wiarę nadprzyrodzoną: «Albowiem przystępujący do Boga powinien wierzyć, że jest i że nagradza tych, co Go szukają». Głosi bowiem Sobór Trydencki, że «wiara jest początkiem zbawienia człowieka, fundamentem i korzeniem wszelkiego usprawiedliwienia; bez niej niemożliwą jest rzeczą podobać się Bogu» i «należeć do grona Jego synów»”.

Podsumowanie i wnioski

Jest tylko jeden prawdziwy Kościół Jezusa Chrystusa, powszechny Kościół wiernych, którym jest Święty Kościół rzymskokatolicki, kierowany przez papieża, biskupa Rzymu, który jest Wikariuszem Jezusa Chrystusa na ziemi. Poza tym Kościołem absolutnie nie ma zbawienia; nikt w ogóle nie może być zbawiony jeśli w godzinę śmierci nie należy do Kościoła. Jest to nieomylny dogmat i nie dopuszcza w ogóle żadnych wyjątków. Twierdzić jakoby takie wyjątki istniały jest w gruncie rzeczy równoznaczne z jego zanegowaniem. Kardynał Newman w Liście do Księcia Norfolk, poważnie zbłądził twierdząc, że ten dogmat ma „wyjątki”. Był to niefortunny sposób wyrażenia. Monsignor Fenton w interesujący sposób omówił ów błąd Newmana (op. cit., ss. 124-6), a kluczowy ustęp tej dyskusji brzmi następująco:

„Newman głosił, że zasada «poza Kościołem i poza wiarą, nie ma zbawienia» dopuszcza wyjątki. Uważał on, że to czego papież Pius IX nauczał w swojej encyklice Quanto conficiamur moerore wskazywało na istnienie takich wyjątków. Na poparcie swojego twierdzenia, cytuje następujące wersy encykliki:

«Wiadomo Nam i Wam, że ci, którzy dotknięci są nieprzezwyciężalną niewiedzą co do naszej najświętszej religii, a pilnie zachowują prawo naturalne i jego nakazy, wyryte przez Boga w sercach wszystkich, jak również, gotowi do posłuszeństwa Bogu, prowadzą uczciwe i prawe życie, mogą mocą działania Bożego światła i łaski, dostąpić życia wiecznego».

Według autora Listu do Księcia Norfolk, powyższe słowa papieża Piusa IX wyrażały to, co Newman nazwał «doktryną nieprzezwyciężalnej niewiedzy – czyli, że możliwe jest przynależenie do duszy Kościoła bez przynależenia do ciała». Rozważania nad tym dogmatem zakończył [Newman] takim pytaniem: «Kto mógłby, na pierwszy rzut oka wywnioskować z tak dobitnego i uniwersalnego sformułowania [„poza Kościołem i poza wiarą, nie ma zbawienia”], że wyjątek od jego stosowania – taki jak wyżej wymieniony, tak specyficzny i, o ile nam wiadomo, tak powszechny – jest zgodny z wyznawaniem tej reguły?».

Jeżeli słowa Newmana mają coś oznaczać, to według nich Kościół wyznaje i podaje jako dogmat – o którego kwestionowaniu żaden katolik nigdy nie mógłby nawet pomyśleć – twierdzenie, któremu jednocześnie zaprzecza”. (Fenton, op. cit., s. 125).

Jeżeli pragniemy trzymać się tego dogmatu, tak jak sam Kościół tego uczy i go rozumie, to musimy odrzucić wszelkie koncepcje „niewidzialnego” prawdziwego Kościoła. Musimy odrzucić odstępstwo od powyższej doktryny Magisterium Kościoła, kiedy to Vaticanum II mówi o takich rzeczach jak „pełna” (plene) jedność z Kościołem lub „pełna” przynależność do Kościoła, w odróżnieniu od tak zwanej „niezupełnej” lub „niepełnej” (non plene) jedności czy przynależności. Wielu „dobrych chrześcijan” z różnych sekt posiada rzekomo taką „non plene” jedność. Cała ludzkość jest podzielona na te dwie wykluczające się wzajemnie i odrębne kategorie: członków prawdziwego Kościoła i nie-członków tegoż Kościoła. Nie istnieje coś takiego jak „pełne” członkostwo i „częściowe” członkostwo. Takie rozmywanie rozgraniczeń jest dla heretyków wygodnym narzędziem. (Oczywiście, wciąż mamy na uwadze, że niektórzy nie-członkowie mogą być „w obrębie” Kościoła, jak zostało to już wyjaśnione).

Następujący ustęp z książki Msgr. Fentona jest stosowny w tym momencie:

„W tym fragmencie Singulari quadam papież Pius IX nawołuje biskupów Kościoła katolickiego by użyli wszystkich sił do wyplenienia z umysłów ludzkich zabójczego błędu jakoby w jakiej bądź religii można było znaleźć drogę wiecznego zbawienia. W pewnej mierze jest to zaledwie ponowne przedstawienie błędnej opinii, według której możemy mieć nadzieję na zbawienie ludzi, którzy nigdy w żaden sposób nie przystąpili do Kościoła katolickiego, pierwszej błędnej interpretacji katolickiego nauczania potępionej w tej części allokucji. Jednakże, z drugiej strony, błąd, że drogę zbawienia można odnaleźć w jakiejkolwiek religii ma swoją własną szczególną i osobliwą szkodliwość. Oparty jest na fałszywym założeniu, że fałszywe religie – te inne niż katolicka – są w pewnej mierze częściowym zbliżeniem do pełni prawdy, którą można znaleźć w katolicyzmie. Zgodnie z tą doktrynalną aberracją, religia katolicka byłaby odmienną od innych, ale nie w taki sposób w jaki prawda odróżnia się od fałszu, lecz tylko tak jak pełnia różni się od niekompletnych części samej siebie. To właśnie ta koncepcja, idea – że wszystkie inne religie zawierają dostatecznie dużo z istoty tej pełni prawdy, jaka znajduje się w katolicyzmie, aby mogły być środkami wiodącymi do wiecznego zbawienia – jest tak potępiona w Singulari quadam” (Fenton, op. cit, s. 47).

Musimy odrzucić błędną ideę, że Kościół katolicki jest tylko „zwyczajnym” środkiem zbawienia i że Bóg używa również innych (tak zwanych) „kościołów” jako środków zbawienia – co nader wyraźnie głosi Vaticanum II.

Musimy odrzucić błędną ideę, że Kościół katolicki jest „doskonałym” urzeczywistnieniem prawdziwego Kościoła Jezusa Chrystusa, podczas gdy inne sekty i (tak zwane) „kościoły” są w pewien sposób „mniej doskonałymi” konkretyzacjami jednego, prawdziwego Kościoła. W swojej doniosłej encyklice Pascendi (przeciw błędom modernistów), papież św. Pius X zdemaskował zwodniczość takich rozróżnień: „I tu moderniści… jedni skrycie, inni otwarcie wyznają, że wszelkie religie są prawdziwe… Co najwyżej, mogliby moderniści utrzymywać to jedno, że religia katolicka z pośród różnych religii ma więcej prawdy, gdyż jest żywotniejsza, i że zasługuje bardziej, niż inne, na miano chrześcijańskiej, gdyż lepiej odpowiada początkom chrystianizmu”.

Musimy odrzucić błędną ideę, że wszyscy, którzy kiedykolwiek byli ochrzczeni, obojętnie czy są katolikami czy niekatolikami, wciąż pozostają jakoś „zjednoczeni z Chrystusem” bez względu na to jaki jest ich obecny stan duszy i bez względu na to jakie są ich aktualne relacje z prawdziwym, widzialnym, katolickim Kościołem.

Musimy odrzucić błędną ideę, że Mistyczne Ciało Chrystusa i Kościół rzymskokatolicki są nie zupełnie dokładnie tym samym. I dlatego musimy odrzucić całkowicie błędną i niebezpieczną koncepcję, w myśl której prawdziwy Kościół naszego Pana Jezusa Chrystusa zaledwie „trwa w” Kościele katolickim – jak naucza Vaticanum II.

Doktryny Zbójeckiego Kościoła

Dokonując zestawienia następujących doktryn Zbójeckiego Kościoła z prawdziwym katolickim nauczaniem przytoczonym w niniejszym artykule, bardzo łatwo można się przekonać czym one są naprawdę. W przytoczonych poniżej tekstach wszystkie podkreślenia zostały dodane.

„To jest ten jedyny Kościół Chrystusowy, który wyznajemy w Symbolu wiary jako jeden, święty, katolicki i apostolski… Kościół ten, ustanowiony i zorganizowany na tym świecie jako społeczność, trwa w Kościele katolickim…” (Vaticanum II, Konstytucja dogmatyczna o Kościele). Jaki Kościół mają na myśli mówiąc „ten Kościół?” Jaki Kościół jest „tym Kościołem„, który „trwa w” Kościele katolickim? Komentując ten fragment Lumen gentium, wielebny Gregory Baum wyjaśnia co on oznacza i podaje oficjalne objaśnienie Teologicznej Komisji II Soboru Watykańskiego. Baum stwierdza, co następuje: „Ostateczny tekst Konstytucji mówi, że Kościół Chrystusowy «trwa w» Kościele katolickim. A zatem, Kościół Chrystusowy urzeczywistnia i ucieleśnia się w Kościele katolickim; i na odwrót, Kościół katolicki to urzeczywistnienie Kościoła Chrystusowego na ziemi, według wiary katolickiej to jedyna instytucjonalnie doskonała realizacja tego Kościoła, jednakże nie zachodzi tu żadne proste i niekwalifikowane utożsamienie. W wyjaśnieniu zmiany słów udzielonym soborowi przez Komisję Teologiczną czytamy: «Zamiast jest mówimy teraz trwa w, tak, aby wyrażenie lepiej odpowiadało temu, co sądzi się o kościelnych elementach obecnych gdzie indziej»”. (Gregory Baum, „The Ecclesial Reality of the Other Churches” w The Church and Ecumenism, Concilium 4, s. 70).

„To samo rozumienie”, kontynuuje Baum, „przewija się w całej Konstytucji o Kościele. Gdy w rozdziale o Ludzie Bożym (Rozdział 2) pada pytanie, kto jest włączony w Kościół Chrystusowy, następuje modyfikacja [!] nauczania Mystici Corporis Christi. Encyklika ta podkreślała, że reapse (faktycznymi) członkami Kościoła są tylko ludzie połączeni więzami wiary, sakramentów i hierarchicznej wspólnoty, to jest, tylko rzymscy katolicy… Jednakże w końcowym tekście Konstytucji (tj., dogmatycznej konstytucji o Kościele II Soboru Watykańskiego) czytamy, że katoliccy wierni są plene (w pełni) włączeni do Kościoła. Daje to do zrozumienia, że oprócz pełnego udziału w tajemnicy Kościoła są inne, mniej doskonałe, sposoby. Ta niezwykła zmiana [!] reapse na plene, wprowadzona na żądanie Ojców soborowych, czyni tę doktrynę spójną z nauczaniem zawartym w innych częściach Konstytucji. W istocie, sprawozdanie przygotowane dla soboru przez Komisję Teologiczną przypomina nam, że wszyscy ochrzczeni są w pewien sposób włączeni do Kościoła… Wnioskujemy stąd, że w tych trzech punktach Konstytucja o Kościele odeszła daleko poza nauczanie Mystici Corporis Christi. Według Konstytucji, Kościół katolicki jest instytucjonalnie doskonałym urzeczywistnieniem Kościoła Chrystusowego na ziemi”.

„Pomimo że odłączonym od nas Wspólnotom kościelnym brakuje pełnej jedności z nami, wypływającej z chrztu, i choć w naszym przekonaniu nie przechowały one właściwej i całkowitej rzeczywistości eucharystycznego misterium…” (Vaticanum II, Dekret o ekumenizmie).

„Nasi bracia odłączeni sprawują wiele chrześcijańskich obrzędów, które… niewątpliwie mogą w rozmaity sposób wzbudzić rzeczywiste życie łaski i którym trzeba przyznać zdolność otwierania wstępu do społeczności zbawienia” (tamże).

„Same te Kościoły i odłączone Wspólnoty, choć w naszym przekonaniu podlegają brakom [!], wcale nie są pozbawione znaczenia i wagi w tajemnicy zbawienia. Duch Chrystusa nie wzbrania się przecież posługiwać nimi jako środkami zbawienia…” (Dekret o ekumenizmie).

„O odnowienie jedności troszczyć się ma cały Kościół… To staranie ujawnia już poniekąd istniejącą między chrześcijanami braterską łącznośći prowadzi wedle Bożej łaskawości do pełnej i doskonałej jedności…” (ibidem).

„Chrześcijański styl życia tych braci zasila się wiarą w Chrystusa [czy wszyscy ci „bracia” posiadają dar nadprzyrodzonej wiary?] …Pokładanie wiary w Chrystusie wydaje owoce…” (Dekret o ekumenizmie). Ich (tak zwana) „wiara w Chrystusa” nie rodzi żadnego owocu o ile nie przybliża ich do bycia w Kościele katolickim. „Z tego powodu błądzą, którzy chcą poza Kościołem dążyć do zbawienia – bo dążą daremnie” (papież Leon XIII, encyklika Tametsi, 1 listopada 1900).

Pełnię bowiem zbawczych środków osiągnąć można jedynie w katolickim Kościele Chrystusowym, który stanowi powszechną pomoc do zbawienia” (Dekret o ekumenizmie).

„Ci przecież, co wierzą w Chrystusa i otrzymali ważnie chrzest, pozostają w jakiejś, choć niedoskonałej wspólnocie (communio) ze społecznością Kościoła katolickiego” (Dekret o ekumenizmie).

„Ponadto wśród elementów czy dóbr, dzięki którym razem wziętym sam Kościół się buduje i ożywia, niektóre i to liczne i znamienite mogą istnieć poza widocznym obrębem Kościoła katolickiego, spisane słowo Boże [które potrzebuje Kościoła jako nieomylnego interpretatora, o czym się nie wspomina], życie w łasce [niekatolicy otrzymują bieżące łaski, ale nie mogą żyć życiem łaski jeśli nie są w obrębie Kościoła katolickiego], wiara, nadzieja, miłość [na pewno nie jest to nadprzyrodzona wiara, nadzieja i miłość, jak się to sugeruje]…” (Dekret o ekumenizmie).

„Współpraca wszystkich chrześcijan w żywy sposób wyraża to zespolenie, które ich wzajem łączy…” (ibidem).

„Rozbicie między chrześcijanami jest jednak dla Kościoła zaporą na drodze do urzeczywistnienia właściwej mu pełni katolickości [katolickość jest jednym z czterech znamion Kościoła katolickiego, jakie, od początku, posiadał w całej pełni] w tych dzieciach, które przez chrzest wprawdzie do niego przynależą, ale odłączyły się od pełnej wspólnoty (communio) z nim [jego dzieci? Tak po prostu, każdy komu zdarzyło się być kiedyś ochrzczonym jest teraz honorowany mianem „dziecka” prawdziwego Kościoła? Niewiarogodne!]” (Dekret o ekumenizmie).

„Poprzez sakrament chrztu, ilekroć się go udziela należycie, stosownie do Pańskiego ustanowienia, i przyjmuje w odpowiednim usposobieniu duszy, człowiek zostaje prawdziwie wcielony w Chrystusa ukrzyżowanego i uwielbionego…” (ibidem). Lecz taki człowiek nie koniecznie pozostajewcielonym w takim stanie.

Walter J. Burghardt SJ, ekspert „Zbójeckiego Kościoła”, pisze: „Łaska Chrystusa działa, obficie i nieustannie, nie tylko w protestantach lecz również w protestantyzmie, nie tylko u prawosławnych ale też w prawosławiu, nie tylko u anglikanów ale tak samo w anglikanizmie” (Theology Digest, Winter 1970, s. 359). „Jak może katolicki teolog” – pyta Burghardt – „pogodzić ze swoim tradycyjnym rozumieniem «jednego prawdziwego Kościoła» uznanie przez Vaticanum II innych kościołów chrześcijańskich, nie po prostu jako socjologicznego zjawiska ale jako eklezjalnejrzeczywistości… jako struktur wspaniale owocujących dzięki łasce, która zbawia? Jak dotąd nie ma na to «katolickiej odpowiedzi». Jest to zrozumiałe, ponieważ Sobór postawił teologa w obliczu rozwoju, ewolucji w katolickim pojmowaniu tajemnicy, jaką jest Kościół” (op. cit., s. 360). „Po pierwsze, my wszyscy, którzy zostaliśmy ochrzczeni (protestanci, katolicy, prawosławni) zostaliśmy przez chrzest wcieleni w Chrystusa: a ponieważ zostaliśmy wcieleni w Chrystusa, wszyscy w bardzo realny sposób należymy do Kościoła Chrystusowego… To nie wymysł; tak jest «naprawdę». Pomimo naszych niechrześcijańskich podziałów, jesteśmy jednością bardziej niż nam się to kiedykolwiek śniło; ponieważ ten sam Chrystus jest naszym jedynym życiem i w jakiś tajemniczy sposób wszyscy należymy do jednego Kościoła Chrystusowego… Rzeczywistość, jaką jestKościół Chrystusowy wykracza poza instytucjonalny katolicki Kościół, urzeczywistnia się do pewnego stopnia w innych społecznościach chrześcijańskich; oni również są wspólnotami łaski i zbawienia, ożywianymi obecnością i łaską tego samego Chrystusa” (Burghardt, op. cit., ss. 360-1, podkreślenie dodane).

Postępowy Werner Becker w swojej pracy „History of the Decree on Ecumenism” przedstawia wiele interesujących spostrzeżeń na temat debat, jakie miały miejsce na soborze (w związku z tym Dekretem). „Niektórzy Ojcowie” – pisze Becker – „domagali się wyraźnej wzmianki o konieczności Kościoła katolickiego do zbawienia oraz o nieomylności Papieża. Czy wystarczające było mówienie o Kościele rzymskokatolickim w terminologii patrystycznej jako o wspólnocie miłości, bez brania pod uwagę ostrzeżeń encykliki Mystici Corporis przestrzegającej przed tworzeniem rozróżnienia na «Kościół jurydyczny» i «Kościół miłości»? Czy słuszne było patrzenie na Kościół jako coś dynamicznego, jako wspólnotę (communio), w której istnieją różne drogi i stopnie uczestnictwa? Podniósł się także protest, że Ducha Świętego można tylko przedstawić jako duszę Kościoła katolickiego w jego konkretnej formie i że poza granicami Kościoła może on działać skutecznie tylko per accidens… Czy dyskusja na temat odłączonych chrześcijan nie była «zbyt kurtuazyjna»? (Kardynał Ruffini). Czy oni wszyscy bez wyjątku działają w dobrej wierze? Jaki jest cel tegolaudatio protestantium? …Lecz te głosy sprzeciwu nie mogły zapobiec nieodpartemu wrażeniu, że podczas debaty – ku zaskoczeniu wielu –oczywistym stało się dokonanie prawdziwego przełomu w kierunku myśli ekumenicznej. Niemal wszyscy uznali, że schemat stanowił wielki krok naprzód… Jak oświadczył kardynał Leger, akceptacja i zatwierdzenie ze strony tylu biskupów oznaczało «prawdziwe nawrócenie». (Commentary on the Documents of Vatican II, Vol. 2, ss. 33-4, podkreślenie dodane).

„Prawdziwe nawrócenie” – tak, ale do królestwa szatana. Och nieszczęśni biskupi! Zdradzając Jego Mistyczne Ciało zdradzają Samego Mistrza. W nieskończenie lepszej sytuacji jest biedny poganin dotknięty tylko nieprzezwyciężoną niewiedzą! „Nie znać Jezusa Chrystusa wcale, jest to zapewne wielkie nieszczęście, jednak wolne od zatwardziałości i niewdzięczności; atoli poznawszy Go, gardzić Nim lub zapominać Go, to występek tak ohydny i bezrozumny, że zdaje się prawie u ludzi niemożliwym” (papież Leon XIII, encyklika Tametsi).

Zakończmy ten rozdział cytatem z pracy wielebnego Gregory Bauma. „Encyklika Mystici Corporis Christi nauczała ścisłej tożsamości między Ciałem Pana i Kościołem rzymskokatolickim… Na soborze, kilku biskupów wyraziło swą dezaprobatę dla przyjęcia tej doktryny bez pewnych ograniczeń. Spośród wielu Ojców, którzy skrytykowali wstępną propozycję De Ecclesia za głoszenie tej prostej tożsamości, kardynał Lercaro, arcybiskup Bolonii, powiedział: «… Kościół jako społeczność i Mistyczne Ciało Chrystusa wyrażają dwa odmienne aspekty… Ale w porządku egzystencjalnym i historycznym te dwa aspekty nigdy nie mogą być tym samym. W tym porządku, oba aspekty nie zawsze cieszą się tą samą pełnią rozciągłości; w rzeczywistości, powstają między nimi konflikty i wciąż będą powstawać aż do samego końca ludzkiej historii. Wtedy i tylko wtedy dopiero wypełni się i stanie oczywistą identyczność oraz równorzędność Kościoła i Mistycznego Ciała»”. Tyle Lercaro.

„Jak Konstytucja o Kościele rozwiązuje ten problem?” – pyta Baum. „Potwierdza i broni zasadniczego artykułu wiary katolickiej, że ziemskie ciało Pana i katolicki Kościół odnoszą się zasadniczo do tej samej rzeczywistości, wszakże treść tej deklaracji wskazuje…, że Ciało Chrystusa i Kościół katolicki nie są po prostu identycznymi lecz odmiennymi aspektami tej samej złożonej rzeczywistości” (Baum, op. cit., ss. 68-9).

Ponownie Baum: „Nauczanie Konstytucji o Kościele, pozostawia dlatego teologiczną przestrzeń dla innych Kościołów. Kościół Chrystusowy, który wraz z Kościołem katolickim stanowi jedną, pojedynczą złożoną rzeczywistość jest obecny w innych chrześcijańskich Kościołach, nawet jeśli według wiary katolickiej są one tylko instytucjonalnie niedoskonałymi lub niedostatecznymi urzeczywistnieniami Kościoła Chrystusa… Oczywistym jest, rzecz jasna, że w swym pielgrzymowaniu Kościół katolicki nie jest i nigdy nie będzie – mówiąc po prostu – doskonałym urzeczywistnieniem Kościoła Chrystusa” (s. 72).

I w końcu, na str. 82 tego samego artykułu, wielebny Baum dochodzi do logicznych wniosków, które siłą rzeczy wypływają z nauczania wyłożonego przez Zbójecki Sobór – Vaticanum II: „Należy przypomnieć, że na początku tego eseju, stwierdziłem, że Kościół katolicki jestinstytucjonalnie doskonałym urzeczywistnieniem Kościoła Chrystusowego, podczas gdy inne Kościoły, nie będące we wspólnocie z Rzymem, sąinstytucjonalnie niedoskonałymi realizacjami tego samego Kościoła. Wyrażając się w tak ostrożny sposób zostawiłem miejsce dla uzupełniającego aspektu, który pozwala mi stwierdzić, że konkretnie i faktycznie Kościół Chrystusa może się urzeczywistniać w mniejszej, równej, albo nawet większej mierze w Kościele oddzielonym od Rzymu niż w Kościele pozostającym z Rzymem we wspólnocie. Ten wniosek jest nieunikniony gdy weźmie się za punkt wyjścia rozumienie Kościoła, które wyłania się z nauczania II Soboru Watykańskiego” (podkreślenie dodane).

Dwuznaczności? Czy coś gorszego?

Szefowie Zbójeckiego Kościoła są niedościgłymi mistrzami dwuznaczności. Nowomowa jest ich „językiem ojczystym”. Zgubny skutek dania tym Złoczyńcom wolnej ręki na stosowanie bez zająknienia ich nowomowy uwydatniony został w następujących przenikliwych uwagach, które pojawiły się 25 kwietnia 1971 roku w biuletynie parafii kościoła św. Piotra w Cambridge, stan Massachusetts: „Podczas przekazywania wiary z pokolenia na pokolenie mogą powstać przekłamania, szereg zamaskowanych herezji, które stopniowo opróżniają wiarę z treści otrzymanej od Boga… Wieloznaczności języka, które dzisiaj wydają się całkiem nieistotne mogą być w późniejszych latach źródłem powstania nieporozumienia a co za tym idzie nowych punktów widzenia dających usprawiedliwienie temu, co jest obiektywnie fałszywe. Kościół był zawsze świadom niebezpieczeństwa pojawienia się zafałszowań w kiepsko zredagowanych wyznaniach wiary i w niedbale wyrażonych formułach modlitw. Język starożytnych symboli wiary przeszedł dużą ilość selekcji i ponownych redakcji. Dotyczy to również języka liturgii. Zaczynamy teraz rozumieć ukryte implikacje niektórych pośpiesznie utworzonych tłumaczeń liturgicznych tekstów. Przyszłe pokolenia mogą znaleźć w uczonym języku obecnej doby brak doktrynalnej dokładności, która wywoła później teologiczne problemy”.

Jeżeli skupilibyśmy naszą uwagę tylko na tych naukach Vaticanum II, które są dwuznaczne i tylko dwuznaczne, to i tak zajęłoby to nam całkiem sporo czasu. W niniejszej serii artykułów o „Zbójeckim Kościele” zajmowaliśmy się głównie wskazywaniem tych fragmentów dokumentówVaticanum II, które – rozpatrywane same w sobie – są nie do pogodzenia (naszym zdaniem) z prawdziwą katolicką doktryną (1). Na zakończenie naszego cyklu, przestudiujemy fragment Dekretu o ekumenizmie, który zawiera frontalny atak na doktrynę Mistycznego Ciała Chrystusa.

„Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?”

„A Szaweł dysząc jeszcze groźbami i mordem przeciw uczniom Pańskim, przyszedł do najwyższego kapłana, i prosił go o listy do Damaszku do synagog, ażeby mógł przyprowadzić do Jeruzalem uwięzionych, jeśliby znalazł jakich wyznawców tej nauki, mężów i niewiasty. I gdy był w podróży, stało się, że się zbliżał do Damaszku, i nagle oświeciła go zewsząd światłość z nieba. A padłszy na ziemię, usłyszał głos, który doń mówił: Szawle, Szawle! Czemu mnie prześladujesz? A on rzekł: Kto jesteś, Panie? Ów zaś: Jam jest Jezus, którego ty prześladujesz; trudno ci jest przeciw ościeniowi wierzgać. A drżąc i zdumiewając się, rzekł: Panie, co chcesz, abym czynił?”.

Taki jest opis nawrócenia św. Pawła w IX rozdziale Dziejów Apostolskich. Nasz Pan nie powiedział do Szawła: „Czemu prześladujesz Moich wyznawców?”; tylko: „Czemu Mnie prześladujesz?” Chrystus, mówiąc tak, udzielił nauki i zobrazował ten piękny aspekt doktryny Mistycznego Ciała mówiący o tej zażyłej więzi jedności istniejącej między Nim, Głową Mistycznego Ciała i każdym indywidualnym członkiem tegoż Ciała; jak również o najściślejszej więzi jedności, najwyższej duchowej solidarności łączącej ze sobą wszystkich poszczególnych członków. W konsekwencji, wszelki atak na któregokolwiek pojedynczego członka lub członków tego Mistycznego Ciała jest równocześnie atakiem na Samego Chrystusa. „Czemu Mnie prześladujesz?”.

Prześladowania Szawła były skierowane przeciwko materialnym ciałom tych chrześcijan, tych pierwszych członków Mistycznego Ciała Chrystusa. Dzisiaj atak jest skierowany przeciw umysłom i duszom. Dzisiaj Mistyczne Ciało jest atakowane u samej podstawy swego istnienia jako w doktrynie o Kościele rzymskokatolickim; Zbójecki Kościół skutecznie neguje istnienie Mistycznego Ciała! Ta negacja, nie jest oczywiście jawna, lecz wręcz przeciwnie, jest nadzwyczaj subtelna i dlatego tym bardziej niebezpieczna. Powtarzając i ponownie podkreślając swoje nauczanie – wyłożone w Mystici Corporis Christi (29 czerwca 1943 roku) o tym, że Mistyczne Ciało Chrystusa jest identyczne z i kategorycznie musi być utożsamiane z Kościołem rzymskokatolickim – Jego Świątobliwość Pius XII napisał w swojej kolejnej encyklice Humani generis: „Niektórzy sądzą, że nie obowiązuje ich nauka, jaką kilka lat temu, w oparciu o źródła objawienia, wyłożyliśmy w encyklice naszej, że mianowicie Mistyczne Ciało Chrystusowe i Rzymsko Katolicki Kościół są jednym i tym samym. Inni sprowadzają do czczej formuły konieczność przynależenia do prawdziwego Kościoła, aby można zbawienie osiągnąć”.

Zbójecki Kościół, poprzez wielu swych „rzeczników”, agentów i lokajów, a głównie przez dekrety jakie udało mu się „zatwierdzić” podczasVaticanum II „sprowadza do czczej formuły” doktrynę Mistycznego Ciała. Sprowadzenie tej nauki (albo jakiejkolwiek doktryny) do czczej formuły po to, by ją „rozwodnić”, a w rezultacie skutecznie ją zanegować, podczas gdy jednocześnie składa się gołosłowne deklaracje poparcia, to zwyczajowy sposób działania modernistów, masonów i, oczywiście, „Złoczyńców”, z którymi mamy do czynienia. „Dekret o ekumenizmie” jest narzędziem prześladowania Mistycznego Ciała, przy którym Szawłowe prześladowanie wydaje się zaledwie dziecinną igraszką. Szaweł prześladował tylko ciała swych ofiar i, ponadto, działał on jako obca osoba (od zewnątrz). Dzisiejsi prześladowcy atakują samą doktrynę, a ponadto działają „w sposób wyrachowany i skryty w samym niemal krwioobiegu Kościoła” (św. Pius X, encyklika Editae saepe). 21 listopada 1964 roku, „Dekret o ekumenizmie” został zatwierdzony. W chwili obecnej, po upływie zaledwie siedmiu lat, zdołał już powszechnie dać się we znaki. Dzisiaj, to szeroko rozprzestrzenione kompletne sprzeniewierzenie się tej objawionej nauce jest widoczne dla wszystkich. Wiarołomstwo wobec doktryny o Mistycznym Ciele wywodzi się niczym ze swego źródła, z destrukcyjnego religijnego indyferentyzmu wypromowanego i pobudzonego do rozwoju przez kilka dekretów Vaticanum II. Ci, którzy mogli się kiedykolwiek zastanawiać jak ostatecznie wypełnią się te słowa Chrystusa: „Wszelako Syn Człowieczy gdy przyjdzie, czyż znajdzie wiarę na ziemi?” (Łk. 18, 8), nie muszą już wyglądać niczego więcej niż szatańskiego zalewu apostazji i powszechnego wiarołomstwa jakie sprowadził na chrześcijaństwo Vaticanum II Zbójeckiego Kościoła.

Kluczowy fragment

„Nihilominus, justificati ex fide in baptismate, Christo incorporantur, ideoque christiano nomine jure decorantur et a filiis Ecclesiae catholicae ut fratres in Domino merito agnoscuntur” (z „Dekretu o ekumenizmie” Vaticanum II).

Dekret o ekumenizmie, na wskroś w swym duchu zdeprawowany, zawiera wiele jawnych i frontalnych ataków na prawdziwą rzymskokatolicką doktrynę, a te otwarte ataki wielokrotnie w zwięzły sposób zostały zawarte w ustępach składających się z zaledwie kilku słów. Zacytowany powyżej fragment dobrze to ilustruje. Przystępując do wyjaśnienia tego ustępu, co on faktycznie mówi, jak jest dzisiaj interpretowany oraz do jego ogólnego, toksycznego oddziaływania na katolicką Wiarę, nasze ujęcie będzie następujące:

(1) Po pierwsze, wykorzystując cytaty z dekretu Exultate Deo Soboru Florenckiego oraz encykliki Mystici Corporis Christi papieża Piusa XII objaśniona zostanie prawdziwa katolicka doktryna dotycząca kwestii będącej przedmiotem rozważań.

(2) Przeanalizujemy pierwotną wersję wyżej wymienionego tekstu, a mianowicie, „wersję roboczą” czyli tak zwany „schemat 1963”, który nosił tytuł Schema Decreti de Oecumenismo. Wcześniejsza wersja tego ustępu, w kształcie jaki zaproponowano ojcom soborowym w kwietniu 1963 roku, rzeczywiście pozostawiała wiele do życzenia, ale przynajmniej, w formie jaką wówczas miała, mogła być do pogodzenia z nauką katolicką.

(3) Następnie, przytoczymy – wykorzystując oficjalne angielskie tłumaczenie N.C.W.C., jak również kilka innych dopuszczalnych wariantów tłumaczenia – ostateczną i zatwierdzoną wersję omawianego fragmentu. I natychmiast stanie się oczywista niezwykła zmiana treści w porównaniu ze „schematem 1963” – zmiana, która doktrynalnie jest absolutnie nie do podtrzymania.

(4) Ponownie odniesiemy się do łacińskiego tekstu tego ustępu (podanego wyżej), by pokazać, że angielskie wersje zacytowane w (3) są precyzyjnymi tłumaczeniami.

(5) Przy okazji, zwrócimy uwagę na przypis, jaki sam sobór dodał do tego ustępu, który to odnośnik na poparcie swego fałszywego nauczania cytuje pewne źródło. Przekonamy się, rzecz jasna, że to teologiczne źródło nie wspiera „nauczania” zawartego w tym fragmencie.

(6) Na koniec, aby z góry obalić wszelkie możliwe oskarżenia, że „cytujemy w oderwaniu od kontekstu” albo nadajemy złą lub tendencyjną interpretację temu fragmentowi, przytoczymy kilku dobrze znanych „postępowych” komentatorów (tych będących „wewnątrz”, którzy bezpośrednio lub pośrednio pomagali w przygotowaniach tego dekretu albo później go promowali) – dowodząc tym samym, że metoda interpretacji tego fragmentu, oparta na tym co on faktycznie mówi, jest metodą ogólnie przyjętą w jego interpretacji.

Czego Kościół naucza

Bulla Exultate Deo papieża Eugeniusza IV, która została później włączona do dokumentów Soboru Florenckiego jako „Dekret dla Ormian” uczy: „Pierwsze miejsce wśród wszystkich sakramentów zajmuje święty chrzest, który jest bramą do duchowego życia. Przez niego stajemy się bowiem członkami Chrystusa i uczestnikami ciała Kościoła” (Denz. 696). Użycie w powyższej wypowiedzi słów janua (brama) i efficimur (stajemy się) w całkowicie bezsporny sposób świadczy o tym, że znaczenie i jedyny jej sens jest następujący: przez święty chrzest wstępujemy (przez janua: bramę) do Mistycznego Ciała Chrystusa. Innymi słowy, przez przyjęcie tego sakramentu stajemy się po raz pierwszy członkami Mistycznego Ciała; albo, cytując ściśle słowa tego fragmentu, za pośrednictwem chrztu „uczynieni zostajemy” (efficimur) członkami Mistycznego Ciała.

A zatem, prawdziwe jest twierdzenie, że człowiek, który zostaje ochrzczony, nawet jako członek protestanckiej wspólnoty, staje się wtedyczłonkiem Mistycznego Ciała – pod warunkiem że Kościół rzymskokatolicki uznaje ważność tego chrztu – ponieważ wraz z przyjęciem tego sakramentu zostaje odpuszczony grzech pierworodny jak również wszystkie osobiste albo uczynkowe grzechy śmiertelne. Tak więc, ochrzczona osoba żyje wówczas w stanie łaski uświęcającej i właśnie przekroczyła „janua” Ciała Kościoła. Jest to jeden aspekt rozważanego nauczania.

A oto inny aspekt. Kościół uczy również wyraźnie, że nie wszyscy ludzie, stawszy się raz członkami, koniecznie pozostają członkami Kościoła przez całe swoje życie. Mystici Coropris Christi naucza: „Jeśli zaś chodzi o określenie i opisanie prawdziwego Kościoła Chrystusowego – który jest Kościołem świętym, katolickim, apostolskim i rzymskim – to nie znajdujemy nic godniejszego, nic znakomitszego, wreszcie nic bardziej Bożego nad owo zdanie według którego Kościół zwany jest Mistycznym Ciałem Jezusa Chrystusa„. Fakt, że ochrzczony człowiek może stracić członkostwo i byćodłączonym od Mistycznego Ciała jest bardzo jasno stwierdzony w tej samej encyklice: „Do członków Kościoła w rzeczywistości (reapse) zaliczać trzeba tych tylko ludzi, którzy są ochrzczeni i wyznają prawdziwą wiarę, i ani sami nie wyłączyli się na swe nieszczęście z jedności Ciała, ani też dla bardzo ciężkich przewinień nie zostali z niej wykluczeni przez prawowitą władzę… Kto zatem Kościoła słuchać nie chce, tego z nakazu Pana uważać należy jako poganina i celnika. Ci więc, którzy różnią się wiarą lub uznawaną przez się władzą, nie mogą żyć w tym samym Ciele, ani też być ożywieni jednym jego Bożym Duchem” (podkreślenie dodane). Papież w szczególności wymienia „schizmę albo herezję albo apostazję” jako przestępstwa, które „automatycznie odłączają człowieka od Ciała Kościoła”.

Cóż zatem jest wymagane by stać się i pozostać członkiem Mistycznego Ciała? Przede wszystkim, ważny chrzest, a następnie „wyznawanie tej samej wiary, uczestnictwo w tych samych Sakramentach, udział w tej samej ofierze, wreszcie sumienne zachowywanie tych samych przykazań” (Mystici Corporis Christi). I wreszcie, „W niebezpiecznym więc znajdują się błędzie ci, którzy sądzą, że mogą trzymać się Chrystusa Głowy Kościoła, chociaż nie łączą się ściśle z Jego Zastępcą na ziemi” (ibidem).

Wersja robocza z 1963 roku

Paragraf 22 „roboczej wersji” tego, co później stało się „Dekretem o ekumenizmie” w jego pierwotnej wersji z wiosny 1963 roku, stwierdzał, że przez sakrament chrztu „człowiek zostaje prawdziwie wcielony w Chrystusa ukrzyżowanego i uwielbionego i odradza się ku uczestnictwu w życiu Bożym”. To stwierdzenie podkreśla pierwszy aspekt omawianego nauczania, a mianowicie, że przez Chrzest człowiek staje się członkiem Mistycznego Ciała. W rzeczy samej, przez faktyczne użycie słowa „staje się” powyższe oświadczenie harmonizuje z nauczaniem Exultate Deo(wcześniej zacytowanym), w którym użyto słowa „efficimur„: uczynieni zostajemy (członkami). Dlatego też, ten ustęp „Roboczej Wersji 1963” jest ortodoksyjny w takim brzmieniu. Jest jednak niekompletny, ze względu na brak jakiejkolwiek wzmianki (suppressio veri) o innym uzupełniającym aspekcie tego nauczania; o tym mianowicie z Mystici Corporis Christi, który wskazuje, że to członkostwo niekoniecznie jest trwałe. W tej pierwotnej roboczej wersji było to tylko opuszczenie, ale, jak się przekonamy, końcowa wersja zawiera jego zaprzeczenie.

Końcowy i „zatwierdzony” tekst

Zaczęliśmy tę dyskusję cytatem z łacińskiego tekstu tego całkowicie wywrotowego paragrafu z Dekretu o ekumenizmie, który zaczyna się: „Nihilominus,…”. Oto moje własne tłumaczenie tego ustępu: „Pomimo to, ci którzy zostali usprawiedliwieni przez wiarę, w Chrzcie połączeni zostająz Ciałem Chrystusa, i dlatego słusznie uhonorowani są imieniem chrześcijan, a przez synów Kościoła katolickiego zasłużenie uważani są za braci w Panu”. Należy z uwagą odnotować – i niebawem do tego powrócimy – że wszystkie czasowniki w tym zdaniu występują w czasie teraźniejszym: „połączeni zostają z Ciałem” (incorporantur); „ uhonorowani” (decorantur); „ uważani” (agnoscuntur).

Łaciński czasownik incorporo zasługuje na uwagę. To słowo składa się z „in” i „corporo„, ta druga część wywodzi się od rzeczownika corpus, oznaczającego „ciało”. Stąd definicja i to jedyna definicja „incorporo” jaka jest podawana przez bardzo kompetentny Latin-English Lexicon of F. P. Leverett jest następująca: „INCORPORO, połączyć z ciałem” (str. 419, wydania 1884 i 1931). Ponieważ incorporantur (słowo użyte w Dekrecie o ekumenizmie w tym ustępie) jest użyte w czasie teraźniejszym, stronie biernej, najbardziej dokładnym i dosłownym tłumaczeniem jest to, które podałem, a mianowicie, „połączeni zostają z Ciałem (Chrystusa)”.

The Universal Latin Lexicon of Facciolatus and Forcellinus, wydanie 1828, jako pierwszą definicję „incorporo” podaje: „wcielić”. Tak więc, można by to też przetłumaczyć jako „zostają wcieleni (w Chrystusa)”. Oficjalne tłumaczenie N.C.W.C. brzmi: „są członkami Ciała Chrystusa” i jest to z pewnością dopuszczalne tłumaczenie. Tłumaczenie N.C.W.C. całego ustępu brzmi: „Lecz nawet pomimo tego, pozostaje prawdą, że wszyscy, którzy zostali usprawiedliwieni przez wiarę w Chrzcie są członkami ciała Chrystusa i mają prawo nazwać się chrześcijanami, toteż słusznie są uznawani za braci przez dzieci Kościoła katolickiego”.

Najpoczytniejsza angielska wersja Dekretów Vaticanum II, opracowana przez Waltera M. Abbotta SJ, tłumaczy to następująco: „Niemniej jednak, wszyscy ci usprawiedliwieni przez wiarę poprzez chrzest wcieleni w Chrystusa…”.

Sabotaż jest tu dla wszystkich łatwo zauważalny, zarówno w wersji łacińskiej jak i angielskiej! Wyraźnie jest tu sugerowane, że wszyscy, którzy kiedykolwiek zostali ochrzczeni są teraz zjednoczeni z Ciałem Chrystusa, są teraz członkami Mistycznego Ciała Chrystusa, są teraz wcieleni w Chrystusa. Użycie czasu teraźniejszego, incorporantur, nie dopuszcza żadnej innej interpretacji. Jeżeli ojcowie soborowi zamierzali powiedzieć, że Chrzest jest bramą, przez którą stajemy się członkami i by w ten sposób uwzględnić jasne nauczanie Mystici Corporis Christi, że członkostwo w Kościele jest niekoniecznie trwałe, to tekst powinien był brzmieć: „Niemniej jednak wszyscy, którzy zostali usprawiedliwieni przez wiarę w chrzciezostali (a nie: «są») zjednoczeni z Ciałem Chrystusa…”. To znaczy – „incorporati sunt„, a nie – „incorporantur„.

W miarę jak z wersji do wersji zmieniał się tekst dekretu, wprowadzona została do niego przemyślna i destrukcyjna zmiana. Podczas gdy mówił on najpierw, że przez Chrzest „stajemy się” członkami Mistycznego Ciała, to wersja finalna twierdzi, że członkami „są” wszyscy, którzy zostali ochrzczeni.

Odsyłacz

W łacińskim tekście tego ustępu bezpośrednio za słowem „incorporantur” stoi przypis nr 17. Źródłem zacytowanym w tym odnośniku jest właśnie zdanie z bulli Exultate Deo, które wcześniej zacytowaliśmy! Autorzy tego dekretu nie tylko dążą do zniszczenia Wiary, ale mają jeszcze niebywały tupet próbując wykorzystać Magisterium Kościoła do poparcia ich herezji! Jak wcześniej podkreślono, Exultate Deo, używając słów „janua” i „efficimur„, naucza po prostu, że Chrzest jest bramą do życia duchowego i z chwilą jego przyjęcia stajemy się członkami Kościoła. Jeśli ktoś twierdzi, że bulla mówi coś więcej niż to co przypomnieliśmy, to znaczy, że błądzi i zaprzecza jasnemu nauczaniu Kościoła.

Powszechna interpretacja

Jak zatem „postępowe” autorytety Zbójeckiego Kościoła interpretują ten kluczowy fragment, który omawiamy: „Nihilominus,…”? Werner Becker, w swojej „History of the Decree on Ecumenism” (op. cit., ss. 26-7), bezwstydnie zadaje takie retoryczne pytanie: „Czy Kościół wielokrotnie nie oświadczał, że wszyscy ochrzczeni są «członkami Chrystusa, należącymi do ciała Kościoła»? (Por. Denzinger, 696)”. Nigdy Kościół katolickitego nie głosił! Wyłącznie Zbójecki Kościół. Becker jednak jest całkowicie spójny z tym co faktycznie głosi Dekret o ekumenizmie. Zauważcie, że cytuje Denzingera 696, czyli to samo zdanie z Exultate Deo, które Vaticanum II przekręca i błędnie przytacza w przypisie nr 17, który właśnie był omawiany. Zauważcie też, że cytując tę frazę z Exultate Deo, Becker pilnuje się by słowo „są” znalazło się poza znakiem cudzysłowu; poprawne słowo, podane w Exultate Deo, to nie „„, lecz: stają się („efficimur” – „stajemy się„).

Walter Burghardt (op. cit., s. 360) pisze: „Podstawą wszelkiej katolickiej teologii Kościoła jest wcielenie w Chrystusa. Podstawą wszelkich przyszłych rozważań teologicznych wewnątrz katolicyzmu na temat tego «kto należy do Kościoła Chrystusowego?» jest oświadczenie Vaticanum II: «wszyscy ci usprawiedliwieni przez wiarę, przez chrzest są wcieleni w Chrystusa. Dlatego mają prawo być honorowani mianem chrześcijan…»”. Podstawowy fragment – tak – fundamentalny dla zanegowania i wywrócenia doktryny Kościoła o Mistycznym Ciele Chrystusa. W tej chwili dla czytelnika powinno być oczywiste, że ten (tak zwany) „Kościół Chrystusowy”, o którym Złoczyńcy tak często mówią, nie jest tym samym co Kościół katolicki. Ekspert Johannes Feiner jest całkiem szczery w tej kwestii.

„Tekst dekretu (o ekumenizmie)” – mówi Feiner – „daje później jasno do zrozumienia, że o jedności Kościoła można myśleć tylko wtedy jeżelizmieni się również Kościół katolicki. W ostatnim zdaniu tego paragrafu zostało szczególnie zaakcentowane, że przeszkody, które utrudniają osiągnięcie pełnej wspólnoty nie przeszkadzają wcieleniu do ciała Chrystusa; nawet poza Kościołem katolickim człowiek nie jest jedynie usprawiedliwiony przez wiarę w chrzcie… lecz także wcielony do ciała Chrystusa. W łacińskim tekście w rzeczywistości nie zostaje użyte wyrażeniecorpus Christi, ale mówi się tam (również według sformułowań Pawłowych) o Christo incorporantur – koncepcja ciała zachowana w czasowniku. Tłumaczenie «są wcieleni do ciała Chrystusa» jest na tyle zgodne ze znaczeniem jak przekład w brzmieniu «są wcieleni do Chrystusa». Specjalnie tutaj o tym nadmieniamy, ponieważ wywołuje to pytanie o tożsamość (mistycznego) ciała Chrystusa. Encyklika Mystici Corporis Christi Piusa XII (1943) sprzeciwiała się poglądom, które niewystarczająco wyrażały jedność mistycznego ciała Chrystusa – jako niewidzialnej rzeczywistości i Kościoła katolickiego jako widzialnej, społecznej rzeczywistości – używając bardzo kategorycznego sformułowania: «Mistyczne Ciało Chrystusa jestKościołem katolickim». Jeżeli nie będzie się rozpatrywać tej formuły w jej kontekście historycznym [i znów to samo!] oraz podkreślana będzieidentyczność ciała Chrystusa i Kościoła katolickiego [!], to nie zadośćuczyni się rzeczywistości Kościoła poza Kościołem katolickim„. („Commentary on the Decree on Ecumenism”, Documents of Vatican II, vol. 2, ss.72-3, podkreślenie dodane).

„Katolickie nauczanie” – głosi instrukcja Świętego Oficjum – „ma być podawane i wyjaśniane w całej swej pełni i integralności, i żadna z jego prawd nie może być przemilczana albo ukrywana za zasłoną dwuznaczności, na przykład, prawdy dotyczące natury i środków zbawienia, prymatu jurysdykcji rzymskiego papieża oraz pewności, że prawdziwe ponowne zjednoczenie może wynikać wyłącznie z powrotu odszczepieńców do jedynego, prawdziwego Kościoła Chrystusowego… Wszystko to musi być wyrażane jasno i otwarcie, ponieważ oni szukają prawdy, a poza prawdą nigdy nie znajdzie się rzeczywistego zjednoczenia” (tłumaczenie wg tekstu z The Tablet, 4 marca, 1950 roku).

Wprost przeciwnie wyraził się Johannes Feiner – najwierniej przekazując mentalność Zbójeckiego Kościoła i Vaticanum II: „W tym kontekście cel ruchu ekumenicznego jest widziany nie jako powrót innych chrześcijan do Kościoła katolickiego, lecz raczej odnowienie pełnej wspólnoty z Kościołem katolickim poprzez pokonywanie wspomnianych przeszkód”. Jednym słowem, „ruch ekumeniczny” nie oznacza powrotu do owczarni tych, którzy na nieszczęście znajdują się poza prawdziwym Kościołem, lecz zwyczajne oświadczenie, że – patrzcie jaka niespodzianka! – oni wszyscy cały czas byli już „zjednoczeni z Ciałem Kościoła”.

Opowiedzenie się po którejś ze stron

Nie ma tu żadnej płaszczyzny porozumienia. Każdy człowiek musi ostatecznie sprzymierzyć się albo z prawdziwym Kościołem katolickim albo ze Zbójeckim Kościołem. Zakończymy ten cykl artykułów przytaczając następujące inspirujące słowa Juana Donoso Cortesa:

„Nie ma człowieka – czy ma on tego świadomość, czy też nie – któryby nie był bojownikiem w tej zażartej walce; któryby nie miał czynnego udziału w odpowiedzialności za porażkę lub zwycięstwo. Więzień w kajdanach i król na tronie, biedny i bogaty, zdrowy i słaby, mądry i niewykształcony, jeniec i wolny, stary i dziecko, cywilizowany i dzikus, jednakowo uczestniczą w walce. Każde wypowiedziane słowo, jest inspirowane albo przez Boga albo przez świat i siłą rzeczy rozgłasza, domyślnie albo wprost, lecz zawsze jasno, chwałę jednego albo triumf drugiego. W tej osobliwej wojnie wszyscy walczymy w przymusowym zaciągu; nie ma tu mowy o zastępcach lub ochotnikach. Nie ma wyjątków ze względu na płeć lub wiek; nie zwraca się tu uwagi na kogoś kto mówi, jestem synem biednej wdowy; ani na matkę paralityka, ani na żonę kaleki. W tej wojnie wszyscy mężczyźni urodzeni z kobiety są żołnierzami.

I nie mówcie mi, że nie chcecie walczyć; bo w chwili gdy to wypowiadacie, już walczycie; ani, że nie wiecie, do której strony się przyłączyć; gdyż kiedy to mówicie, już wybraliście stronę; ani, że chcecie pozostać neutralni; gdyż myśląc tak, już nimi nie jesteście; ani, że chcecie być obojętni; ponieważ będę się z was śmiał, ponieważ wypowiadając to słowo wybraliście swoją stronę. Nie męczcie się poszukiwaniami bezpiecznego miejsca wobec możliwości wojny, ponieważ na próżno się trudzicie; ta wojna obejmuje całą przestrzeń i trwa nieprzerwanie. Tylko w wieczności, w państwie sprawiedliwych, możecie znaleźć spoczynek, ponieważ tylko tam nie ma żadnej walki; jednakże nie wyobrażajcie sobie, że bramy wieczności będą dla was otwarte, o ile najpierw nie pokażecie odniesionych ran; bramy te otwarte są tylko dla tych, którzy tutaj prowadzili chwalebne bitwy Pana i zostali – jak Pan – ukrzyżowani” (Essays on Catholicism, Liberalism, and Socialism, M. H. Gill & Son. Dublin, 1878, ss. 117-118).

za: ZBÓJECKI KOŚCIÓŁ, PATRICK HENRY OMLOR

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s