Małżeństwo w nauce Kościoła katolickiego

Ks. Dr Ignacy Grabowski, Prawo kanoniczne wg nowego kodeksu, Lwow 1927, s. 396-401

Głównym przymiotem małżeństwa jest jedność i nierozerwalność, małżeństwo bowiem jest stosunkiem trwałym jednego mężczyzny z jedną kobietą, opartym na wspólności i wzajemności praw. Przymioty te wypływają z prawa naturalnego, a Chrystus nadał im moc szczególniejszą ze względu na charakter sakramentalny małżeństwa. Prawo naturalne domaga się nie tylko tego, co jest konieczne do osiągnięcia celu, lecz żąda nadto, by cel był dopięty w sposób odpowiedni. Cokolwiek tedy stanowi przeszkodę w dopięciu celu, albo utrudnia jego osiągnięcie, tym samem jest przeciwne prawu naturalnemu. Małżeństwo jest też instytucją społeczną, przeto z istoty swej ma być wyposażone w takie cechy, przy pomocy których cel społeczny może być osiągnięty, chociażby to było połączone ze szkodą dla jednostek. Głównym celem małżeństwa jest rodzenie potomstwa i wzajemna pomoc (c. 1013). Celom tym, bądź jednemu, bądź obydwom, są przeciwne wielożeństwo (— męstwo) i swobodne rozwiązanie małżeństwa.

Jedności małżeńskiej jest przeciwna poliandria, to jest związek, w którym jedna kobieta ma równocześnie kilku mężów i poligamia, gdy jeden mężczyzna równocześnie ma kilka żon. Poliandria narusza pierwszorzędny cel, u kobiety utrudnia macierzyństwo, ewentualnie wytwarza niepewność ojcostwa, a wskutek tego i wychowanie dzieci jest zachwiane, gdyż niemożliwe jest powstanie rodziny. Poligamia przeciwna jest głównie drugiemu celowi, zakłóca zgodę i spokój między małżonkami i w rodzinie. Poliandria i poligamia są zarzewiem wzajemnej nieufności i podejrzeń, rujnują przeto tę miłość, jaka powinna panować między małżonkami; podczas gdy jedna strona oddaje się drugiej zupełnie i bez zastrzeżeń, druga czyni to tylko częściowo i podzielnie. Związek małżeński stanowi zupełną jedność nie tylko pod względem fizycznym, dla powstania nowego potomstwa, lecz także ma być jednością pod względem duchowym, przeto winien polegać na wzajemnym i całkowitym oddaniu się. W wielożeństwie żona nie jest towarzyszką męża, równą mu w prawach małżeńskich, lecz jego służebnicą. Ponieważ poligamia (—andria) dzieli małżonków pod względem ciała i ducha, przeto nie jest ona prawnym związkiem według prawa naturalnego; jednożeństwo (monogamia) tylko odpowiada celom małżeństwa, jest ono zatem jedyną formą prawną. Dlatego u wszystkich narodów cywilizowanych istnieje jednożeństwo, wielożeństwo zaś panuje u narodów dzikich i stojących na bardzo niskim stopniu kultury.

Drugą istotną cechą małżeństwa jest nierozerwalność, czyli że małżeństwo jest związkiem trwałym. Nierozerwalność jest podwójna wewnętrzna i zewnętrzna. Pierwsza wtedy ma miejsce, gdy strony za wspólną zgodą nie mogą cofnąć zawartej umowy, druga zaś polega na tym, że żadna władza ludzka własną powagą nie może tej umowy rozwiązać. Małżeństwo jest nierozerwalne wewnętrznie z prawa naturalnego i pozytywnego Bożego; małżonkowie własnowolnie nie mogą rozwiązać węzła w ten sposób, by mogli wstąpić w nowe związki. Rozwód tedy zupełny, divortium perfectum, jest tu zupełnie wykluczony, natomiast małżonkowie mogą niekiedy z ważnych powodów zaniechać wspólności życia, nawet własną powagą. Rozwód tedy niezupełny, divortium imperfectum, zwany separacją, może być niekiedy dozwolony. Ponieważ węzeł małżeński jest nietknięty, przeto strony mimo separacji nie mogą zawierać nowego małżeństwa. Jakkolwiek małżeństwo jest nierozerwalne, z tego jednak nie wynika, by Bóg lub ta władza ludzka, która działa w jego imieniu, nie mogły go rozwiązać. Kościół, mocą władzy, danej mu przez Chrystusa i Jego powagą, może rozwiązać małżeństwo niespełnione, o ile przynajmniej jedna ze stron jest chrześcijańską (c. 1119).

Nierozerwalności małżeństwa domaga się jego cel, dobro współmałżonków, rodziny i państwa. Małżonkowie są nie tylko przyczyną sprawczą potomstwa, lecz winni dać dzieciom wychowanie. Wychowanie to wymaga wspólnego działania rodziców. Dopóki więc dzieci są małoletnie, rodzicom nie wolno się rozchodzić. Wychowanie dzieci zwyczajnie dobiega końca dopiero wtedy, gdy wiek rodziców domaga się wzajemnej pomocy małżonków. Krzywdą zaś byłoby dla małżonka, gdyby drugi go opuścił wówczas, gdy z powodu podeszłego wieku największego właśnie potrzebuje wsparcia. Pewność trwałego związku między małżonkami wzmacnia wzajemną ich miłość i przywiązanie, przeciwnie świadomość, że druga strona w czasie trwania małżeństwa swobodnie może zawrzeć nowe małżeństwo, byłoby powodem rozdwojenia, nawet mimo woli małżonków. Koniecznem następstwem takiego związku byłyby ciągłe podejrzenia i wzajemna nieufność, małżeństwo nie dałoby szczęścia i spokoju, ani pod względem duchowym, ani fizycznym. Sama myśl, że drugi współmałżonek w każdej chwili prawnie może odejść, wywołałaby brak zaufania. Skutki, jakie rozwód sprowadziłby, nie są równomierne dla mężczyzny i kobiety. Mężczyzna bowiem bez trudności może znaleźć towarzyszkę, kobieta zaś pozbawiona wdzięków młodości, byłaby skazana na zamieranie i to właśnie wtedy, gdy z powodu podeszłego wieku lub utraty zdrowia większej potrzebuje pomocy. Rozwód dowolny stałby się źródłem zguby dla dzieci, których osamotniona matka nie mogłaby utrzymać przy życiu o własnych środkach.

Rozwód wyrządza szkodę dziecku tak pod względem materialnym jak i moralnym, gdyż pozbawia go jednego z rodziców a tym samem jego opieki i części mienia. Jak stosunek dziecka do obu rodziców jest trwały, tak i węzeł między rodzicami nie może ulec zerwaniu. Jak bowiem rodzice nie mogą rozdzielić dziecka bez utraty jego życia, by się nim podzielić w równej mierze, tak też nie mogą się rozchodzić bez zadania mu poniekąd śmierci moralnej. Dziecko, widząc u rodziców brak jedności i miłości, nie tylko nie zbuduje się, lecz przeciwnie, pełne zgorszenia, nabierze odrazy do innych osób i utwierdzać się będzie w samolubstwie. Oboje rodzice winni dać dziecku wychowanie, otaczać je stałą opieką i zapewnić mu środki do życia tak materialne jak i moralne.

Trwałe małżeństwo jest nie tylko podstawą rodziny, lecz i szkołą wielu cnót, które mogą powstać tylko na gruncie rodzinnym. Małżonkowie dlatego wspólnie pracują nad przysporzeniem mienia, gdyż są przekonani, że uzyskane mienie zostanie w rodzinie, ewentualnie korzystać zeń będą ich dzieci. To zaś przeświadczenie, że nabyte mienie druga strona może zabrać dla kogoś innego, byłoby powodem do samolubstwa i do trwonienia. Małżeństwo jest też hamulcem przeciw rozkiełzaniu namiętności, które może powstrzymać w granicach etyki jedynie pamięć na wierność przyrzeczoną stronie drugiej.

Rozerwalność małżeństwa obala wiarę małżeńską, przez co wprowadza niepewność rodziny i tym samem gotuje jej zagładę. Z konieczności miejsce rodziny zajmie związek zmysłowy, oparty na cielesnych namiętnościach, a to prowadzi do ruiny społecznej i do upadku państwa. Cnoty też społeczne kształtują się głównie w rodzinie. Człowiek jest wtedy dobrym obywatelem, gdy nauczy się być dobrym synem, i wtedy chętnie podda się władzy państwowej, gdy nauczył się od dzieciństwa słuchać rodziców. Rodzina bowiem jest nie tylko częścią składową społeczeństwa, lecz i jego podstawą, daje bowiem społeczeństwu nowych członków. Miarą wartości i siły społecznej jest wartość rodziny i cnoty przez nią zaszczepione.

Raz postawiona zasada samowolnego rozwiązywania małżeństwa, prowadzić będzie do rozerwania następnych związków bez ograniczenia liczby, albowiem te powody, które wystarczą do zerwania jednego małżeństwa, mogą być stosowane do następnych.

Postawionej zasady nie może ograniczyć ta okoliczność, że tylko z bardzo ważnych powodów i to za zgodą władzy społecznej małżeństwo może być rozerwane. Idzie o to, kto ma dać kwalifikację tych powodów, same bowiem strony nie są kompetentne, gdyż są interesowane. Prawo naturalne nie podaje żadnych powodów, przeciwnie świadczy za tym, iż małżeństwo ma być jednym i nierozerwalnym. Prawodawca niższy może wydawać prawa do wzmocnienia prawa wyższego, nie jest zaś kompetentny do wprowadzenia zmian lub znoszenia go. W stosunku do prawa Bożego Kościół i państwo są tylko jego wykonawcami. Chociażby nawet ustawodawstwo ludzkie ujęło w pewne normy rozwody, to i tak nie potrafiłoby usunąć rozluźnienia w życiu rodzinnym i społecznym. Jeżeli przeto zważy się słabość natury ludzkiej, której pochlebia wszelka swoboda, nawet w rzeczach niedozwolonych, również i różnorodność zapatrywań u różnych ludzi i narodów na jakość powodów, wystarczających do rozwodu, należy wyprowadzić wniosek, że w kwalifikacji tych powodów główną rolę odgrywałby element subiektywny. Wspólne tedy życie zależałoby od woli współmałżonków, czyli że rozwody nawet pod formą prawa mogłyby być nieograniczone. Ta pewność, że małżeństwo jest nierozerwalne, dodaje mu większej godności i z tego względu łatwiej zapobiega lekkomyślnym związkom. Rozwód nie przyczyni się do powiększenia szczęśliwych małżeństw, a nawet przeciwnie, spowoduje pomnożenie niedobranych związków. Narzeczeni wiedząc z góry, że małżeństwo ich nie krępuje, nie będą się nawet starali poznać się wzajemnie, lekkomyślne przeto małżeństwa będą się częściej zdarzały. Człowiek zbyt łatwo może dać się unieść namiętności do innej osoby, skoro wie, że bezkarnie może opuścić drugiego współmałżonka. Małżeństwo łączy rodziny i osoby dotychczas sobie obce, a rozwód je rozdziela, przeto zgubne jest jego działanie.

Przy ocenianiu spraw małżeńskich należy mieć na względzie dobro ogólne całej społeczności, której małżeństwo daje podstawę bytu, nie zaś dobro jednostek. Jakkolwiek zachodzą niekiedy anormalne stosunki w rodzinie, strona niewinna ma się im poddać dla dobra powszechnego. Skutki nie są następstwem samej instytucji małżeństwa, lecz wypływają ze złej woli współmałżonków, a przynajmniej jednego z nich. Zresztą każdy rodzaj życia jest połączony z wieloma trudnościami, np. służba wojskowa, którą niejeden wykonuje wbrew swej woli.

W sprawach małżeńskich nie można stosować tej ogólnej zasady: małżeństwo jest kontraktem, a więc jak jego istnienie zależy od wolnej decyzji stron, tak też same strony mogą go zerwać, jak każdy inny kontrakt. Zachodzi bowiem zasadnicza różnica między kontraktem małżeńskim a każdym innym. W małżeństwie strony nie mogą wykluczyć istotnych przymiotów, wymaganych prawem natury, w przeciwnym bowiem razie kontrakt nie istnieje. Takim właśnie przymiotem jest nierozerwalność. Jeżeliby np. strony zawarły małżeństwo pod tym wyraźnym warunkiem, że ma trwać tylko przez jakiś czas, albo że strony mogą go rozwiązać według swego upodobania, taki kontrakt jest nieważny. Przedmiotem kontraktu tego nie są rzeczy, które są własnością osób, lecz same osoby, o ile mają być zawiązkiem nowego pokolenia i jego wychowawcami. Do małżeństwa skłania człowieka sama natura ludzka, nie skłania go zaś do innego kontraktu. Wrodzony bowiem popęd wzajemnego uzupełniania się pod względem naturalnym i duchowym wywołuje potrzebę związku małżeńskiego. Sama też natura określiła istotne jego warunki, do których należą dwie osoby różnej płci, i cel, to jest utrzymanie rodu ludzkiego, tym samem więc z prawa naturalnego wynikają zobowiązania i skutki tejże umowy, podczas gdy w innych umowach same strony mogą je określać. Małżeństwo przeto stanowi umowę sui generis. Skutki innych kontraktów mają charakter prywatny, podczas gdy skutki małżeństwa są społeczne. Strony przeto nie są kompetentne do określenia warunków kontraktu, którego następstwa dotyczą całego społeczeństwa. Nadto kontrakt małżeński chrześcijan jako sakrament należy do porządku nadprzyrodzonego, przeto nie tylko państwo, ale i Kościół nie może go pozbawić żadnej cechy, którą mu nadał Twórca sakramentów. Zob. Leon XIII, Arcanum.

Jedność i nierozerwalność małżeństwa u chrześcijan otrzymały moc osobliwą ze względu na jego charakter sakramentalny. Nauka ta wyraźnie jest zaznaczona w Ewangelii i pismach apostolskich. Skoro małżeństwo według nauki objawionej przedstawia połączenie Chrystusa z Kościołem, a połączenie to jest nierozerwalne, a więc i małżeństwo takim samym być musi (Ef. 5).

Chrystus na zadane sobie pytanie, czy godzi się człowiekowi opuścić żonę, odpowiedział: „Nie czytaliście, iż który stworzył człowieka od początku mężczyzną i niewiastą stworzył je? I rzekł: dlatego opuści człowiek ojca i matką i złączy się z żoną swoją i będą dwoje w jednym ciele. A tak już nie są dwoje ale jedno ciało. Co tedy Bóg złączył, człowiek niechaj nie rozłącza”. Mat. 19, 4. „Ktobykołwiek opuścił żoną swą, a pojąłby inną, cudzołóstwa się dopuszcza przeciwko niej. A jeśliby żona opuściła męża swojego, a szłaby za drugiego, cudzołoży“. Mar. 10, 11. Łuk. 16, 18. Mat. 5, 31. Podobnie Apostoł uczy: „A tym, którzy są w małżeństwie, rozkazuję nie ja, ale Pan, iżby żona od męża nie odchodziła. A jeśliby odeszła, żeby trwała bez męża, albo się z mężem pojednała, a mąż żony niech nie opuszcza“. 1 Kor. 7, 10; Rzym. 7, 2. Tryd. SS. 24 de mat.

Ogólna jest reguła, że żona (mąż) nie może opuszczać męża (żony), a jeśli z ważnej przyczyny opuści, nie może zawierać nowych związków. Ewangelia zrównała współmałżonków w prawach i obowiązkach. Tak mąż jak i żona dopuszczają się występku, skoro własnowolnie porzucą drugiego współmałżonka, również dopuszcza się występku, kto opuszczoną stronę pojmuje w małżeństwo. Na tej zasadzie według Ewangelii pierwszy związek trwa nietknięty, chociażby strona zawarła nowy.

Na ewangelicznej podstawie Kościół opierał nieprzerwanie naukę o nierozerwalności małżeństwa. Świadczą o niej pisma Ojców Kościoła, orzeczenia synodów i papieży wszystkich wieków. Nauka ta została dogmatycznie stwierdzona na soborze trydenckim (SS. XXIV De sacramento matrimonii, can. 5, 7).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s