Rozważania dla nałogowych grzeszników

Droga dziecięctwa duchownego. Część I

ROZDZIAŁ IV.

Marnotrawne syny i córki.

1. Niema i być nie może smutniejszego widoku nad ten, gdy dziecię Boże dobrowolnie wyzbywa się swojej godności, odwraca się od swego Niebieskiego Ojca i opuszcza Go, aby szukać zadowolenia serca w marnościach, w ułudach, w brudzie. A jednak ten widok tak często się powtarza. Nawinęło się oto tej duszy stworzenie marne i grzeszne, jak ona, ale pokryte płaszczykiem ziemskich wdzięków i urody, a już zapomina nieszczęsna o Boskiem swoim szlachectwie i zwraca się ku tej ułudzie i obraża może ciężko Ojca swego w niebiosach, który przecież jest Dobrem nad wszelkie dobra i Pięknością odwieczną i istotną. Dla marnego zysku doczesnego wyrzeka się inna Bożego dziecięctwa. Wygoda ciała, chęć dogodzenia mściwości swojej czy innej niskiej namiętności, po wiele wiele razy stają się przyczyną, iż umiłowane przedtem dzieci Boże odchodzą daleko od Boga. I jakże się dziwić tej skardze Ducha św. wyrażonej u Izajasza proroka: „Słuchajcie niebiosa a weź w uszy ziemio: wychowałem syny i wywyższyłem a oni mną wzgardzili“ (1, 2)…

A następnie spójrz w duchu, duszo chrześcijańska, na te niezliczone wprost szeregi dzieci Bożych może już nie wprost wyrodnych, zbuntowanych, marnotrawnych, ale tak obojętnych i zimnych wobec Ojca swego w niebiosach i miłości Jego niewypowiedzianej, że nie wahają się dobrowolnie i świadomie zasmucać Go i ranić Ojcowskiego Jego Serca, ile razy wzgląd na nieporządną miłość własną do tego ich nakłania. Lekkomyślnie i niejako uśmiechając się obrażają Boga, gdy tymczasem aniołowie w smutku głębokim zakrywają oblicza swoje bolejąc serdecznie nad niewdzięcznością tak wielkiej rzeszy dzieci Bożych.

Oby przynajmniej pozostała garstka była radością Serca Bożego! Czy tak jest istotnie? Dzięki Bogu Najwyższemu były zawsze i wszędzie dusze oddane Bogu z bezwzględną wiernością, dusze, które najdrobniejszego nawet zastrzeżenia nie czynią w stosunku do Boga i stają się tak całopalnymi ofiarami ku czci i chwale Jego. Ale czyż wielka, przeważająca część dzieci Bożych nie należy do liczby obojętnych, niedbałych? Czy owe dusze płonące żywym ogniem miłości Bożej i bez zastrzeżeń oddane Bogu nie stanowią rzadkich jedynie choć chlubnych wyjątków? I czy to spostrzeżenie nie jest zdolne głębokim smutkiem przejąć tych wszystkich, którzy naprawdę Boga kochają?

Jedno wszakże powinno cię skutecznie pocieszyć, duszo miłująca — ta mianowicie prawda, że jedna dusza oddana Bogu naprawdę bez zastrzeżeń miłością swoją tysiąckrotnie wynagradza Bogu obojętność i niewdzięczność milionów nawet zastępów.

O Panie mój umiłowany, dla Twojej własnej chwały i radości Twego Bożego Serca, wzbudź, proszę Cię, jak największą liczbę takich serafinów na ziemi!

2. Ciesz się radością serdeczną, o duszo pobożna, której Bóg przed oczy stawia powyższe prawdy, bo oto i ciebie powołuje ten Bóg nieskończenie dobry, byś mu dawała zadośćuczynienie za tych, co więcej smutku, niżeli radości, sprawiają ojcowskiemu Jego sercu.

Ależ ja sama należę do niewdzięcznych — powiadasz ze smutkiem.

Więc słuchaj, co Bóg mówi do ciebie: Większa jest w niebie radość nad jedną duszą, która co chwila upadając skutkiem przyrodzonej krewkości swojej co chwila także wybucha uczuciami żalu i miłości i tym goręcej stara się miłować, im głębiej poprzednio zraniła niewiernością swą Serce Boże — niż nad 99 takimi, które za sprawiedliwe się mając, nie widzą, za co by miały Boga tak nieustannie przepraszać i tyle trudu sobie zadawać, by Boga kochać miłością więcej, niż przeciętną… Możesz zatem i ty, duszo dobrej woli, mimo że tak liczne i ciągle się powtarzające upadki swoje, być serafinem na ziemi i pomagać aniołom w spełnianiu ich zadania, przepraszając Boga za niewdzięczność i obojętność marnotrawnych braci i sióstr twoich. Lecz pod jakim warunkiem? Byłeś nigdy nie kochała grzechu choćby najmniejszego, byle jedno ustępstwo uczynione niebacznie miłości własnej wywoływało u ciebie całe szereg dobrowolnych ofiar składanych Bogu na zadośćuczynienie, byle po jednym upadku następowały tysiączne akty serdecznego żalu i dziecięcej prawdziwie ku Bogu miłości.

Tak! dziecięca niech będzie twoja miłość, dziecięce całe twe usposobienie, dziecięce twe serce, dziecięcy wszystek twój stosunek do Boga. Jako dziecię kochające, gdy ujrzy smutek osiadający na obliczu ukochanego ojca, nie spocznie, aż go pieszczotami swymi znowu uweseli, tak i ty, duszo droga, pieszczotami swymi pozyskuj sobie Serce Boże, pieszczotami je uweselaj, pieszczotami ciągłych choć drobnych ofiar, pieszczotami nieustannych aktów miłości i najdoskonalszego oddania się. Im więcej wokoło siebie spostrzegasz niewdzięcznych i obojętnych, tym gorliwiej usiłuj za to zadośćczynić Ojcu swemu w niebiosach. Im liczniejsze i cięższe były dawniejsze winy twoje, tym goręcej kochaj teraz. A zawsze miej przy tym na względzie nie tyle własną duchowną korzyść swoją, jak raczej upodobanie i radość Serca Bożego. Bądź nie tyle sługą ile raczej dzieckiem Bożym, ale dzieckiem kochającym aż do szaleństwa. O najsłodszy Ojcze mój w niebie, pragnę Cię ukochać goręcej, niż Cię kiedykolwiek kochano na ziemi! O błagam Cię, pociągnij mnie ku Sobie!

ROZDZIAŁ IX.

Co oddala od Jezusa, co do Niego zbliża.

1. Zwątpienie całkowite musiałoby cię ogarnąć, gdybyś w dążeniu swoim do Boga, do podobania się Jemu i zjednoczenia się z Nim, zostawiona była sama sobie i własnym swoim siłom, cnotom, zasługom. Na szczęście tak nie jest. Bo oto P. Jezus jest Pośrednikiem twoim do Boga, jest twoim starszym Bratem, jest całkowicie twoją własnością — On sam i doskonałość Jego, zasługi Jego oraz Najśw. Jego Męka i śmierć. I to tak dalece, że możesz to wszystko, samą nawet osobę Boskiego Zbawiciela, wraz ze swoimi drobnymi i nieudolnymi wysiłkami, przedstawiać i ofiarowywać Bogu Ojcu jako własność swoją; a czyniąc tak masz pewność niezawodną, że ofiara twoja będzie bardzo mile przyjęta.

Atoli to prawo uważania P. Jezusa i zasług Jego jako własność swoją przysługuje ci, duszo wierna, o tyle tylko, o ile zjednoczona jesteś z tymże Boskim swoim Zbawicielem. I czyż wobec tego nie będziesz wystrzegała się jak najstaranniej wszystkiego, co by cię od P. Jezusa mogło oddalić?… A co cię oddala od Niego? Czy nicość, nędza i skłonność twoja do wszelakiego grzechu? Ależ właśnie złe twoje skłonności j bezgraniczna słabość skłaniają P. Jezusa do tego, że tym troskliwiej zajmuje się tobą i że cię nieustannie prowadzi za rękę, byś snąć nie obraziła o kamień nogi swojej. Owszem, w chwilach większego twego osłabienia i groźniejszego niebezpieczeństwa, bierze cię na ręce i unosi w bezpieczne miejsce, niby pasterz wątłą owieczkę swą. Aniołów w niebie niezmiernie kocha twój Jezus, ale oni zawsze są z Nim i nic im znikąd nie zagraża, więc też zapomina P. Jezus niejako o nich, by zająć się tobą, wyrwać cię ze sideł zdradliwych i zaprowadzić i ciebie jak najrychlej w szeregi tych czystych a tak pałających miłością duchów niebieskich. Słabości swojej przyrodzonej nie masz się co lękać, owszem możesz w pewnym znaczeniu podobać sobie w niej, z tego mianowicie powodu, że ona cię zmusza do trzymania się ze wszystkich sił Jezusa, a dla tegoż Boskiego twego Zbawiciela jest pobudką do tym tkliwszej o ciebie pieczołowitości.

Ale nawet i upadki twoje, choćby były liczne bardzo i ciężkie, nie są zdolne oddalić ciebie od P. Jezusa, byłeś tych grzechów nie kochała, byłeś czym prędzej po upadku rzucała się z żalem i tym gorętszą miłością do stóp Jezusowych.

Jedno tylko stanowczo oderwałoby cię od Boskiego twego Zbawiciela, a mianowicie dobrowolne i świadome przywiązanie do grzechu; choćby ten grzech był — po ludzku mówiąc — nieskończenie mały jeśli tylko ma wyraźną cechę grzechu t. j. sprzeciwia się stanowczej Woli Bożej, to przywiązanie do niego lub choćby tylko świadome lekceważenie sobie takowego wprost niemożliwym uczyni twoje zjednoczenie z Bogiem.

Niech cię więc Jezus dobry od tego zła zachowa na wieki!

2. Ale podobno należysz do dusz dobrej woli i za nic w świecie nie chciałabyś się sprzeciwić Woli Bożej lub choćby tylko życzeniom Serca Bożego. Za to pragniesz się dowiedzieć o sposobach i drogach coraz ściślejszego jednoczenia się z Jezusem, jedyną twoją miłością, skoro tylko przez Niego jesteś dzieckiem Bożym, tylko przez Niego i w Nim możesz podobać się Bogu.

Posłuchaj zatem rad, które ci dają Święci, owi przez Boga samego nam dani tłumacze tajemnic życia wewnętrznego:

Po pierwsze utrzymuj w sercu swym stały pokój, bo w pokoju tylko chętnie mieszka twój Jezus. „Nie w poruszeniu Pan”… (3. Król. 19. 11). Niepokój mimowolny, który cię czasem nawiedzi, bądź jako doświadczenie Boże, bądź z innej przyczyny, nie oddali od ciebie Boskiego twego Mistrza, ale pozostawanie w dobrowolnym wewnętrznym zamieszaniu zaszkodziłoby ci bardzo. I czemu miałabyś się niepokoić czymkolwiek na świecie, skoro dzieckiem Bożym jesteś, skoro Bóg miłościwie za rękę cię prowadzi, skoro przyrzekł, że w razie potrzeby nawet na ręku swoim przeniesie cię ponad przepaści!? — Bardzo troskliwie pielęgnuj ten pokój wewnętrzny, gdyż miara jego będzie zarazem miarą twego zjednoczenia z Jezusem. Po drugie — żyj tylko miłością. Tak niewypowiedzianie ukochał cię Bóg, iż dziwnym by było, gdybyś z innych mniej doskonałych (choć dobrych i nadprzyrodzonych) pobudek spełniała Jego wolę. „Chciałabym tak ukochać Jezusa, jak nigdy jeszcze nie był kochany” – są słowa św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Te słowa staną się niewątpliwie i twoim hasłem, duszo pobożna. Nic tak silnie i tak bezpośrednio nie zjednoczy cię z Jezusem, jak właśnie miłość ku Niemu, ale miłość bezinteresowna..

Po trzecie — Miłość twoja ku Bogu wtedy prawdziwie bezinteresowną będzie, gdy się będzie wyrażać nie tyle słowem i uczuciem lecz przede wszystkim ofiarą. Jeśli życie twoje stanie się nieprzerwanym pasmem ofiar składanych P. Jezusowi z miłości, natenczas zjednoczenie twoje z Nim stawać się będzie z chwili na chwilę ściślejsze. A gdy po tym w tak doskonałym połączeniu z Jezusem ofiarować będziesz Bogu siebie i sprawy swoje, to bądź przekonana, duszo wierna, że z niezmiernym upodobaniem przyjmie tę ofiarę Ojciec Niebieski a w wieczności tuż przy Sercu swoim cię umieści razem z Jednorodzonym Synem swoim.

Nade wszystko jednak, pamiętając ciągle o tym że sama ze siebie nicością jesteś, wołaj bez ustanku do Jezusa: O Panie, pociągnij mnie do siebie! O Jezu, pociągnij mnie!

A modlitwy tej nigdy na darmo nie wymówisz…

ROZDZIAŁ XII.

Nieskończone miłosierdzie Boże.

1. Głęboką tajemnicą jest i pozostanie na wieki ta prawda, iż Bóg umiłował bez miary stworzenia swoje, — te stworzenia, które przecież w zamian za to nic mu oddać nie mogły prócz swej nicości. O ileż jednak trudniej jeszcze pojąć miłość tego Boga trzykroć świętego ku istotom grzesznym, skutkiem której przebacza im z największą gotowością najliczniejsze nawet i najcięższe zbrodnie!

Czemu Bóg dopuszcza grzechy ludzkie? pyta ze zdziwieniem, ze smutkiem, niemal z wyrzutem, niejedna dusza. I jakaż na to odpowiedź? Pierwsza i najważniejsza odpowiedź brzmi, że dusza będąca dzieckiem Bożym i duchem dziecięctwa głęboko przejęta, nie powinna w ogóle takich pytań stawiać Panu Bogu, będąc niewzruszenie przekonaną, że cokolwiek Bóg czyni czy dopuszcza, w tym wszystkim objawia się jako nieskończona Dobroć, Sprawiedliwość i Świętość. Jednakże wolno i najlepszemu i najszczerzej oddanemu dziecku przystąpić do Ojca Niebieskiego z pokorną i ufną prośbą: Ojcze mój najlepszy, czemuż dopuszczasz, iż ludzie tak często i ciężko Cię obrażają, gdy przecież masz w mocy swojej serca ludzkie i wolę ludzką i możesz wszelkim grzechom przeszkodzić? I jeśli dusza umie się wsłuchiwać w cichy głos Boży w głębi serca do niej przemawiający, to usłyszy niezawodnie odpowiedź: Grzechów ludzkich nie chcę i nieskończenie niemi się brzydzę i każdemu udzielam łaski mojej, by mógł żyć bez grzechu, lecz gdy człowiek postanawia za swoją raczej postępować wolą i sprzeciwia się łasce mojej, dopuszczam jego upadek. Lecz nie opuszczam go w jego słabości. Użyczam mu łaski do rychłego powstania z grzechu, a gdy ten syn marnotrawny się opamięta i zwraca się do mnie z prośbą o przebaczenie, okazuję mu więcej dobroci i serca, niżeli tym, co nigdy się ode mnie nie oddalili. A tak budzi się w sercu nawróconego ufność bezgraniczna we mnie i miłość stokroć gorętsza, niż bywa u tych, co nigdy nie upadli. I większa stąd powstaje chwała dla mego miłosierdzia, niż gdyby człowiek ten nigdy nie był zgrzeszył…

Dopuszcza zatem Bóg grzechy dlatego, że wszechmoc Jego i mądrość umie nawet z tego najstraszniejszego zła wyprowadzić niezmiernie wielkie dobro.

Lecz jak to się dzieje, o Panie, że wolisz wsławiać miłosierdzie swoje przebaczając człowiekowi i tysiące razy, zamiast iść za wskazaniami przedwiecznej swej sprawiedliwości i karać piekłem każdy grzech dobrowolnie i świadomie popełniony? I czymże się dzieje, że zbuntowanej duszy nie tylko z serca przebaczasz, tak jakby nigdy nie była zgrzeszyła, ale nadto zaliczasz ją potem do najbardziej umiłowanych swych dzieci? — O Boże dobroci, któż to pojmie, kto wypowie?!…

2. A czy na tobie, duszo pobożna, objawiła się również nieskończoność miłosierdzia Bożego? I jakżebyś mogła wątpić o tym choćby na chwilę!

Może grzechy twoje na zewnątrz były mniej liczne i ciężkie, niż grzechy tych, co cię otaczają, ale czy sądy Boskie są zawsze podobne do sądów ludzkich? Jakże łatwo być może, że w oczach Bożych o wiele bardziej jesteś winna, niż wielu z tych, których świat nazywa grzesznikami. Zanim cię łaska Boża doprowadziła do dzisiejszego stanu twego, w którym naprawdę i skutecznie pracujesz nad sobą i zaczynasz oddawać się Bogu nie tylko słowem, jak dawniej, ale przede wszystkim ofiarnymi czynami, — jakże wiele ran zadałaś Sercu Bożemu przez niewierności powtarzające się co dzień, co godzina, co chwila nawet! Ileż to razy oporem swoim, świadomym niedbalstwem i obojętnością udaremniłaś miłościwe zamiary Opatrzności Bożej względem twojej duszy! Sprzeciwiałaś się Bogu, duszo wierna, mimo lepszego poznania swojego, mimo światła wewnętrznego tak obfitego, jak je otrzymała może zaledwie jedna dusza na wiele tysięcy. Prócz tego otoczył cię Bóg tylu zewnętrznymi środkami pomocniczymi, tylu pobudkami do dobrego, tylu dobrymi przykładami, iż zdawałoby się, że niepodobna ci będzie stać się niewierną. A jednak byłaś niewierną, tyle razy niewierną, tak bardzo niewierną! Czyż wina twoja nie jest poniekąd większa, niż wina owych t. zw. wielkich grzeszników, których tak mało pouczano o Bogu, którzy nieustannie prawie w złym obracali się towarzystwie, których wszystko od Boga odwodziło, a nic prawie do Niego nie pociągało prócz wewnętrznego głosu łaski i to łaski zwyczajnej tylko? A jednak wszystko przebaczył ci Bóg, gdyż Go o to po opamiętaniu się serdecznie prosiłaś, i dziś ten Bóg i Ojciec twój w niebiosach obchodzi się z tobą jako z dzieckiem swoim najmilszym i niewierności twoich zupełnie ci już nie pamięta…

Do wiekuistej wdzięczności dla miłosierdzia Bożego obowiązany jest grzesznik, którego Bóg nawrócił do siebie z drogi nieprawości i obsypał następnie łaskami Swymi — lecz czymże ty, duszo wybrana, odwzajemnisz się Bogu za to, że przez najświętsze miłosierdzie Swoje zachował cię od zbyt ciężkich zewnętrznych grzechów, a niewierności twoje wprost niepoliczone pogrążył w wiecznej niepamięci i dziś, niby matka najtkliwsza, na ręku Swoim cię nosi i do Boskiego Swego Serca tuli?

O najmiłościwszy Ojcze mój! Wezbrane po brzegi serce moje! Ta jedynie myśl ulgę mi przynosi, iż „miłosierdzie Twoje na wieki wyśpiewywać będę“ (Ps. 88.2).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s