Papiestwo w wizjach Katarzyny Emmerich oraz Marie-Julie Jahenny

Katarzyna Emmerich

„Widzę, że ojciec święty jest w wielkim strapieniu. Zamieszkał w innym pałacu i przyjmuje wizyty tylko niewielu zaufanych. Gdyby zła partia [masoneria] znała swą siłę, już teraz zerwałaby z Kościołem. Obawiam się, że ojciec święty będzie musiał jeszcze przed swą śmiercią znieść wiele udręk. Widzę, że czarny pseudo-kościół wzrasta w siłę, powiększa się też jego zły wpływ na przekonania ludzi. Niedola ojca świętego i Kościoła jest rzeczywiście tak wielka, że trzeba dzień i noc zanosić modły do Boga. Polecono mi dużo się modlić za Kościół i za papieża…

Tej nocy zaprowadzono mnie do Rzymu, gdzie ojciec święty był ciągle w wielkiej opresji i ukrywał się, by uchylić się od spełnienia pewnych żądań. Jest bardzo słaby i całkowicie wyczerpany przygniatającym go ciągle smutkiem, troską i modlitwą. Ukrywa się przede wszystkim dlatego, że wielu osobom nie może już ufać. A przecież jest przy nim pewien starszy, prosty, bardzo pobożny kapłan, który jest jego przyjacielem; właśnie z powodu jego prostoty nie uważano za konieczne trzymać go z daleka od papieża. Człowiek ten otrzymał jednak dużo łask od Boga. Wiele rzeczy widzi i dostrzega oraz szczerze mówi o nich ojcu świętemu. Musiałam temu człowiekowi wyjawić na modlitwie wiele spraw dotyczących podłych zdrajców i ludzi źle myślących, którzy należą do najbliższych zaufanych spośród urzędników ojca świętego. O sprawach tych miał donieść ojcu świętemu. W ten sposób przestrzeżono go przed osobą, która dotychczas robiła wszystko, a odtąd nie będzie mogła zrobić nic. Papież jest tak słaby, że o własnych siłach nie może już chodzić”.

„[W wizji] gdy razem z Franciszką i tamtym świętym szliśmy ulicami Rzymu, ujrzeliśmy wielki pałac (Watykan), który od góry do samego dołu stał w płomieniach. Bardzo się bałam, że spalą się również jego mieszkańcy, ponieważ nikt nie gasił pożaru. Kiedy jednak podeszliśmy bliżej, płomienie opadły; dom był poczerniały i zalatywał spalenizną. Przeszliśmy przez wiele wspaniałych sal, i w końcu dotarliśmy do papieża. Siedział na wielkim krześle w ciemnym pomieszczeniu. Był chory, bez sił i nie mógł już chodzić. Przed drzwiami kręcili się jacyś ludzie. Duchowni, którzy mieli mieszkania najbliżej niego, nie podobali mi się. Robili wrażenie fałszywych i leniwych. Osoby pobożne i proste, które niekiedy widuję przy nim, znajdowały się w dalszej części tego domu.

Długo rozmawiałam z papieżem i nie mogę powiedzieć, czy rzeczywiście byłam wtedy całkiem przytomna. (…) Mówiłam mu o biskupach, których teraz należało ustanowić, powiedziałam mu również, że nie powinien opuszczać Rzymu, gdyż w przeciwnym razie zapanuje powszechny chaos. On jednak był przekonany, że niebezpieczeństwa tego nie da się już uniknąć i że musi stąd odejść, ażeby ocalić siebie samego i wielu innych. Bardzo chciał opuścić Rzym i wiele mówił na ten temat. Franciszka rozmawiała z nim jeszcze dłużej. Ja byłam bezsilna i słaba, moi towarzysze podtrzymywali mnie”.

„Dzisiejszej nocy zobaczyłam, jak w wizji papieża święty Franciszek niósł Kościół św. Piotra, a zaraz potem ujrzałam niosącego na ramionach kościół małego człowieczka, który w rysach twarzy miał coś z Żyda. Wydał mi się on bardzo niebezpieczny. Maryja stała na kościele z jego północnej strony i opiekuńczo rozpościerała nad nim swój płaszcz. Zdawało mi się, że człowiek ten jest bliski załamania. Miałam wrażenie, że to pewien świecki, znany mi człowiek. Miało mu w dźwiganiu dopomóc dwanaście osób, w których zawsze widziałam nowych apostołów, ci jednak spóźniali się z przybyciem. Gdy zdawało się, że ten człowiek już upada, przyszli wreszcie wszyscy i wsparli go. Z pomocą przyszło również wielu aniołów.

Z kościoła pozostała tylko posadzka i tylna część, całą resztę zniszczyły tajne sekty i sami słudzy Kościoła. Przenieśli kościół na inne miejsce. Zdawało się, że liczne pałace ścielą się przed nimi na ziemię , jak łany zboża.

Gdy zobaczyłam kościół świętego Piotra w ruinie, a także licznych przyczyniających się do jego upadku duchownych, z których żaden jednak nie chciał publicznie się do tego przyznać, ogarnął mnie z tego powodu tak wielki smutek, że zaczęłam głośno wołać do Jezusa, prosząc Go o zmiłowanie. Wtedy ujrzałam stojącego przede mną mojego niebieskiego Oblubieńca. Długo do mnie mówił. Powiedział między innymi, że to przenoszenie kościoła oznacza, iż tylko z pozoru chyli się on ku upadkowi. Spoczywa na ramionach niosących go i dzięki nim się odrodzi. Nawet gdyby pozostał tylko jeden katolik, Kościół może zwyciężyć, ponieważ nie został zbudowany na ludzkim rozumie i radach.

Pokazał mi, że w Kościele nigdy nie zabrakło modlących się i cierpiących. Pokazał mi wszystko, co On sam wycierpiał dla Kościoła i jak dawał siłę męczennikom w zdobywaniu zasług i w pracy dla Kościoła. Powiedział mi też, że gdyby mógł cierpieć, ponownie by wszystko wycierpiał. W niezliczonych obrazach pokazał mi również całe żałosne postępowanie chrześcijan, świeckich i duchownych, widoczne w coraz szerszych kręgach, obejmujących cały świat, aż po moją ojczyznę. Zachęcał mnie do wytrwałej modlitwy i cierpienia. Był to nieopisanie wielki, smutny obraz, dla ukazania którego brak mi słów. Pokazano mi też, że nie ma już prawie chrześcijan w dawnym tego słowa znaczeniu. Obraz ten napełnił mnie głębokim smutkiem”.

Marie-Julie Jahenny

„Kościół nie będzie posiadał dłużej tego głosu, który dzisiaj mówi tak głośno i wyraźnie. Węzeł Wiary (The Bond of the Faith) zostanie wygnany gdzie pić będzie gorycz długiego i bolesnego męczeństwa. Jego serce, pełne bólu i udręki, nie będzie żyć, można powiedzieć, w jego piersi, ale będzie składać ofiarę za swoje dzieci, swoje stado, za  nieomylny Kościół”.

„U podnóża góry, w skale, widzę samotne więzienie i jest w nim zamknięty stary człowiek o białych włosach. Jego rysy twarzy są wspaniałe, niesie on krzyż na piersi. Dobry Nauczyciel zbliża się do niego: ‘Synu Mój umiłowany, męczenniku Świętego Kościoła, więźniu Najświętszego Serca, spocznij na Mnie, tak, że Ja złagodzę Twój ból. Przez długi czas niesiesz swój krzyż, ale wkrótce zwrócę wszystkie twoje skradzione prawa i twoją wolność.  Osusz swoje łzy… Dobra Matka ociera łzy starego człowieka jego płaszczem, pod jego ubranie wkłada gałązkę lilii z pięcioma złotymi liśćmi, mówiąc do niego: „Oto twoja siła i pocieszenie”. Wszyscy aniołowie tam są, u stóp Niebieskiego Tronu Matki Bożej, która ofiarowuje piękny biały sztandar Jej Boskiego Syna, ozdobiony dwiema liliami”.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s