Publikuję ciekawy tekst o stosunku Kościoła katolickiego (prawdziwego Kościoła katolickiego, tj. Stolicy Apostolskiej rządzonej przez papieża Piusa XII) do żydowskiego państwa położonego w Palestynie.

Kilka moich uwag:

Jak widzimy państwo określane dzisiaj jako „Izrael” nie ma prawa istnieć — nigdy bowiem nie zostało uznane przez prawowitego Namiestnika Jezusa Chrystusa na ziemi.

Relacja Sokołowa jest dla mnie niewiarygodna i nie potwierdzona przez stronę Kościelną.

Czytelnikom bloga również nie trzeba przypominać, iż po wyrzuceniu Piusa XII z Rzymu w październiku 1958 roku Watykanem nie rządził już Kościół i Namiestnicy Chrystusa, ale lucyperiańska sekta oraz kolejni antypapieże, od Jana XXIII licząc. 

Szymon Klucznik


Słowami: „Będziemy dobrymi sąsiadami” papież Benedykt XV zakończył audiencję, jaką 4 maja 1917 roku udzielił Nahumowi Sokołowowi, londyńskiemu przedstawicielowi Światowej Organizacji Syjonistycznej. Audiencja trwała czterdzieści pięć minut. W telegramie wystosowanym przez Sokołowa do przewodniczącego ŚOS Chaima Weizmana czytamy, że papież „wyraził swą całkowitą sympatię” dla odbudowy żydowskiej ojczyzny. Nie widział też problemu dotyczącego miejsc świętych, których status ma zabezpieczyć międzynarodowe porozumienie. Trzy dni wcześniej Sokołow spotkał się z watykańskim sekretarzem stanu, kardynałem Gasperim. Ten był jeszcze bardziej serdeczny: „Zapewniam, że ze strony Kościoła nie napotkacie żadnego sprzeciwu… Jesteśmy szczęśliwi, że przywrócony zostaje kraj Izraela”.

Przebieg tych spotkań znamy jedynie z relacji Sokołowa. Nawet jeśli – choć nie ma podstaw, by tak sądzić – syjonistyczny działacz koloryzował trochę wypowiedzi swych watykańskich rozmówców, to nie sposób nie zauważyć ogromnego kontrastu między ciepłym klimatem tych rozmów a lodowatą atmosferą, jaka panowała podczas pierwszego oficjalnego kontaktu między Stolicą Apostolską a ruchem syjonistycznym. 24 maja 1904 poprzednik Benedykta XV, Pius X, przyjął w Watykanie Teodora Herzla. Tu też przebieg spotkania znamy jedynie z relacji przedstawiciela strony żydowskiej, ale Watykan nie podważył ani relacji Herzla, ani późniejszej Sokołowa.

Herzl zauważył, że od początku spotkania papież był poirytowany. Jak przypuszczał – dlatego że jego gość nie pocałował pierścienia papieskiego. Po krótkiej prezentacji celów syjonizmu dokonanej przez Herzla, przywódca Kościoła odpowiedział: „Nie możemy sprzyjać temu ruchowi. Nie możemy uniemożliwić Żydom udawania się do Jerozolimy, lecz popierać ich nigdy nie będziemy mogli. Święta Ziemia Jerozolimy została uświęcona życiem Jezusa… Żydzi nie uznali Pana Naszego, i dlatego nie możemy uznać narodu żydowskiego”.

Twórca syjonizmu usiłował przekonać papieża, że Żydzi bynajmniej nie zamierzają zawładnąć chrześcijańskimi miejscami świętymi. Herzl był bowiem przekonany, że niepokój Kościoła budzi właśnie ta kwestia, a nie ruch syjonistyczny jako taki. Już wcześniej, w wydanym w 1895 Państwie żydowskim, zapewniał, że „co do chrześcijańskich miejsc świętych, można by przystać na formę eksterytorialności zgodnie z prawem międzynarodowym. Utworzymy straż honorową wokół tych miejsc świętych, własnym istnieniem gwarantując spełnienie tego obowiązku”. Pius X nie był jednak zainteresowany gwarancjami. „Albo Żydzi, nadal przywiązani do swej wiary – wyjaśniał cierpliwie swemu gościowi – nadal czekają na Mesjasza, który dla nas już przybył; w tym wypadku zaprzeczają boskości Jezusa, i nie możemy im pomóc. Albo udają się do Jerozolimy bez jakiejkolwiek wiary, i wówczas tym bardziej nie możemy być z nimi”. Rozmowa zakończyła się źle: papież na pożegnanie wygłosił słynne zdanie o księżach i kościołach, które będą na Żydów czekać w Palestynie, „żeby ich wszystkich ochrzcić”.

Nie wiadomo dlaczego Watykan po 13 latach tak radykalnie zmienił zdanie. Zapewne, tak jak i w innych sprawach, nie bez znaczenia była osobowość poszczególnych papieży; przypuszczać można, że Benedykt XV po prostu był Żydom życzliwszy niż jego poprzednik. Ale ta huśtawka nastrojów od sympatii do wrogości (z wyraźną przewagą tej ostatniej) charakteryzować będzie przez dziesięciolecia postawę Watykanu wobec syjonizmu i żydowskiego państwa – aż po uznanie Izraela za pontyfikatu Jana Pawła II, który składa teraz pierwszą w historii papiestwa oficjalną wizytę w żydowskim państwie.

W tradycyjnym nauczaniu chrześcijańskim wygnanie Żydów z ich ojczyzny, podobnie jak zburzenie Świątyni, miało być karą za odmowę uznania boskości Jezusa. Tym samym zakończenie wygnania byłoby równoznaczne z darowaniem kary lub wręcz z uznaniem, że takiej kary nie było. To zaś stawiało chrześcijaństwo – w tym wypadku Kościół katolicki – przed koniecznością radykalnej rewizji swego stosunku do Żydów. Dlatego też syjonizm budzić musiał ujawnioną przez Piusa X wrogość. Co więcej – syjonizm był ruchem świeckim. Wizja zmiany Bożych wyroków, dokonana za sprawą takiego właśnie ruchu, była całkowicie nie do przyjęcia. A ugruntowane już na początku wieku wśród antysemitów przekonanie o żydowskim spisku przeciw ustalonemu porządkowi, najpełniej wyrażone w Protokołach Mędrców Syjonu, prowadzić musiało do konstatacji, że żydowskie państwo będzie nie tylko bezbożne, lecz aktywnie wrogie Bogu. Od tych obaw nie jest wolny Pius X, w przyszłości wpłyną one na negatywny stosunek Watykanu do rezolucji ONZ z 1947 roku o podziale Palestyny na państwo arabskie i żydowskie.

Zarazem jednak od średniowiecza papieże sprzeciwiają się mordowaniu Żydów, a czasem nawet wypędzaniu ich z ziem chrześcijańskich. Rolę odegrało tu chrześcijańskie miłosierdzie, choćby nawet, z dwudziestowiecznej perspektywy, wydawało się pokraczne i wykrętne. Żydzi musieli pozostać przy życiu, żeby dawać nieustanne świadectwo swej słusznie ukaranej perfidii (o której przypominały wielkopiątkowe modły za perfidis Judaeis). Jednocześnie chrześcijanie nie ustawali w nadziei na ich nawrócenie. Byłoby ono zwiastunem czasów mesjańskich i ich niezbywalnym warunkiem. Niektórzy fundamentalistyczni protestanci szli jeszcze dalej, zakładając, że nawrócenie to może się dokonać dopiero wówczas, gdy wszyscy Żydzi zgromadzeni zostaną ponownie w Ziemi Izraela, gdzie odbudują Świątynię.

„Cóż za historyczny zwrot – zauważył Benedykt XV w rozmowie z Sokołowem. – Dziewiętnaście wieków temu Rzym zniszczył wasz kraj, a teraz, chcąc go odbudować, zwracacie się właśnie do Rzymu”. Na co Sokołow odpowiedział: „Ten Rzym, który zniszczył Judeę, został już wystarczająco ukarany: wkrótce potem znikł. Zaś naród żydowski nie zadowolił się samym przetrwaniem: ma dość sił żywotnych, by żądać posiadania własnej ziemi”. „Tak, to opatrznościowe – stwierdził papież – Bóg tak chciał”.

Pozostawała wreszcie kwestia miejsc świętych. Watykan był żywo zainteresowany co najmniej zagwarantowaniem, a najlepiej poprawą status quo. Jak każda grupa wyznaniowa na Bliskim Wschodzie, także i chrześcijanie byli zdania, że tylko oni są w stanie zapewnić bezpieczeństwo miejsc świętych. Własnych na pewno, a być może i cudzych. Wszelkie zmiany w Palestynie, prowadzące do wzmocnienia pozycji Żydów względem chrześcijan, były dla Stolicy Apostolskiej nie do przyjęcia. Przed ewentualną suwerennością żydowską trzeba zapewnić pierwszeństwo suwerenności chrześcijańskiej. Stąd żądania eksterytorialności dla chrześcijańskich miejsc świętych, eksterytorialności, która – zauważmy – oznaczałaby nie tylko zniesienie na ich terenie ewentualnej żydowskiej suwerenności, ale uniemożliwiałaby osiedlanie się tam Żydów. Dla Watykanu perspektywa chrześcijańskich miejsc świętych „pod Żydem” była jeszcze bardziej nie do zniesienia niż „pod Turkiem”. „Nie jest miło patrzeć, jak Turcy posiadają Miejsca Święte – tłumaczył Pius X Herzlowi. – Musimy to jednak znieść. Ale sprzyjać Żydom, by posiedli miejsca święte: nie, tego nie możemy”. Zaś w 1919 roku Benedykt XV, niedawny życzliwy rozmówca Sokołowa, stwierdzał: „Byłoby dla Nas i dla chrześcijaństwa wielce bolesne, gdyby niewierni korzystali w Palestynie z praw większych niż my, i gdyby miejsca święte chrześcijaństwa zostały przekazane niechrześcijanom”.

Spotkanie Benedykta XV i Sokołowa miało jednak aż do dzisiaj pozostać najcieplejszym momentem w dziejach stosunków między Watykanem a ruchem syjonistycznym i żydowskim państwem. Już w kilka miesięcy później dwa wydarzenia całkowicie zmieniły sytuację syjonizmu, a co za tym idzie, stosunek doń Stolicy Apostolskiej. 2 listopada 1917 roku w Londynie ogłoszono Deklarację Balfoura, a w dwa miesiące później do Jerozolimy weszły brytyjskie wojska. Brytyjska polityka i siła zbrojna uczyniły z syjonizmu polityczną rzeczywistość.

Na wieść o wyzwoleniu przez chrześcijańską armię Miejsc Świętych z rąk niewiernych w całym chrześcijaństwie rozdzwoniły się dzwony. Milczały jedynie dzwony Watykanu. Papież, powodowany między innymi troską o bezpieczeństwo wspólnot chrześcijańskich w krajach islamu, chciał w ten sposób okazać swą neutralność. „Czy uważa pan – pytał ironicznie kardynał Gasparri zdziwionego postawą Watykanu francuskiego dyplomatę – że najlepiej byłoby dla nas powitać z radością turecką klęskę, skoro z zasady stoimy ponad wszelkim tumultem?” I dodał: „A czy perspektywa siedziby narodowej, obiecana przez Balfoura Izraelitom, może być dla nas wielkim pocieszeniem? Trudno zabrać Turkom choćby drobną część ich serca, by ją dać syjonizmowi”. Neutralność – w słowach, jeśli nie zawsze w czynach – połączona z brakiem sympatii dla żydowskich aspiracji, charakteryzować będzie odtąd stosunek Watykanu do konfliktu bliskowschodniego. Jak można przypuszczać, entuzjazmu Stolicy Apostolskiej nie budził też fakt, że to protestancka Anglia, nie zaś katolicka, choć republikańska Francja, sprawować będzie odtąd władzę nad miejscami świętymi.

Już w 1919 roku doszło natomiast do pierwszego oficjalnego spotkania papieża z przedstawicielem Arabów. Papież Benedykt XV przyjął emira Fajsala, by omówić z nim sytuację w Palestynie. Rozmowa przebiegła w atmosferze antysyjonistycznej. W tym samym roku wysłannik papieski, kardynał Giustini, odwiedził Ziemię Świętą i wystosował z Jerozolimy telegram do papieża, błagając go o interwencję, by powstrzymać żydowską dominacje w Palestynie. Rosły też obawy przed wpływem duchowym bezbożnego syjonizmu. W relacji ze spotkania z kardynałem Gasparrim w 1921 roku, przewodniczący ŚOS Chaim Weizman stwierdził, że kardynał nie wyraził zaniepokojenia żydowską kolonizacją w Palestynie, lecz stwierdził: „Obawiam się waszego uniwersytetu”.

Brytyjski mandat w Palestynie nie dał Watykanowi sposobności do umocnienia obecności w Ziemi Świętej, sprzyjał natomiast, w swym pierwszym okresie – zgodnie z Deklaracją Balfoura – rozwojowi kolonizacji żydowskiej. Dlatego też, gdy w 1922 roku zebrała się Liga Narodów, aby mandat ten potwierdzić, Stolica Apostolska podjęła intensywne starania mające na celu uniemożliwienie tego posunięcia. Próby te spełzły na niczym, mandat został potwierdzony, a nowy papież Pius XI wydał deklarację, która miała na najbliższe ćwierćwiecze określić stanowisko Watykanu:

„Nasze apostolskie zadania nakładają na Nas obowiązek wymagania, by prawa Kościoła katolickiego w Palestynie – w sytuacji, gdy tak jawnie przeważają one nad prawami innych zainteresowanych stron – były szanowane i zabezpieczone w sposób priorytetowy nie tylko w stosunku do żydów i do niewiernych, lecz także członków wyznań niekatolickich, niezależnie od tego, z jakich ras czy narodów się oni wywodzą”.

Z upływem czasu, gdy okazało się, że większość Żydów nie zamierza się do Palestyny przenosić, a większość mieszkających tam Arabów jest wobec kolonizacji nastawiona wrogo, syjonistyczne aspiracje coraz bardziej okazywały się mrzonką. Gdy wybuchła wojna i rozpoczęła się Zagłada, o której Watykan był lepiej od innych państw poinformowany, nawet termin „mrzonka” mógł się wydawać nadmiernie optymistyczny.

Ale mrzonka ta nadal budziła niepokój. W maju 1943 roku, w depeszy do delegata apostolskiego w Waszyngtonie szef watykańskiej dyplomacji, kardynał Maglione, tak przedstawiał stosunek Stolicy Apostolskiej do alii – jedynej, przypomnijmy, choć dostępnej tylko dla nielicznych i surowo przez Anglików ograniczanej szansy ucieczki z koszmaru niemieckiej Europy: „Nie wydaje się czymś trudnym, gdy się chce założyć żydowską siedzibę, znalezienie innych terytoriów, bardziej odpowiednich dla tego celu; gdyby natomiast Palestyna wpadła we władanie Żydów, wywołałoby to nowe i poważne problemy międzynarodowe, wzbudziłoby niezadowolenie wszystkich katolików na całym świecie, spowodowałoby słuszną skargę Stolicy Apostolskiej i źle odpowiadałoby dobroczynnej trosce, którą sama Stolica Apostolska okazała i nadal okazuje wobec niearyjczyków.”

Treść i forma tej depeszy muszą dziś szokować. Ale nawet zaangażowany w pomoc uciekającym przez Turcję Żydom delegat apostolski w Stambule Roncalli (który jako przyszły papież Jan XXIII miał dokonać pierwszego znaczącego gestu pod adresem państwa żydowskiego) tak pisał we wrześniu tego samego roku do kardynała Maglione o żydowskich uchodźcach: „Przyznam, że widząc, jak Stolica Apostolska właśnie zajmuje się tym transportem do Palestyny, w perspektywie, w pewnym sensie, odbudowy królestwa Izraela, nachodzą mnie wątpliwości. Zrozumiałe, że ich rodacy to robią wraz ze swoimi przyjaciółmi politycznymi. Ale nie wydaje mi się w dobrym guście, by właśnie proste i wzniosłe sprawowanie dobroczynności przez Stolicę Apostolską mogło dać sposobność lub pozór dostrzeżenia w tym współpracy jako takiej, choćby niewyartykułowanej czy pośredniej, przy realizacji mesjańskiego marzenia… Choć jest rzeczą pewną, że odbudowa królestwa Judy i Izraela jest jedynie utopią”.

Zanim to nastąpi, minie niecałe pięć lat, naznaczonych najpierw ujawnieniem światu grozy Zagłady, a potem krwawym konfliktem arabsko-żydowskim w Palestynie mandatowej. Watykan był zdecydowanie przeciwny przyjętemu przez ONZ w 1947 roku planowi podziału Palestyny na państwo arabskie i żydowskie – tak bardzo, że nie wyraził nawet aprobaty dla zawartego w tym planie umiędzynarodowienia Jerozolimy i Betlejem jako corpus separatum. Swe poparcie dla niepodzielnej Palestyny Watykan, z reguły niezwykle wstrzemięźliwy w uznawaniu nowych państw, przejawił ustanawiając w lutym 1948 roku, a więc już po ONZ-owskiej rezolucji, delegaturę apostolską w Palestynie. Na czele delegatury stanął monsignore Testa, który publicznie dawał wyraz swym nadziejom, że ONZ zmieni decyzje i Palestyna stanie się państwem federalnym. Stolica Apostolska obawiała się bowiem, że powstanie państwa żydowskiego stanie się, jak pisał w swej depeszy kardynał Maglione, zarzewiem stałego konfliktu, nieobce jej też były teologiczne obawy monsignore Roncallego, a przede wszystkim lękała się reakcji Arabów i jej konsekwencji dla mieszkających w krajach arabskich chrześcijan. Obawiano się też destabilizującego wpływu lewicowego i świeckiego Izraela na konserwatywne państwa regionu. Palestyna jako państwo federalne, a więc bez wyraźnej żydowskiej tożsamości, zapewniające, z gwarancją międzynarodową, status chrześcijańskich miejsc świętych – byłaby dla Watykanu optymalnym rozwiązaniem.

Poparcie dla umiędzynarodowienia Jerozolimy Pius XII wyraził po raz pierwszy 1 maja 1948 roku, na dwa tygodnie przed ogłoszeniem niepodległości Izraela. Koncepcja ta została następnie rozwinięta w dwóch encyklikach papieskich, z października 1948 i kwietnia 1949 roku. Warto zauważyć, że Watykan nie uznał ani jordańskiej, ani izraelskiej suwerenności nad podzieloną Jerozolimą, sprzeciwiając się tym samym stanowisku państw arabskich. W tych encyklikach proponuje się, by dla Jerozolimy i okolic ustanowić „zarząd międzynarodowy, prawnie umocowany i gwarantowany, który w obecnych okolicznościach zdaje się gwarantować, w sposób najwłaściwszy i najodpowiedniejszy bezpieczeństwo sanktuariów”. Warto zwrócić uwagę na zwrot „w obecnych okolicznościach” – umożliwi on później Watykanowi zmianę stanowiska, gdy okoliczności ulegną zmianie.

Ważny jest też obraz konfliktu, jaki się z tych encyklik wyłania. Ubolewają one nad cierpieniami uchodźców palestyńskich spowodowanymi wojną – lecz nie ma w nich słowa o tym, że wojnę rozpoczęły państwa arabskie, odrzucając ONZ-owski plan podziału. Zwraca się w nich uwagę na straty, jakie poniosły chrześcijańskie miejsca święte – lecz nie ma ani słowa o systematycznym niszczeniu przez Jordańczyków wszystkich synagog w jerozolimskim Starym Mieście. Przede wszystkim zaś – nie pada w nich słowo Izrael, niepodległość nowego państwa nie jest w nich nawet wspomniana, podobnie jak nie dostrzegają one ani powrotu narodu żydowskiego do swej historycznej siedziby, ani cierpień, w tym przede wszystkim Zagłady, jakich Żydzi doznali w chrześcijańskiej Europie.

Stolica Apostolska nie była zainteresowana kontaktami z nowo powstałym żydowskim państwem. Delegacja izraelskiego ministerstwa wyznań, która przybyła do Rzymu we wrześniu 1948 roku, nie została w Watykanie przyjęta. Stolica Apostolska najwyraźniej wolała, by kontakty z izraelskimi władzami de facto utrzymywali jedynie jej przedstawiciele w Ziemi Świętej.

Pierwszy, drobny wyłom przyniosło przyjęcie szefa izraelskiego MSZ Mosze Szareta – na audiencji prywatnej i na jego własną prośbę, jak podkreślał watykański komunikat – przez Piusa XII. Audiencja odbyła się 27 marca 1952 roku, a papież – czytamy w komunikacie – „wyraził życzenie poprawy sytuacji Państwa Izrael i jego mieszkańców”. Tym samym Watykan po raz pierwszy oficjalnie użył nazwy nowego państwa. Gdy w maju 1955 roku w Watykanie koncertowała Filharmonia Izraelska, komunikat prasowy stwierdził tylko, że „papież przyjął orkiestrę, w której skład wchodzą Żydzi z czternastu różnych krajów”. Żaden z tych krajów, rzecz jasna, nie nazywał się Izrael.

Prawdziwszy przełom nastąpił w 1958 roku, kiedy to nowy papież Jan XXIII wysłał stosowny list z zawiadomieniem o swoim wyborze do wszystkich głów państw na świecie, w tym i do izraelskiego prezydenta Icchaka Ben Cwi. Dopiero wówczas, w dziesięć lat po powstaniu państwa, Watykan zdecydował się na jego faktyczne uznanie. Wielu obserwatorów uważa zresztą, że ówczesny papież, mimo swych wątpliwości z czasów wojny, pragnął uznać Izrael de iure i nawiązać z państwem żydowskim stosunki dyplomatyczne. Jego przedwczesna śmierć uniemożliwiła jednak realizację tych projektów. Jego następca, Paweł VI, i kolejni papieże, zwyczajowo już wysyłali izraelskim prezydentom zawiadomienia o objęciu funkcji, a w ich inauguracjach uczestniczyły izraelskie delegacje.

Paweł VI dokończył dzieł Soboru Watykańskiego II, rozpoczętego przez swego poprzednika, w tym uchwalenie przełomowej dla stosunków katolicko-żydowskich deklaracji „Nostra Aetate”. Jej losy do końca były niepewne, gdyż budziła ona sprzeciw kardynałów z krajów arabskich. Popierający ją kardynał Bea intensywnie tłumaczył, że „nie mówimy tu o syjonistach czy o politycznym Państwie Izraela. Ale o wyznawcach religii mojżeszowej, gdziekolwiek by na świecie żyli”.

Paweł VI, jako pierwszy papież po świętym Piotrze, złożył wizytę także w Izraelu. (Piszą o tym ks. Michał Czajkowski i Aleksander Klugman na stronach 17-21). Nie przyniosła ona jednak oczekiwanych zmian. Trzeba było dopiero wojny sześciodniowej, by w liście z apelem o przerwanie walk papież użył zwrotu „Prezydent Izraela”. Apel okazał się wówczas bezskuteczny, podobnie jak przedstawiona pod koniec czerwca 1967 roku przez ambasadora Watykanu przy ONZ propozycja, by Jerozolimę – zjednoczoną po zwycięskiej kontrofensywie izraelskiej – umiędzynarodowić. Do tej formuły Watykan nie miał już nigdy więcej powrócić. Tego samego dnia, gdy w ONZ watykański ambasador składał swą propozycję, Paweł VI w wystąpieniu przed Kolegium Kardynałów zaproponował, by miastu nadać „statut międzynarodowy”. Zmiana jednej literki – Watykan dotąd postulował międzynarodowy „status” miasta – oznaczała radykalny zwrot w polityce Stolicy Apostolskiej.

„Status” oznaczał „zarząd międzynarodowy”, proponowany przez Piusa XII, słowem – zniesienie istniejącej suwerenności nad miastem. „Statut” to uregulowanie prawne w ramach istniejącej – czyli izraelskiej – suwerenności. Po dwudziestu prawie latach zmieniły się „okoliczności”, a co za tym idzie, i watykańska polityka. Tym, co przeważyło szalę, nie były jednak pryncypia, lecz po prostu izraelskie zwycięstwo.

Warto pamiętać, że ta zmiana nie pociąga za sobą formalnego zaakceptowania przez Watykan izraelskiej suwerenności nad wschodnią częścią miasta ani też uznania choćby zachodniej jego części za izraelską stolicę. W tych sprawach Watykan zajmuje takie samo stanowisko jak cała społeczność międzynarodowa. Jedyna zmiana polega na tym, że Stolica Apostolska uznaje za możliwe rozwiązanie uwzględniające jakąś formę izraelskiej suwerenności. Tylko tyle – i aż tyle.

Warto też pamiętać, że jakakolwiek międzynarodowa prawna ingerencja w statut Jerozolimy jest dla Izraela nadal nie do przyjęcia. Ale w miarę jak negocjacje z Palestyńczykami zbliżają się do końca, i tak trzeba będzie znaleźć jakieś rozwiązanie sytuacji w Jerozolimie.

Nowe realia powstałe po wojnie sześciodniowej znalazły też odbicie w oficjalnej wizycie w Watykanie ówczesnego szefa izraelskiego MSZ Abby Ebana, złożonej w październiku 1969 roku. Komunikat z tego spotkania jest zaskakujący. Nie wspomina się w nim o „statucie” dla Jerozolimy, o „statusie” nawet nie mówiąc, ale jedynie o jej „świętym i jedynym” charakterze. Papież – czytamy – zastrzegł się, że stanowisko Watykanu wynika jedynie ze względów religijnych i humanitarnych, jak również z pragnienia ustanowienia trwałego i sprawiedliwego pokoju, zaś minister szeroko opisał wysiłki Izraela na rzecz jego osiągnięcia. Był to komunikat tak proizraelski, że nuncjatura w Bejrucie poczuła się zmuszona do wydania oświadczenia, iż wizyta nie oznacza ani uznania Izraela, ani zmiany polityki Watykanu w kwestii Jerozolimy. Prasa watykańska oświadczenie to przemilczała.

Ale oczekiwany zwrot nie nastąpił. Z jednej strony podjęcie przez Palestyńczyków walki terrorystycznej zaostrzyło znów konflikt, uśpiony w pierwszych latach po wojnie sześciodniowej. Z drugiej zaś, uformowanie się arabskiego „frontu odmowy” dramatycznie ograniczyło watykańską możliwość manewru. W krótkim czasie klimat izraelsko-watykańskich kontaktów znów zaczął się pogarszać.

Widać to było wyraźnie w związku z wizytą Goldy Meir 15 stycznia 1973 roku w Watykanie. Wizyta ta – pierwsza, jaką izraelski premier złożył u papieża – obrosła po latach legendą i anegdotami. Według jednej z nich pani Meir miała powiedzieć kardynałowi Casarolemu, że aż jej się wierzyć nie chce, iż ona, córka ubogiego żydowskiego cieśli spod Kijowa, zaraz zostanie przyjęta przez papieża, na co szef watykańskiej dyplomacji odpowiedział: Madame, w tym gmachu dzieci ubogich żydowskich cieśli cieszą się szczególnymi względami… Spotkanie istotnie, jak twierdzą obserwatorzy, odbyło się w serdecznej atmosferze, choć słynna z bezkompromisowości pani premier nie bawiła się w dyplomatyczne subtelności. Na papieską uwagę o „surowości” izraelskiej wobec Palestyńczyków odpowiedziała: „Wasza Świątobliwość… pragnę zapewnić, że mój naród wie wszystko o prawdziwej „surowości”, a także to, że nauczyliśmy się wszystkiego o prawdziwym miłosierdziu, gdy nas prowadzono do nazistowskich komór gazowych… Teraz mamy własne państwo i nie musimy już polegać na cudzym miłosierdziu”.

Ton komunikatu watykańskiego Sekretariatu Stanu po wizycie był pozytywny. Paweł VI miał więc mówić o historii i cierpieniach narodu żydowskiego, losach uchodźców [palestyńskich – choć nazwa ta nie padła w komunikacie] i sytuacji miejsc świętych, pani premier zaś – o izraelskiej woli pokoju i o terroryzmie. Tego samego jednak dnia watykańskie biuro prasowe wydało swoje własne, zupełnie odmienne w tonie, oświadczenie. Przypomina się w nim, że papież przyjął licznych przedstawicieli państw arabskich, a Watykan utrzymuje z tymi państwami stosunki, że do wizyty doszło na prośbę pani Goldy Meir (komunikat nie wspominał o jej funkcji), i nie oznacza ona żadnej zmiany w polityce Watykanu wobec Ziemi Świętej, „bo nie ma po temu powodu”.

Nie jest jasne, co spowodowało tę wewnątrzwatykańską rozbieżność w ocenie wizyty. Warto jednak pamiętać, że Watykan nie jest monolitem, że ścierają się tam rozmaite poglądy, nie tylko w kwestii Bliskiego Wschodu. Pozostaje jednak faktem, ze Izrael zareagował ze zrozumiałym oburzeniem, i jakiekolwiek nadzieje na szybką poprawę stosunków zostały udaremnione. Tym bardziej że w latach siedemdziesiątych coraz większa rolę w polityce Watykanu na Bliskim Wschodzie zaczęła odgrywać sprawa uchodźców palestyńskich. Izrael negował wówczas samo istnienie narodu palestyńskiego, a tym samym jego zbiorowych praw politycznych.

W przemówieniu wygłoszonym przed Świętym Kolegium pod koniec 1973 roku – a więc i po nieudanej wizycie Goldy Meir i po wojnie Jom Kipur – Paweł VI poświęcił wiele miejsca Bliskiemu Wschodowi. Przypomniał znane elementy stanowiska Watykanu, ale stwierdził też: „Do ogólnej i bardzo ważnej roli, jaką przywiązujemy do uspokojenia tych udręczonych ziem, dołączamy szczególną troskę o warunki życia i los tych, którzy więcej ucierpieli i cierpią nadal z powodu wydarzeń, do jakich dochodziło od 1947 roku do naszych dni. Myślimy zwłaszcza o setkach tysięcy ludzi, którzy uciekli ze swoich ziem i skazani są na dotkliwe warunki życia, a w każdym razie udaremnia się ich uprawnione dążenia. Nawet jeśli sprawa ich ściąga czasem uwagę świata, a nawet przynoszą jej ujmę czyny odrażające dla sumienia narodów i w żadnym wypadku nie dające się usprawiedliwić – mieliśmy, niestety, nowy, tragiczny tego przykład w ostatnich dniach, i to tuż przy naszym Mieście – to pozostaje ona sprawą wymagającą rozpatrzenia, i wzywającą, poprzez głos porzuconych i niewinnych mas, do sprawiedliwego i wspaniałomyślnego rozwiązania”.

Incydentem, o którym wspomniał papież, było zamordowanie 17 grudnia przez palestyńskich terrorystów 33 osób na lotnisku w Rzymie. O Izraelu, którego obywatele ginęli w terrorystycznych zamachach, żaden z papieży nie wyrażał się z takim współczuciem i troską. Latem następnego roku wikariusz patriarchatu greckokatolickiego w Jerozolimie, biskup Hilarion Cappucci, został zatrzymany przez Izraelczyków na granicy z Libanem, skąd wracał z wizyty duszpasterskiej. W jego samochodzie znaleziono broń, amunicję i środki wybuchowe, przeznaczone dla działających w Izraelu palestyńskich terrorystów. Sąd izraelski, po otwartym procesie, skazał go na 12 lat więzienia. Watykan zareagował komunikatem, wyrażającym „żal i ubolewanie” z tego powodu. W Izraelu zawrzało; uważano, całkiem słusznie, że żal i ubolewanie winien Watykan wyrazić raczej z powodu pozareligijnej aktywności biskupa. Trzy lata później jednak, na prośbę Watykanu, prezydent Katzir zastosował nadzwyczajne złagodzenie wyroku, i Capucci został wydalony z Izraela.

Mimo wyraźnego chłodu w stosunkach oficjalnych, przez cały czas utrzymywano kontakty, a stanowiska stron ewoluowały. Jesienią 1974 roku Izrael został większością głosów (kraje bloku sowieckiego, arabskie i rozwijające się) zawieszony w prawach członka UNESCO. Była to decyzja bezprecedensowa, zwłaszcza gdy pomyśleć, że żadne inne państwo – na przykład Uganda czy Chiny – nie zostało ukarane tak surowo, i że polityka kulturalna Izraela wobec Palestyńczyków była i pozostała liberalna. Watykan już wcześniej postanowił odznaczyć UNESCO medalem Jana XXIII; nadając odznaczenie przewodniczącemu UNESCO, Paweł VI wyraził nadzieje, że „fakt, który zakłóca spokój opinii publicznej, w obliczu tego szczęśliwego wydarzenia znajdzie wnet szybkie rozwiązanie”. Izrael powrócił do UNESCO po kilku latach. Stolica Apostolska w ostrych jak na swoje zwyczaje słowach potępiła także jesienią 1975 roku niesławną rezolucję ONZ, uznającą syjonizm za formę rasizmu (rezolucja została odwołana w 1992 roku.) Być może jednak w Watykanie istniała na ten temat różnica zdań. W lutym 1976 roku obradująca w libijskim Trypolisie konferencja katolicko-islamska poparła rezolucję, prawa Palestyńczyków i arabski charakter Jerozolimy. Jej deklaracja została opublikowana w „Osservatore Romano”. W odpowiedzi szef izraelskiego MSZ Igal Alon poinstruował swego ambasadora w Rzymie, by zawiadomił Watykan, że o ile deklaracja ta nie zostanie w ciągu 48 godzin odwołana, to Izrael uzna ją za „deklarację wojny Kościoła wobec narodu żydowskiego”. Została odwołana.

Źródło: http://midrasz.home.pl/2000/mar/mar00_1.html

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s