Miłość Boga (istota i przymioty) – Ks. Kazimierz Naskrecki, Dekalog, Krotkie Nauki o Przykazaniach, Warszawa 1937

Spis tematów – klik.


„Teraz tedy pozostają wiara, nadzieja, miłość, to troje: a z tych największa jest miłość”. (1 Kor. 13, 13).

Kiedy jeden z doktorów zakonnych zapytał Jezusa: „Które przykazanie jest najprzedniejsze ze wszystkich?” — Zbawiciel mu odrzekł słowy z ostatniej księgi Mojżesza: „Najprzedniejsze ze wszystkich, jest przykazanie:… Pan Bóg twój jedynym Bogiem jest. A będziesz miłował Pana Boga twego z całego serca twego”. (Mr. 12, 28—29); (5 Mojż. 6, 5—5).

Ta miłość ku Bogu jest tak niezbędną, iż dopiero ona nadaje innym cnotom nadprzyrodzoną wartość i przed nami niebo otwiera. Dlatego to św. Paweł pisał: „Gdybym… miłości nie miał, niczem jestem,… nic mi nie pomoże”. (1 Kor. 13, 2—3).

Poznajmy tedy dziś bliżej: 1) na czem miłość Boga polega; 2) jakie winna posiadać przymioty.

I.

1) Abyście lepiej zrozumieli, na czem polega miłość, jakiej Bóg dla Siebie żąda, zacznę od porównania. Gdyby jakiś król pokochał i poślubił ubogą wieśniaczkę poddankę swoją, byłoby to dla niej zaszczytem niezrównanym! Otóż, gdyby ona ze swej strony umiłowała króla dlatego jedynie, że on ją na tron wyniósł, purpurą odział, majestatem otoczył, miłość jej byłaby wprawdzie miłością, ale interesowną i samolubną; byłaby to miłość tylko wdzięczności i pragnienia; gdyby zaś owa wieśniaczka nie zważała na otrzymaną dostojność, lecz tylko na zalety króla i szlachetne jego serce, miłość jej byłaby miłością, ale już bezinteresowną; byłaby to miłość życzliwości i przywiązania, miłość prawdziwej przyjaźni.

Podobnież, drodzy moi, ma się z nami w stosunku do Boga. Każda dusza chrześcijańska jest oblubienicą Bożą, z niskiego stanu wyniesioną; w chwili Chrztu św. Bóg ją Sobie poślubił i wtedy przyodział ją w szatę Swej łaski, otoczył Swoją miłością i do królowania razem z sobą powołał.

Wobec tego staje się dla nas zrozumiałem to wezwanie św. Jana Ap.: „My tedy miłujmy Boga, iż Bóg nas pierwej umiłował”. (1 Jan. 4, 19); i każdy z nas chyba się już domyśla, że ta miłość, jaka się od nas Bogu należy, jest to miłość życzliwości i przyjaźni. I nie może być inaczej. Już każdy z ludzi w towarzystwie swoich przyjaciół chce być kochanym, bez względu na korzyść, jaką ktoś może mieć z niego, ale jedynie dla swych zalet osobistych. A jeżeli człowiek nie może znieść, by go miłowano dla korzyści tylko, to jakże ośmielimy się przypuszczać, że Bóg będzie mniej drażliwym? Przyjaźń jest do tego stopnia zazdrosną, że jedna niższa pobudka wystarcza, aby ją zranić.

Wymaga ona od przyjaciela jednej rzeczy: oddania bez zastrzeżeń swego serca. A jeśli kto da się uwieść namiętnej miłości, taki chce, aby go nietylko kochano dla niego samego, lecz jeszcze jedynie i poświęcając dlań wszystko; taka szalona zazdrość pochodzi z okrucieństwa miłości własnej. Ale, co w nas jest śmieszną i wstrętną niesprawiedliwością, to jest najwyższą sprawiedliwością w Bogu.

Człowiek wstydzić się winien tego, że bywa zazdrosnym; lecz Bóg, który nie może Swej chwały ustąpić nikomu (Iz. 42, 8), Sam Siebie nazywa: „Bogiem zawistnym w miłości”. („Zelotes” — 2 Mojż. 20, 5); Bóg jest celem dusz naszych, jak jest ich początkiem. Gdyby więc człowiek kochał Boga tylko jako swego Dobroczyńcę, tylko za dobrodziejstwa już otrzymane i w przyszłości oczekiwane, — wówczas kresem miłości byłby on sam, a nie Bóg.

Byłoby to więc wywróceniem porządku, który wymaga, żeby wszystko, jak pochodzi od Boga, tak też do niego wracało.

Chce więc Bóg, abyśmy Go miłowali dla Niego Samego; jak On istnieje Sam przez Się, jak oświeca nasze umysły Swem własnem światłem, podobnież ma rozgrzewać naszą wolę Swą własną doskonałością. „Przyczyną miłowania Boga jest Bóg Sam” — powiada św. Bernard (Tract. de amando Deo). Zapewne, dopiero w niebie dusza ujrzy Boga takim, jakim On jest, i wtedy dopiero zapała najgorętszą ku Niemu miłością! Gdybyśmy jednak, jak święci, zagłębiali się bardziej w tem, co Bóg raczył nam o Sobie objawić, tobyśmy za św. Augustynem musieli wołać: „O Boże mój, o Piękności wiecznie stara i wiecznie nowa! Czemu tak późno zacząłem Ciebie miłować?”

2) Z tego jednak, że winniśmy miłować Boga miłością przyjaźni, dlatego iż On Sam w Sobie jest Dobrem i Pięknem najwyższem, nie wynika wcale, że taka miłość dla Boga powinna wykluczać wszelkie niższe pobudki, jakie podsuwa miłość wdzięczności i pragnienia, a które mają na względzie naszą osobistą korzyść.

Chodzi tylko o to, żeby te pobudki nie były jedynemi i głównemi. Owszem, jest to rzeczą naturalną, że człowiek w miłowaniu Boga zaczyna od miłości pożądania, że kocha Go najpierw dlatego, iż się spodziewa od Niego dobrodziejstw; we wszystkich bowiem czynach swoich szuka człowiek z konieczności własnego szczęścia; gdy zaś widzi, że szczęścia tego w niczem innem nie osiągnie, jak tylko w zjednoczeniu z Bogiem, do Boga poczyna dążyć.

Dlatego pożyteczną jest dla nas rzeczą poznawać nietylko jakim jest Bóg Sam w Sobie, lecz również jakim jest w stosunku do nas. Oto, On nas stworzył, zachowuje i nieustannie czuwa nad nami; On nas wywiódł do godności dzieci Swoich, podnosi z upadku i uświęca łaskami Swojemi, On wreszcie, gdy będziemy korzystali z Jego łask, obdarzy wieczną szczęśliwością w niebie.

Nie na próżno chciał Bóg wziąć na Siebie te wszystkie tytuły: Stwórcy, Zachowawcy, Dobroczyńcy, Opiekuna, Odkupiciela, Poświęciciela, Wynagrodziciela; wykazując niepojętą miłość Boga ku nam, mają one zachęcać nas, byśmy nawzajem Boga miłowali; bo „nic tak nie wzbudza miłości — (powiada św. Augustyn) — jak przeświadczenie, że się jest kochanym”.

Skoro zaś dobrodziejstwa Boże zaczniemy miłować nie dla nich samych, ale dla Boga, wówczas przedmiotem naszej miłości już nie będzie nasze tylko szczęście, ale Sama Dobroć Boża, źródło wszelkiej szczęśliwości, Bóg Sam, i tak miłość pragnienia doprowadzi do miłości i przyjaźni.

Wreszcie zauważę, że oba te rodzaje miłości: miłość bezinteresowna i interesowna dają się z sobą pogodzić. Czyż żołnierz, aby być gotowym oddać życie swoje za ojczyznę, zmuszony jest do wyrzeczenia się żołdu? Choćby miłość żołnierza dla kraju była czystą i bezinteresowną, może on go jednak kochać i za to, co odeń otrzymuje.

Podobnież ma się z nami. Aby miłować Boga miłością przyjaźni, niema potrzeby, byśmy wykluczali pobudki osobiste, jakie podsuwa miłość wdzięczności i pragnienia; bylebyśmy tylko na tych pobudkach nie zatrzymywali się, ale się wznosili wyżej, i w końcu miłowali Boga dla Niego Samego, iż On Sam w Sobie godzien jest nieskończonej miłości.

3) Tak miłować Boga człowiek o własnych siłach nigdy nie będzie zdolnym. Taka bowiem miłość z łaski bierze swój początek. Razem z nadzieją i wiarą wszczepia w nas Bóg Sam, jak to wyraźnie uczy św. Paweł: „Miłość Boga rozlana jest w sercach naszych przez Ducha św., który nam jest dany”. (Rz. 5, 5).

Zwyczajną chwilą tego wszczepienia jest chwila Chrztu św.; więc już niemowlę, skoro tylko zostanie ochrzczone, otrzymuje tę cnotę; wprawdzie narazie wypełniać jej nie może, ale otrzymuje ono zdolność do miłowania Boga na wieki w niebie, gdyby miało w niemowlęctwie umrzeć.

I gdybyśmy przez grzech ciężki miłość stracili, moglibyśmy ją odzyskać tylko z pomocą łaski Bożej (uczynkowej); ta pomoc jest również niezbędną do każdego aktu tej cnoty; miłość tedy jest cnotą nadprzyrodzoną. Po tem, co powiedziałem, zrozumiałem się staje określenie miłości: Miłość Boga jest to cnota, przez Boga w serca nasze wlana, która sprawia, że Boga, jako Dobro najwyższe, miłujemy dla Niego Samego, (że wchodzimy z Nim w przyjaźń).

II.

Kiedy Chrystus głosił miłość ku Bogu, przyrównał On ją do ognia: „Ogień przyszedłem puścić na ziemię — tak mówił — a czegóż chcę, jeno, aby był zapalon”. (Łk. 12, 49). Z tego porównania miłości z ogniem poznajemy, jakie przymioty nasza miłość dla Boga posiadać powinna.

1) Pierwszą cechą ognia jest, że dąży on do góry; otóż, i żar naszej miłości winien wznosić się ku niebu, aby kochać Boga nadewszystko. Pięknie to tłumaczy niezrównany zawsze św. Augustyn: „Czy zrzeklibyście się — pytał on swoich słuchaczów — oglądania Boga na zawsze, gdybyście pod tym warunkiem mogli zapewnić sobie wiekuiste posiadanie wszelkich dóbr ziemskich? Zapytajcie serc waszych, niechaj odpowiedzą! Jeżeli się wahacie, wierzajcie mi, że aniście zaczęli Boga kochać! A dlaczego? Dlatego, że Boga nie stawiacie wyżej ponad wszelkie stworzenie, a bez tego niema miłości Boga”.

Więc może nie mamy prawa kochać czegokolwiek poza Bogiem? Bynajmniej! Winniśmy miłować wszystkich ludzi, a między nimi niektórych w szczególniejszy sposób, np. rodziców, dzieci, dobroczyńców swoich. Kochać Boga nadewszystko znaczy to tylko, że ilekroć mamy wybrać między Bogiem a stworzeniem, winniśmy dać pierwszeństwo Bogu; innemi słowy: wyrzec się musimy wszelkiego dogadzania sobie lub innym, jeżeli się z tem łączy obraza Boga.

I w tem znaczeniu powiedział Zbawiciel te słowa: „Kto miłuje ojca lub matkę więcej niźli Mię, nie jest Mnie godzien; a kto miłuje syna albo córkę nad Mię, nie jest Mnie godzien’’. (Mt. 10, 37).

Niektórzy dobrzy chrześcijanie dręczą się czasem tem, że silniej, żywiej odczuwają miłość naturalną, np. ku rodzicom, ku dzieciom, aniżeli miłość ku Bogu. Otóż, śpieszę takich uspokoić, że można kochać Boga nadewszystko, nie odczuwając tego. Następny przykład najlepiej to wyjaśni. Pewien starzec, przejęty bojaźnią Bożą, skarżył się przed spowiednikiem, że słabą czuje miłość dla Boga. „Miałem (mówił) dwoje dzieci, straciłem je, i nie mogę nigdy o nich bez łez myśleć, — tak je kochałem; a gdy myślę o Bogu, zostaję zimnym, nieczułym. Widocznie więc bardziej kocham dzieci, niż Boga”. — „A gdybyś za pomocą grzechu śmiertelnego mógł znowu ujrzeć dzieci, czybyś go popełnił?” — zapytał kapłan. — „O, nigdy! mój Ojcze, za nic w świecie nie chcę obrazić Boga!” — „A więc (odrzekł spowiednik) możesz być pewnym, że kochasz Boga nadewszystko, gdyż wolisz wszystko utracić, niż utracić łaskę Bożą”.

Jednak, kochając Boga nadewszystko, możemy Go kochać z mniejszą, lub większą doskonałością.

Rozróżniamy tu 3 stopnie. Pierwszy polega na unikaniu tylko grzechu ciężkiego, kiedy się nie pozwala na nic, co pozbawia całkiem miłości Boga. Drugi polega na unikaniu też dobrowolnych grzechów powszednich, kiedy się nie chce niczego, coby mogło tę miłość osłabić. Trzeci wreszcie stopień polega na unikaniu dobrowolnych niedoskonałości, gdy się jest gotowym czynić zawsze to tylko, co najlepsze i Panu Bogu najprzyjemniejsze.

2) Drugą cechą ognia jest to, że silnie on działa; podobnież nasza miłość ku Bogu, jeżeli jest prawdziwa, nie zostaje w spoczynku, ale jest czynną; wyciska swą pieczęć na całem życiu.

Więc, chrześcijanin, miłujący Boga prawdziwie, przedewszystkiem unika wszystkiego, co się Bogu nie podoba, a stara się natomiast wiernie wypełniać Wolę Jego świętą. Jedność Woli Bożej i naszej to węzeł, co serce Boże i nasze splata. Dlatego św. Jan Ap. pisał: „Ta jest miłość Boża, abyśmy przykazań Jego strzegli”. (1 Jan 5, 3).

Kto miłuje Boga prawdziwie, chętnie z Nim obcuje; rad z Nim rozmawia na modlitwie; myśli o Nim często przez akty strzeliste, — tak np. św. Franciszek z Assyżu często powtarzał: „Bóg mój i wszystko moje!”; wszystkie swe sprawy wykonuje z miłości do Boga.

Jeżeli prawdziwie Boga miłujemy, to (jak powiedziałem) lękamy się, aby Go nie obrazić; gdybyśmy jednak Go obrazili, czulibyśmy z tego powodu żal nieskończony. „Którzy miłujecie Boga, miejcież złość w nienawiści”. (Ps. 96, 10) — mówi psalmista.

Dalej, chrześcijanin, ożywiony miłością Boga, pragnie Go uwielbić nie tylko w sobie, ale i w innych, i, ile może, powstrzymać powódź grzechów, a rozszerzyć Królestwo Boże.

Wogóle, bliźni nie jest dlań obojętnym; on go miłuje dla Boga, bo pamięta na tę przestrogę: „Ktoby… widział, że brat jego jest w potrzebie, a zawarłby wnętrzności swe przed nim, jakoż w nim przebywa miłość Boża?” (1 Jan, 3, 17).

A ponieważ miłujący chce być tam zawsze, gdzie jest przedmiot miłości jego, jak to powiada Zbawiciel: „Gdzie jest skarb twój, tam jest i serce twoje”. (Mt. 6, 21), — przeto dusza, gorąco miłująca Boga, tęskni za Nim; najwyższem jej życzeniem jest połączyć się z Bogiem na wieki. Powtarza więc ona za Apostołem: „Mnie żyć — jest Chrystus, a umrzeć zysk… pragnę rozstać się z tem życiem, a być z Chrystusem”. (Filip. 1, 21—23).

3) Trzecią wreszcie cechą ognia jest: że pali się tak długo, jak długo jest paliwo.

Ponieważ przedmiot naszej miłości, Bóg, jest wieczny i niezmienny, więc i miłość ku Niemu musi być stałą. Stałość dla natury ludzkiej, do zmian przywykłej, jest rzeczą trudną. Otóż, jeżeli miłość nasza dla Boga w szeregu zdarzeń pomyślnych i niepomyślnych nie zmienia się, będzie to dowód prawdziwej miłości. (O Naśl. ks. III, r. 6, str. 1).

a) Dla niektórych pomyślność bywa kamieniem obrazy. Gdy wszystko idzie podług pragnień, gdy się ma dostatki i zaszczyty, niejeden zapomina o Bogu, i myśli o raju na ziemi.

Tak było z Salomonem: zaczął on dobrze, lecz zbytek pomyślności stał się przyczyną, że serce jego i umysł odwróciły się wkońcu od Boga. Niestety! ma Salomon i dziś wielu naśladowców pomiędzy wybrańcami szczęścia.

b) Zazwyczaj jednak, to nieszczęście jest kamieniem probierczym miłości. Iluż to jest takich, co są wiernymi w obowiązkach chrześcijańskich, dopóki wszystko im się uśmiecha; a gdy tylko przyjdzie cierpienie, zaraz narzekają, iż Bóg jest nielitościwy, iż niezasłużenie ich doświadcza.

Raz pytano świętobliwego Jacopona z Todi (um. 1306), po czem może dusza poznać, że prawdziwie kocha Boga? „Znak miłości szczerej i prawdziwej — odpowiedział — to kochać Boga więcej, gdy nie wysłuchuje naszych modlitw ; zdwajać miłość, gdy Bóg postępuje z nami inaczej, niż Go prosiliśmy”. „Ten, co kocha cierpienie i nieszczęście dla miłości Boga, taki doszedł do szczytu miłości” — uczy św. Franciszek Salezy (Traité de l’amour de Dieu, 1. IX, ch. 2).

Zapewne, większość z nas jest daleką od tego, aby cierpieć z radością; ale starajmy się narazie być cierpliwymi w noszeniu krzyża, poddawać się w tem pokornie Woli Bożej, a z czasem miłość nasza ku Bogu wzniesie się na wyższy stopień doskonałości. „Prawdziwa miłość jest mocna jako śmierć”. (Pieśń 8, 6) — mówi Pismo.

*

*                      *

Już wspomniałem, że cnotę miłości, czyli zdolność do miłowania Boga otrzymujemy przy Chrzcie św., ale otrzymujemy ją wówczas w zarodku; przez całe zaś życie winniśmy się starać w tej cnocie rosnąć, bo przykazanie Chrystusa jest jasne: „Będziesz miłował Pana Boga twego ze wszystkiego serca twego i ze wszystkiej duszy twojej, i ze wszystkiego umysłu twego i ze wszystkiej siły twojej”. (Mr. 12, 30).

Pomoże nam do tego rozważanie doskonałości Bożych, dobrodziejstw od Niego otrzymanych, a zwłaszcza Męki Pańskiej; następnie rozgrzejemy bardziej swe serca, przystępując często a godnie do Komunji św. Wreszcie przymnożą nam miłości częste jej akty; obudzajmy je zwłaszcza w chwili pokusy, tembardziej, po upadku, a przedewszystkiem, gdy nadchodzi decydująca dla wieczności chwila zgonu.

Tym też aktem kończę dzisiejszą naukę:

Boże, choć Cię nie pojmuję,

Nadewszystko Cię miłuję,

Bo to wszystko jest stworzone,

A Tyś — Dobro nieskończone,

Jako zaś samego siebie,

Wszystkich kocham, lecz dla Ciebie.

Amen.

Ks. Kazimierz Naskrecki, Dekalog Krotkie Nauki o Przykazaniach, Warszawa 1937

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s